Janusz Marek Struzik

Księżycowy Tryptyk

 pierwsze spotkanie, przy księżycu w 9 o byka i słońcu w 21 o wagi

 

 

I. Miasto Księżyca.

 

... już bęben wybija stację, XVIII Wielki Arkan Tarota, stację Księżyc. Czas wysiadać. Rozglądam sie za moimi współtowarzyszami podróży, prześmiewcami i pomocnikami od XI arkanu. Wyglądam Zielonka, zielonego ludzika w czerwonej czapeczce, krzywonosego i utykającego, który przygrywał, albo bezpośrednio na swoim czerwonym fletofujarkowym nosie, albo na żółtym flecie, ukrytym za czerwonym nosem,..nigdy nie potrafiłem tego rozróżnić. Wyglądam również Kudłata, jak go roboczo nazwałem, niebieskiego misia, który przygrywa bijąc pałeczkami na czerwonym bębenku lub też gra stopami, tańcząc na bębnie. Nie widzę ich. Cóż, nie we wszystkich moich podróżach, od XI stacji, oni uczestniczyli. Szkoda, to dosyć mroczna stacja, a oni swym śmiechem, swą grą i prześmiewczymi żartami, umieli rozjaśnić nie tylko moje, ale i wszelkie inne napotykane mroki.

... wysiadam, jest ciemno,… księżyc w pełni świeci jasno, zaczarowując swym wilgotnym ciepłem mnie i wszystko wokół, ... skąd, ciepło i wilgoć, ...przecież jego blask, tak jak i on sam, powinien mrozić, a przynajmniej być zimnym i suchym.

Dziwne to miasto,...dwie duże kamienne i fioletowe wieże, między nimi droga prowadząca za miasto …a przed nimi, po środku placu, staw z ciemno granatową wodą, w którym oprócz fioletowych ryb i fioletowego raka na brzegu, odbija się, na fioletowo, tarcza księżyca,…coś dużo tego fioletu, nawet ptaki na są fioletowe, dobrze, że chociaż niebo i staw granatowy,…fioletowymi są i ludzie ,…lecz są i czarni ludzie, ludzie nocy, ludzie marginesu, wyrzutki, brudni ludzie, ludzie bez praw i poza prawem …ci przemykają chyłkiem po nocy.

... fioletowi, ich nie potępiają i nie oceniają,… mogę się od nich uczyć, …fioletowi mają duże, czerwono bijące serca, …i oni się tymi zacienionymi opiekują…opatrują ich bóle,… roztapiają ich chłód,..palą ich mrok, bunt i troski.

Widzę, moich prześmiewców, lecz oni się teraz nie śmieją…oni są cisi i skupieni, ...ich serca płoną czerwienią,… wespół z fioletowymi, ratują zacienionych,... widzę, coraz więcej żywych serc,…czerwienią się na wieżach, które magazynują splątane ludzkie sprawy, problemy i związki, odłożone do rozwiązania w późniejszym terminie, w innym życiu,… uwolnienie ludzi z ich pęt, sideł i ciężaru pozwala im odpocząć, pozwala im żyć, pozwala nabrać sił, otuchy i umiejętności do ich rozwiązania, być może, jeszcze w tym życiu.

…potężna jest moc tych serc, …przygarnia odrzucone i niechciane, …miłuje niekochane, użytkuje niepożyteczne i szkodliwe,… ubogaca stracone, zbyteczne i nieekonomiczne, …daje rację nieracjonalnemu,…nadaje sens bezsensownemu,…,…uzdrawia niezdrowe,….

…serca, serca i jeszcze raz serca,…ich czerwienią, fioletowe ptaki czyszczą dym, a ich pulsem ożywiają zgniłe powietrze,...ich miękkością, fioletowi krasnale czyszczą popiół oraz sycą życiem zranioną ziemię, ...ich ogniem fioletowe ryby i raki energetyzują zatęchłe wody oraz czyszczą z brudu.

... księżycowe miasto, fioletowe miasto, fioletowych braci nocy i księżyca,..miasto, w którym pracują na porzuconym, nieczystym, niejasnym, nieprostym i niechcianym, ... praca w ciepłym mroku fioletowego księżyca, ukrytym pod srebrnym światłem jego brata bliźniaka.

 

 

 

II. Trzy Panie Księżyca o podwójnym obliczu.

 

 

Była trzecia noc pełni (księżyc w 8 o raka, słońce w 8 o koziorożca). Grudniowej pełni - przedostatniej w pierwszym roku trzeciego tysiąclecia po narodzeniu Chrystusa i kończącej czterdziesty piąty rok życia mego ciała. Po co o tym piszę? Czy ma to jakikolwiek związek z danymi mi tej nocy osobowymi manifestacjami księżycowych energii, które chcę poniżej opisać?

Gdzieś czytałem, że księżyc jest bazą przejściową, przystankową pomiędzy tą i tamtą stroną naszej, istności. Znowuż to plątanie się.... po poboczach. Gdzież w tym pisaniu, rozsądek? Muszę mocno trzymać się głównego nurtu myśli, bo nie uda mi sie opowiedzieć tego, co doświadczyłem. Utonę w mglistych i zawoalowanych skojarzeniach. Do rzeczy!

Czy można żyć bez ciągłego poganiania siebie? Brrr? Pamiętam, że tego wieczora, tej nocy również się przymuszałem.

 

Jest trzecia noc grudniowej pełni. Siedzę przy komputerze. Już od jakieś chwili próbuję zmusić się do dalszej pracy. Chcę skończyć, co zacząłem, tym bardziej, że wcale nie mam ochoty na sen.

To racjonalny ja, chce dobiec celu, poukładać to, co nie ma swoim miejscu i w nagrodę odpocząć, lecz umysł, i ciało krzyczą, że mają dość, i na nic dalsze poganianie. Poddaję się i wyłączam komputer.

Gaszę też światło. Taki, nakaz chwili albo działanie prawa serii lub, co prawdopodobne - to Księżyc, już przejął me ciało we władanie. Widzę go w oknie. Jeszcze wielki i bliski - dopiero, co wzeszedł - z żółtawą poświatą, pełen magicznego wdzięku.

Już nie mogę oderwać od niego wzroku. Siadam na podłodze. Umysł próbuje przebić się przez złotawo-srebrne opary, szybko wypełniające pokój. Sucha, odurzająca mgła. Kręci mi się w głowie. Nie, to ja się obracam, to ja podróżuję. Dziwna to podróż, bo nadal siedzę na podłodze,...a i pokój ten sam.

Nie, to nie jeden pokój. Ich jest wiele, nałożonych na siebie, a może przesuniętych o włos jeden od drugiego. Ich wielość oraz podróże po nich zauważam przy najmniejszym drgnieniu ciała. Próbuję pojąć, objąć umysłem ich poza przestrzenne istnienie, bądź też ich realne nieistnienie,....zrozumienie tej łamigłówki powoduje, jedynie zawrót głowy i nudności. Tak reaguje mój błędnik, na tę nie dopinającą się sytuację.

Odpuszczam sobie. Nie musze rozumieć by używać.

Zbyt często o tej prawdzie zapominam. Po chwili, czuję już tę przestrzeń. Przechodzę z pokoju do pokoju, bawię się, rejestruję i porównuję zmiany w wystroju. Poruszam się po pokojach bez zbędnego przemieszczania się do drugich.

Naraz, czuję czyjąś obecność. Już nie ma przestrzeni jest tylko Ona, srebrzysto włosa, niebiesko lica o ciele matowo srebrnym spatynowanym granatem i sterczących, lśniąco srebrnych, metalowych a mimo to, kuszących piersiach.

Jestem Selena, mówi i czuję jak podnosi mnie - jest, co najmniej dwukrotnie wyższa ode mnie - i przyciska mą twarz do tych metalowych piersi. Dziwię się ich delikatności i miękkości.

Pij, nakazuje. Usta wyszukują i łapczywie ssą, nabrzmiałe pokarmem, sutki. Jest cicho i bezpiecznie i to znane dudnienie....

Znam ten metaliczny ni to słodki, ni to cierpki smak..... lecz Karmicielka była inną osobą, i inne nosiła imię.

Adel, tak Adel,... lecz mimo wysiłków nie mogę przypomnieć sobie Jej twarzy. Za to, moje twarze widzę wyraźnie, te ciemne, te jasne, te brzydkie i te ładne,.... Jest ich dużo, bardzo dużo. Wszystkie one spragnione.

Sycąc się tym metalicznym napojem łagodnieją, zrzucają jarzmo grzechów, niewinnieją, młodnieją,... tak młodnieją, wyraźnie nabierają radości, gotowości i sił do życia.

Adel? Dziwne, pusto brzmiące, bez lice imię. Znam je jednak - jest różnica między pamięcią a wiedzą – znam jej żywe, pełne ciepła i łagodności serce. Wieczne serce.

Selena? Jej niebieska twarz, Ona, była mi dotychczas nieznana. Co oznacza Jej pojawienie? I ten metaliczny napój, którym mnie teraz jeszcze za życia karmi?

Czemu to nie Adel? Czy Adel pozostanie jedynie imieniem? Czy już Jej nie nigdy spotkam?

 

Wybacz Seleno, strażniczko nieśmiertelności,

Ty jesteś, a ja wyglądam cienia.

Ty jesteś, a Jej tutaj nie ma.

Gdy Ona jest, czy jesteś i Ty?

Piję Twe soki, biorę Twe ciepło,

a czepiam się cienia.

Jej twarzy szukam,

lecz i Jej nie dziękuję.

Wybacz,

z czasem i ja ogrzeję Twój metal.

Seleno-Adel, ucz mnie żywić się Tobą

Nieśmiertelna Pani Księżyca o dwojakim obliczu,

naucz, mnie

mego Cienia.

 

Selena uśmiecha się, stawia mnie na ziemi i odchodzi zapewniając – wkrótce się zobaczymy.

 

Znowu widzę, Księżyc w oknie. Świeci wyżej. Już tak nie odurza. Wydaje się być zadowolonym. Właściwie, to kpi ze mnie.

Przychodzi, bladolica, kruczowłosa o zielonych kocich oczach, i pożądliwych, czerwonych ustach. Ciało Jej alabastrowo seledynowe,..... przeźroczyste. W nim, skręca się i wije zielony, gruby, wielko łuski, i świecący niby neon, wąż. Bije od niej gorąco, jakby była ogniem a powinna być chłodna i do tego wionąć wilgocią. Przynajmniej, na to wskazywałaby... zieloność i trupia bladość Jej ciała,... no, i ten zimnokrwisty wąż. Jestem Lilith, mówi a Jej ciepło udziela mi się, pulsuje i podnieca. Czuję dobroć i miłość, chociaż rozum krzyczy i obwinia – to grzech, tak czuć, przecież to wampir! To potwora! – Bój się Boga - wstydź się,...Chyba, Boga w sercu nie masz!

Serce, moje serce? Pierwszy raz jest takie gorące. Jakby, dopiero teraz zaczęło żyć oraz czuć i rozumieć życie,....i świat jakby bliższy, i ludzie bliżsi a wspomniany bóg nie daleki. Rzeczywisty, namacalny. Chcę mu dziękować za to, że jestem, że on jest, że jest świat i inni ludzie, że... i.....Już wiem, że to czynienie dziękczynień jest wyłącznie moją potrzebą.

Jestem Afrodyta, słyszę... i widzę jak zielone ciało nabiera barwy żółtego złota, rysy łagodnieją, usta różowieją, oczy niebieskie, a włosy jak promienie wschodzącego słońca rozwiewane wiatrem. Całość, odziana w krople, niczym w perły. Piękna bogini. Piękna i obca. Nie ciepła i nie chłodna. Obojętna, godna podziwu, żądna adoracji. Święta. Serce Jej kryształowej czystości. Kryształ zamknięty w alabastrze. Mrozi niczym sopel lodu. Ślicznotka. Ona nie jest żywa! To obraz namalowany wprawną ręką Mistrza. Rozum, znowuż się na mnie obraża, teraz obwinia mnie o brak serca i brak szacunku dla piękna i świętości. Nazywa mnie uczuciowym profanem, bez krzty taktu.

 

Ratuj Lilith, strażniczko świętości,

Pogódź me serce z rozumem,

pożądanie z wyniosłościa,

piękno z obrzydliwością.

Naucz, dzielić się

tym, co zwykłem brać i trzymać dla siebie,

Cieszyć się,

tym, co nieistotne, i mizerne,

Wielbić i hołdować

temu, co, niegodne uwagi,

Karmicielko miłosierdziem, Pani ognia

weź mnie na ucznia oraz

wybacz mi,

że nie obiecuję pilności.

Lilith-Afrodyto, ucz mnie żywić się Tobą.

Święta Pani Księżyca o dwojakim obliczu,

naucz, mnie

godzić się z sobą.

 

Odchodzi, a ja znowu widzę uśmiech Księżyca. To nie jest kpiący uśmiech. To ja nie radzę sobie tajemniczością Jego uśmiechu. Jest już w prawym górnym rogu okna. Jeszcze chwila i wypłynie z niego, kończąc swą magię. Dziękuję Mu. Chcę już wstać, lecz nie jestem sam.

Staje przede mną młoda, czerwono lica Pani o czarnych włosach, splecionych w dwa grube warkocze, o ciepłych niebieskoszarych oczach i o ciele barwy matowej miedzi. Jestem Moon - Żniwną Panią, płodną i urodzajną - mówi, pokazując w uśmiechu drobne, mocne, białe zęby. Obdarzam z mocy ziemi i wody. Wynagradzam plonem tych, którzy hołdują trudowi i znojowi.

Mam również drugą twarz, mało znaną, zapomnianą. Jestem wówczas miedzianolicą, miedzianowłosą oraz miedzianooką Artemidą, Jelenią Panią, o ciele barwy lśniącej miedzi. Obdarzającą tych, którzy na swój plon polują, wcześniej powierzywszy go wychowaniu ogniu, i wiatrowi. Wynagradzającą tych, którzy hołdują ufności i radości.

Jestem obfitością, płodnością i pełnią. Darzę urodzajem oraz sprawiam, że nikt nie ucieknie i nie ukryje się przed swym plonem.

Te młode twarze, które widziałeś przed chwilą, to przeszłość. Tak wyglądałam dawniej, gdy ja byłam Panią i gdy ja panowałam. Byłam, wtenczas potężna i silna a plon karmiony mą mocą był zdrowy, obfity, atrakcyjny i strawny dla wszystkich.

Wpierw pozbawiono mnie borów i lasów. Później, dorosłej, utrudzonej, tworzącej bez radości poszatkowano pola i łany. Tak, stałam się służebnicą wielu panów a moc ma uszła w plon rozdrobniony i o różnym czasie, za duży dla jednego a drugiemu niedostępny. Wraz ze starością tracę swoją moc i pęd.

Stoi, przede mną skurczona i pomarszczona, smutna i żałosna. Poszarzały, jej ciało i twarz. Jedynie oczy jej płoną.. Bije z nich determinacja.

 

Jak Ci pomóc Moon, strażniczko boskości?

..............................................

Pani, która darzysz mocą,

daj i umiejętność.

Bym nie kradł, co moje.

Bym nie szukał chwały,

za mozół i trud.

Bym nie zabijał,

gdy plonem mym wzgardzono.

Bym nie szukał pomsty,

Bym ufał z radością.

Rozgrzej me członki, rozpal me oczy

i otocz czułością,

bym nie spopielał.

Moon-Artemido, ucz mnie żywić się Tobą

Boska Pani Księżyca o dwojakim obliczu,

naucz, mnie

uwierzyć sobie,

i pomóc Tobie.

 

Odchodzi. Odwraca się, znowu jest młoda a uśmiech jej tajemniczy. Oznajmia. „Idę oczekiwać przybycia mej rdzawej siostry, przybycia Jej mściwych Pań: Joan-Diablicy, Pallas Ateny-Dziewicy i Junony-Bogurodzicy. One są blisko. Przyjdą w mocy. Przybędą, w ferrytowym wozie i odnajdzie się kamienne miasto miedzianych ludzi mrówek (lub kamienno-miedziane mrówcze miasto. Pogubiłem się z tymi mrówkami).

Nic już nie będzie takim, jakim jest, przybędzie nowe i powróci stare.

 

 

III. Księżycowy rysunek na jesionowej desce.

 

 

Było upalne czerwcowe południe (słońce w 3o raka, księżyc w10o koziorożca) Poszukiwałem cienia, by odpocząć. Uwagę mą ściągnął dorodny jesion. Siadłem na bujnej i chłodnej murawie, opierając plecy o jego chropowaty pień. Otulił mnie swym wilgotnym mrokiem. Poczułem zielony oddech Smętka, który w tej chwili, również korzystał z gościnności jesionowego cienia.

...nie wiem, kto mnie zaczarował jesion czy Smętek? w każdym bądź razie usłyszałem, jak jesion śpiewał pieśń wdzięczności do Księżyca, .... wdzięczył się za magię i magnetyzm, których mu Księżyc udzielał; za księżycowe dary mroku i chłodu, którymi to on jesion mógł teraz obdzielać strudzonych skwarem; za ciche towarzystwo w samotne i długie zimowe wieczory oraz noce; za skrę na śniegu i uśmiech na mrozie; za nici, których srebro plotły bezlistne gałązki, ukołysane jesiennymi wiatrami; za życiodajne muśnięcia delikatnych ośmio-dziwięcio-dziesiecio-palczastych liści; za puls soków na wiosnę; za nów, pełnię i połówkowe kwadry; za wzrost i malenie; za naukę o pełni i doskonałości; za naukę, że pełnia nie wyklucza doskonałości, a doskonałość pełni, że jedno drugie wzajemnie sie ubogaca i wypełnia, że jedno bez drugiego nie byłoby, ani pełne, ani doskonałe;....

....nie wiem jak długo spałem utulony jesionowa pieśnią? nie wiem kto, jesion czy smętek pozostawił mi ten rysunek na desce?...i myślę, że na desce z jesionu.

 

 

 

 

Z tą jesionową deską to ciekawa rzecz, …ona również śpiewa,….którejś, nowiowej i jeszcze zimowej nocy (księżyc i słońce w 12 o ryb) obudził mnie jej śpiew, jakby elfi, podobny dźwiękiem małemu dzwonkowi, lecz jednocześnie mu niepodobny, bo ciągły, bardziej przynależny fletowi, ewentualnie skrzypcom. Nie wiem skąd pojawiło się to elfie skojarzenie, ...nie znam żadnego elfa, nie znam ich języka, a tym bardziej ich muzyki i ich śpiewu. Gdy rozbudzony ze snu i z pierwszego czaru, próbowałem zidentyfikować, czy to jedynie głos? czy z podkładem instrumentu?... dotarło do mnie, że jest to pieśń, …..i ja rozumiem jej słowa,….słowa? za dużo powiedziane, bo czyż może przemawiać pieśń bez słów, ….oraz dotarło do mnie, że to jesionowy rysunek śpiewał,a raczej malował słowa mówiącymi kolorami i obrazami, bezpośrednio w sercu, ….w każdym bądź razie pieśń była mi zrozumiała, … a rysunek śpiewał/malował pieśń o starym jesionie, o jesionie przedbogów, o jesionie rodzącym ptaki-orły.

Był taki jesion, u zarania świata,… a pieśń wyrażała tęsknotę za tym starym drzewem,… była modlitwą o jesionowe ptaki-orły, modlitwą o rozbudzenie jesionowych mocy, modlitwą o zakończenie poczętego.

Zauważyłem, że nie jestem sam. Słuchał również Loki, byłem pewien jego bytności,… być może, nie tylko słuchał,… wyraźnie słyszałem cichutkie łkanie. Był jeszcze kruk i był księżyc, ….ten prawdziwy, nowiowy,… nie świecący odbitym światłem.

Napisałem,…”o jesionie rodzącym ptaki-orły”, …lecz prawdą jest, ze nigdy na ziemi żaden jesion, nie zrodził ptaka-orła, ani ten zaranioświatowy, ani żaden inny po nim, chociaż było i jest ich już wiele oraz mimo, że moc rodzenia ptaków-orłów posiadał i wciąż posiada zarówno ten pierwszy, zaranioświatowy, jak również, te wszystkie inne, po nim, …..które to, w skarleniach, zapewne zapomniały i już nie znają, nie tylko mocy rodzenia ptaków-orłów, lecz również boskiej natury drzew, którymi są.

…….

Był jesion, była ziemia, było słońce i był księżyc,… poza nimi nie było nic,… nie było również „było”, i nie było „będzie”, … one zrodziły się dopiero z wód jesionu, z jego oparów, które to, stworzyły również miejsce dla piętnastu światów, siedmiu naziemnych, siedmiu podziemnych i jednego śródświata,…. czyli łącznie dla trzech światów.

… tak było, u początku czasu,…i wówczas płynęły soki jesionu, i w górę, i w dół, zasilając dół górą, a górę dołem, …i miał jesion dwie korony, dolną, i górną,… i jedna drugiej była równa oraz jedna drugiej była potrzebna, …i był jesion bliski owocowania, …już, nabrzmiałe były owoce górnej i dolnej korony, …już, miały wzlecieć ptaki, i te górne, i te dolne,…. i już światy, miały wypełnić się ich lotem …lecz wówczas to, jesion zajaśniał, ……..a gdy zajaśniał, to spaniał,….i uznał, górne światy za wyższe od dolnych, górne światło za jaśniejsze od dolnego, dolne ptaki za gorsze, od górnych oraz zadecydował nie zradzać ptaków dolnych, jako niegodnych jasnego i wyższego istnienia.

Doznawszy panieńskiego oświecenia, kierując się wytycznymi celowości, skuteczności, racjonalności i ekonomii, zblokował dołom dopływ soków góry, dopływ światła góry, a w celu powiększenia i utrzymania w jasności górnych światów powstrzymał również przepływ soków dołu oraz dolnego światła ku górze,

….bez soków i światła górnego świata nabrzmiałe owoce dolnej korony pociemniały, a zarodki ptaków - prócz jednego, z którego zrodził się biały kruk- sczerniały i obumarły, rozsypując się po całym dolnym świecie,…z ich to prochu, powstali bogowie dolnego świata. … bez soków i światła dolnego świata nabrzmiałe owoce górnej korony wyjaśniały, a zarodki ptaków - prócz jednego, z którego zrodził się czarny kruk - zbielały i obumarły, rozsiewając się po całym górnym świecie.,…z ich to prochu, wyrośli bogowie górnego świata.

… rozpierzchły się również, nie wcielone, nie zrodzone oraz pozbawione życiodajnych soków duchy ptaków-orłów dolnej i górnej korony, błądząc, każdy po swym świecie,… nie znajdując w nich ni oparcia, ni ukojenia,…jesion się ich wyparł, odgonił je, skąpiąc im gałęzi i soków,… chociaż przesycone sokami własnych światów, to wciąż były i nadal są głodne i wciąż są bez swego czasomiejsca ,….. zamknięte w swoim i błądzące w znanym, .....a im są jaśniejsze, lub też, im są ciemniejsze, tym bardziej są głodne, zaborcze i żądne,…głód i zagubienie sprawił, że te jasne w swej jasności ciemnieją, a te ciemne w swej ciemności blakną,…górne duchy, chętnie zamieszkują klejonki czynione przez asów, szybko je zajeżdżając, zużywając, niszcząc i odrzucając, …dolne natomiast łącząc się w hordy, zwiększają pustkę i rozpacz, te pozwalają im ssać jasnych i jasne światy oraz zwiększać otchłań, …otchłanie jasnych i w jasnych.

…a bogowie?, … ci pozbawieni swych duchów i soków, równie zgłodniali, równie zagubieni i wyobcowani w swych wąskich światach, …..to, walczą ze sobą, ….to, tworzą napięcia, bawiąc się i chwaląc się wyzwalanymi piorunami,… to, budują mury i przestrzenie, by burząc je i przemierzając, mogli wypełnić treściwym to, co się zaczęło i rozrosło, …a ponadto

… ci górni bogowie, choć jaśni, wciąż szukają oświecenia, nawet poprzez wieszanie się na drzewie, ... toczy ich również strach, przed skończeniem tego, co się zaczęło,… a przecież również oni mieli swój początek…stąd być może, ich zabawy w klejenie, wychowywanie, zbawianie, i w ciągłe ożywianie tych wcześniej sklejonych na ich obraz i podobieństwo,… stąd być może, narastająca w nich, determinacja rozjaśnienia wszystkiego, co zacienione, rozjaśnienia również i tej ciemności, jak mimo klejenia przez jasnych, w jasności i coraz bardziej jaśnie, ci sklejeni, na podobieństwo nim samym, są równie głodni, równie nienasyceni, zagubieni i nieoświeceni, a dodatkowo są śmiertelnymi, są poddanymi końcowi,tak, że trzeba ich ciągle oświecać, uzdrawiać i ożywiać.

... natomiast, ci dolni bogowie, choć ciemni i coraz ciemniejsi, nie szukają oświeceń, ani żadnej wiedzy,… wystarcza im to, co wiedzą,… nie kleją, lecz rozklejają sklejonych, ….nie wychowują, lecz rozpuszczają sklejonych, …nie zbawiają, lecz buntują sklejonych, jedynie poprzez samo swoje ciemne istnienie, ….ponadto kuszą sklejonych wiedzą, że do pełni ich doskonałości, brakuje im jedynie: soków, światła i korony dolnego świata, których to przepływ i wzrost, na wzór jesionu lub jesionowych, mogą i mają moc sami w sobie uruchomić, gdy tylko, tak wybiorą i gdy tylko, tak zdecydują, …..a nadto, ci ciemni bogowie mają i znają swój koniec, tak jak mają i znają swój początek,… wiedzą, że również klejonki są równi zarówno im, jak i ich jasnym stwórcom, …równie są wieczni i równie są bezkresni, …mimo, że teraz są podani końcowi i są poddani początkowi,…. ,podobnie jak poddanymi miejscoczasu są wszyscy z jesionu,… i bogowie, i duchy ptaków-orłów, i jesionowe światy, bez względu na fakt ich ściemnienia, bądź rozjaśnienia – wszyscy ci oddzielni i rozdzieleni, a jednocześnie wszyscy złączeni i połaczeni tęczowymi mostami, … mostami rozdzielającymi ich początki, od ich końców, wszyscy ci jesionowi alfaomegowie.

…są jeszcze ci ze śródziemna, ci z pnia,…nie ptaki-orły i nie bogowie, nie duchy ptaków-orłów, i nie klejonki, …ci, którzy samym swym istnieniem spinają dół z górą,…ci, którzy podróżują nie podróżując, …ci, którzy nie będąc w żadnym ze światów, są we wszystkich,…ci bezkoronni, co nie będąc w żadnej koronie mają je obie, …ci nie poddani, ni bogom, ni światom, ni jesionowi, …..ci, którym braćmi są i jesion, i księżyc, i kruk, i słońce, i ptaki orły, i ich ciemno-jasne duchy,…. i bogowie, i wszystkie klejonki.

Słuchałem tej pieśni i czułem się jak kruk, i czułem jak księżyc, i czułem moc i lęki jesionu oraz czułem lot ptaków orłów,…byłem orłem, byłem lotem …to, tych lotów, ... to, tej lotnej wolności,… to, tej wiecznej bezkresności pozazdrościł jesion swym owocom, swym ptakom - orłom,…. to, dlatego ścisnął, związał i zmroził soki,…to, dlatego nazwał górę wyższą dołowi, a ciemności niższe jasności,…..a tę jesionową tajemnicę, zazdrośnie strzeżoną również przed samym sobą, wyjawili mi, księżyc - ten jasno-ciemny opiekun zacienionych światów i tych wszystkich będących w cieniu i będących z cienia oraz kruki - ci nie stworzeni i nie zrodzeni świadkowie i strażnicy jesionowego zacienienia…… strażnicy tęczowego mostu, strażnicy początku i końca, …strażnicy, a właściwiej, strażnik podwójnego węża, który jest jeden, strażnik zodiaku i równości świateł, strażnik obrotu i spójności niebios, strażnik równowagi światów, strażnik tao.

…to słońce, księżyc i kruk/kruki wspólnie wymalowali ten rysunek na jesionie,… lecz usłyszeć jego śpiew mogłem dopiero wówczas, gdy jasności górnej korony nie zakrywały i nie zaćmiewały świateł dolnej korony, gdy nastał czas ciemnego księżyca oraz gdy kruki spięły mój początek z moim końcem, gdy dwa me węże stały się jednym i gdy nie potrzebowałem tęczowego mostu, by być.

… a to ciche łkanie? ono było moje,…że płakałem, że płakał, we mnie duch ptaka-orła, usłyszałem wyraźnie wówczas, gdy poprzez łzy ujrzałem, cichy i tajemniczy uśmiech Lokiego, i gdy smętek zniknął z jego twarzy.

 

Zakończył, przy słońcu i księżycu w 5 o lwa

 

Janusz Marek Struzik

 

 

 KU STRONOM STRYCHOWYM