|
Wstawaj!
– już siódma, czy twa córka
ma ponownie spóźnić się do szkoły?
Pomyślałem
sobie i znowu to samo, ubieram się, jem, jak wariat pędzę z córką do szkoły,
potem szybko do pracy, tam walczę cały dzień, wracam, padam a tu jeszcze
to, siamto. Tak trochę wybyczyć się gdzieś z dala od tego wszystkiego!
Ciekawe jak długo tak można
jeszcze trwać, w takiej bezsensownej bieganinie – za czym, chyba już nawet
sam nie wiem.
Zuziu, prędzej, bo Twojego
tatusia w końcu ten Pan z dużym brzuszkiem nie będzie chciał w ogóle
widzieć na oczy, i powie mu – do widzenia – to my już panu podziękujemy!
a wtedy kto Ci będzie kupował te wszystkie piękne zabawki, ubranka – co?
Wybiegłem Zuzia szybko
podreptała do auta. Pasy – i jedziem, jak zawsze o tej porze wszędzie
korki. Można oszaleć, czy kiedyś, ktoś w padnie na pomysł jak rozwiązać
ten durnowaty problem.
No i proszę jeszcze czerwone
światło, ja pierd......... facet stawaj bo nas zmiażdżysz!!!!!!!! o
!!!!!!!!
______________________
Co się stało? Dlaczego
patrzę na siebie tak jakoś dziwnie, co oni mi robią, gdzie Zuzia. NIEEEEEEE
czy to jej nóżka wystaje spod tej czarne folii. Co jest, nie błagam, nie,
ratujcie ją, dlaczego nikt mnie nie słucha.
Dochodzi do mnie czyjś głos-....
facet też chyba z tego nie wyjdzie, no dalej oddychaj, ( co to za
wielką strzykawę pakują mi prosto w serce???)
- Chyba go mamy,
uwaga szybko do szpitala. Mała nie miała żadnych szans, widziałeś jak była
zmiażdżona, straszny widok, ciekawe czy on przeżyje, powiadomiliście już
jego żonę, miał telefon?
- Tak żona wie o
wypadku jedzie do szpitala, ale nie zna szczegółów – ja pier.......ciekawe
jak to zniesie. Przewalone jak giną niewinni ludzie, a słyszałeś tego
dupka z ciężarówy, która w nich zapięła z tyłu? – że on nie zdążył
zahamować, myślał, że oni jeszcze przejadą, ale co on miał zrobić jak
przed nim już stanął ten autokar?
- Facet gnał do świateł
i ja pier.........
...„Ciekawe dlaczego
ja to wszystko słyszę, skoro leże jak kłoda? nic nie rozumiem żyję czy
nie. Przed chwilą wydawało mi się, że Zuzia strasznie płakała, że boi
się być tu sama, gdzie ona teraz jest, musze do niej Zuziu, Zuziu!...
....Wiozą mnie gdzieś do
szpitala, lekarz coś gada, czy warto było go ratować (chyba mówi o mnie),
że niby za długo mój mózg był pozbawiony tlenu co to oznacza ?– nie
wiem.
- Wiesz Antek od
jakiegoś czasu gryzie mnie jakoś coś tak od środka, czy to co my robimy
jest słuszne? No bo powiedz, niby ich ratujemy, ale czy tak naprawdę nie
polega to na tym, że nie pozwalamy im umrzeć? Przecież, wiesz jak jest, okaże
się znowu, że kurna jednak się nie da, że mózg coś niby jeszcze działa,
ale co to za działanie, bez myśli, świadomości, odczuć. Wiesz czasami
wydaje mi się, że powinniśmy im dać spokojnie umrzeć, a nie pakujemy im tą
chemie, powodujemy, że serce zaczyna bić ale co z tego, po co to, dla naszej
satysfakcji, mam tego czasami tak cholernie dosyć. A potem jak widzę te
rodziny, które wierzą, ale chyba nawet same nie wiedzą już w co, i męczą
tak siebie, męczą tak ich, którzy Bóg wie gdzie żyją gdzie są, czy wśród
żywych, czy wśród umarłych, czy nigdzie. Cholerne eksperymenty, cholerny
postęp, a efekt człowiek nie może godnie, normalnie umrzeć.
... Co on pieprzy,
że niby, co ja trup, albo nie trup, kim jestem, nić już nie rozumiem, i to
ciągłe wołanie Zuzi, ciągle ją słyszę jak mnie woła, jak płacze, że
nie chce tu być sama, a co ja mogę zrobić, popodłączali mnie do jakiś
urządzeń, i cieszą się, że im działają.
....ale
szpital, o Boże Jola, Jola, Joluś nie płacz, to nie moja wina ( po co się
wysilam i tak mnie nie słyszy, czy w ogóle ktoś mnie słyszy)
- Ratujcie go za
wszelką cenę, tylko on mi pozostał, Boże moja Zuzia, nie ja tego nie zniosę,
dlaczego, on nie może umrzeć, zróbcie wszystko.
- Musi być Pani
przygotowana na najgorsze, przed nami mnóstwo badań, nawet nie wiem czy możemy
mówić o jakichkolwiek szansach, proszę się uspokoić, niech Pani pójdzie
z pielęgniarką ona się Panią zaopiekuje.
Proszę
zaopiekować się Panią Jolą.
- Nie ja Go nie
zostawię, nie może mi Pan zabronić być obok niego , ja,ja,ja,ja........
...Jak
ona cierpi, Kochanie ale ja muszę odejść, ja muszę do naszej córeczki,
nie każ mi tu trwać, ona mnie potrzebuje, a ze mnie tutaj już chyba nic nie
będzie – chciałem to jej wykrzyczeć ale jak mogła mnie usłyszeć, skoro
to były moje myśli, które były
oderwane od mojego ciała. Czy to w ogóle jeszcze jest moje ciało, to ciągle
ja?! – co się dzieje, dlaczego tak jakoś mi źle? czy ja umieram, czy
trwam Bóg wie gdzie. Pieprzony lekarz, i co mi zrobił, w jakiej postawił
mnie sytuacji? Gówno!..
Mijają
tygodnie Jolka codziennie przychodzi, oczy ma takie opuchnięte, nie przyjmuje
chyba w ogóle do wiadomości to co mówią lekarze.
- Pani Jolu, proszę
to jeszcze raz przemyśleć, on tak naprawdę nie należy już do tego świata,
uszkodzenia mózgu są ogromne, widzi Pani przecież, że żyje dzięki tym
rurkom, żyłkom, lekom. Proszę mi wierzyć zrobiliśmy wszystko co w naszej
mocy.
- Nie, nie
pozwalam, wszystko będzie dobrze, dlaczego Pan tak mówi, co za dużo was
kosztuje, a on wczoraj uścisnął mi rękę.
- Nie, to nie był
on, to był skurcz mięśni, dlaczego Pani nie chce mi wierzyć,
- Wiara – a do
czego mi ona, wie Pan w co kiedyś wierzyłam, w naszą miłość, w to, że
razem będziemy się starzeć, że Zuzia da nam wnuki, a pan mi chce to
wszystko odebrać.
- Pani Jolu, ale ta
Pani postawa jest chyba trochę egoistyczna, niech Pani popatrzy na niego, kim
on jest człowiekiem, czy duchem tkwiącym gdzieś między ziemią a niebem.
...
Gdyby ona wiedziała jak ja tu cierpię, czuję, że moje ciało jeszcze
chwila i zacznie się rozkładać na moich oczach, a ja w tym tkwie, ciągle
nie wiedząc po co, a tam Zuzia ciągle płacze, kurna i nawet nie mogę się
zabić. Bo przecież tak naprawdę to mnie tu chyba już nie ma. Jolu Kocham
Cię strasznie mocno, ale pozwól mi umrzeć, gdybym mógł Ci to szepnąć do
uszka, może wtedy pozwoliłabyś mi na to. Wiem, że cierpisz ale to już nie
jest mój świat, ja muszę tam to Zuzi, przecież będziemy tam na Ciebie
czekać, Jolka zrozum......
Pewnego
dnia ( było to trzy lata od dnia, w którym zdarzył się ten
wypadek) przybiegła do szpitala wcześnie rano, cała zapłakana, drżąca,
krzyczała gdzie lekarz, ja muszę, ktoś szepnął, że chyba jej w końcu
odbiło.
Dopadła
w końcu lekarza, a ja dalej leżałem jak kawał mięcha w sterylnych
warunkach, bo odleżyny owładnęły już moim ciałem tak sprytnie, że
jestem cały pokryty jakimś gównem. Chyba nawet nie chcę już jej widzieć,
ani słyszeć – pieprzona
egoistka ( Jezu co ja gadam, przecież ona to robi z miłości).....
- Panie doktorze
miałam sen, a może to nie był sen. Nad rzeką leżałam z mężem a na
drugim brzegu w jakimś błocie stała Zuzia, tak strasznie płakała, wołała
tatusiu, tatusiu. A on patrzył tak na mnie jakoś smutno, obco, dziwnie i nic
nie mówił, tylko łzy płynęły mu po policzku.
Panie
doktorze musimy z tym skończyć, ja wiem to nie ma sensu, dopiero dzisiaj to
zrozumiałam, Kochanie, mężu, czy Ty mi to wybaczysz, że tak długo Cię tu
zwodziłam, wybacz ale to ta moja miłość, tak bardzo Cię kocham, że
straciłam chyba całkiem zdrowy rozsądek. Wybacz, biegnij do Zuzi, przecież
to jest teraz Wasz świat, wybacz, żegnaj, czekajcie tam na mnie.
I
nagle poczułem się jak motyl, lekko uniosłem się w nieokreśloną mi
przestrzeń, Zuziu, Zuzia – Jestem tatusiu, nareszcie jesteś, tak bardzo na
Ciebie czekałam. Chodźmy, nie będę już sama, tu jest dużo ludzi, których
znam ale tak chciałam byś był już przy mnie, dlaczego tak długo Cię nie
było?
Z
MIŁOŚCI córuś, z miłości, chodź usiądziemy i będziemy czekać na
mamusię........
Tatusiu
a wiesz, tu jest nawet nasza sąsiadka pamiętasz, ta która piekła te pyszne
ciasteczka, tutaj też je piecze, a babcia dalej robi te pyszne konfitury,
chodź mamusia do nas później dołączy, poopowiada nam jak tam było, bez
nas ale to później.
UMARŁEM-
jak długo teraz trzeba czekać
na swoją własną śmierć,
Czasami
obserwujemy z Zuzią Jolę, dalej jest piękna, ma już siwe włosy,
pomarszczoną twarz, ale dalej to samo serce, już chyba niedługo do nas dołączy.
Nie
mogę się tego doczekać!
______________________
Sofija
|