|
Wyobraźmy sobie Stan Czystego Istnienia, Istnienia nie poróżnionego ze świadomością, albo nie naznaczonego
świadomością.......przepływ bez przyszłości i przeszłości, nawet nie przepływ, nawet nie trwanie , ale jak najbardziej abstrakcyjne dla Umysłu, Logosu BYCIE..... . Coś co przypisujemy zwierzęcym
formom Istnienia .......
[ choć może być to założenie fałszywe, po prostu nie znamy dróg którymi moglibyśmy dotrzeć do stanów świadomości innych gatunków niż
nasz ].
W jakimś momencie następuje to zdarzenie o fundamentalnym znaczeniu ....... dobra metafora doskonale
Czarnego Prostopadłościanu zrzuconego w przestrzeń Sawanny w Epoce Człowieka - Małpy człekokształtnej ....... objawienie czegoś nierzeczywistego, jak nierzeczywisty jest taki obiekt ........doskonale Czarny Prostopadłościan
..... nie mógł nigdy powstać bez projektu świadomego , podobnie jak nasza matematyka i logika. Nie musiało być to zdarzenie historyczne, wtedy nie było jeszcze Historii. Nie było bowiem Czasu ..... możemy np. przyjąć, że jest to moment w rozwoju każdego dziecka, nie ma to znaczenia. W jakimś momencie się to po prostu dzieje ..... dotykamy Obiektu Nierzeczywistego....... rusza Zegar Czasu..... byt nierzeczywisty..... Objawia się Nasza świadomość ...... efektywny twór rozszczepienia jakie w tym momencie wyradza się w Nas. Rozdarcie Naszej Istoty między dotychczasowym Istnieniem , a Nowym ...Formą jaką otrzymujemy. Ziszczeniem tej formy są narodziny
CIĄGU LOGICZNEGO ...... Narodziny MYŚLI ......
Zostajemy na początku naszego czasu wyposażeni (nas czas zaczyna się dzięki temu wyposażeniu) w świadomość ...... świadomość Istnienia [ materialnego ] oraz odszczepiony od niego Umysł [ formalny ] ....... i od tej chwili jak się zdaje opuszczamy swój jednowymiarowy Raj ...... raj niezmąconej Nicości , ale i Pełni bo zresztą jedno i drugie pod względem treści jest prawie tym samym . Na samym początku obdarzeni zostajemy też tym jednostkowym kwantem energii , dzięki któremu ruszamy naprzód i z którego będziemy korzystać, gdy będziemy utykać na zakrętach naszej LINII, oraz zasadą "Równowagi Sił"
Wsiadamy do Okrętu na Morzu Przestrzeni i ruszamy naprzód ...... chciałbym tu jednak użyć poręczniejszej metafory ..... niech nie będzie to otwarta morska przestrzeń , ale schematycznie określony , zaprojektowany i zbudowany Tor saneczkowy , a my na początku Naszego Czasu wsiadamy do wyznaczonego nam bolidu .
Wyobraźmy sobie jednostkę idealnie skonfigurowaną do pokonania tego toru
Życia . Jej Czas minie prawie bezmyślnie, ale przecież szczęśliwie , prawie z zamkniętymi oczyma przemknie przez życie w poczucie dobrze wykonanego zadania .
Świadomość jest tu prawie do niczego nie potrzebna , pełni rolę instrumentalną dostosowaną do oczekiwań otoczenia i całkowicie doń przywiedlnią . Prawie bez jakiegokolwiek wysiłku ,prawie w najkrótszym czasie i bez dotykania kierownicy może udać się pokonać całą długość toru
Wyobraźmy jednak sobie , że bieg wydarzeń toczy się inaczej ......."dostajemy wózek o gorszych parametrach technicznych", trafiamy w historyczny czas który wydaje się przerastać , stawiane są przed nami schematyczne w danym czasie wyzwania którym nie potrafimy sprostać, stajemy wobec wartości których autentyczność i znaczenie wydaje się nam coraz bardziej wątpliwe ..... "stajemy się autentyczną ofiarą losu" ..... przy czym rynna po której się toczymy przestaje być już jakimś tam neutralnym i abstrakcyjnym torem .....staje się naszym Losem , najczęściej Przeklętym .
Nasz wózek nie toczy się już gładko po linii życia, jego płozy coraz silniej rysują śliską taflę lodowej rynny, mimo usilnych wysiłków tracimy szybko poczucie jakiegokolwiek poczucia panowania nad nim , nawet wątpliwe być może że takowe kiedykolwiek mieliśmy...... stajemy się okrętem targanym na wietrze, bolidem który nie jest już naszą ostoją , ale sam z siebie stanowi dla nas zagrożenie......... Płozy coraz silniej Ranią..... są to często rany zadawane naszemu istnieniu przez środowisko w którym przyszło się nam znaleźć ....... Cierpienie Istnienia, Ból istnienia, czy po prostu Nieszczęście ..... na torze przepływów energetycznych wszystkich bytów wokół nas pozostają nasze ślady, ślady naszej krwi i łez. Uprzedmiotawiający nas Los naszymi kośćmi orze rynnę Toru istnienia, sobą wyrywamy kwanty energii z płaskiej i śliskiej powierzchni energetycznych przepływów . Mimo , że jest to czas energetycznej depresji , te straty znajdują swe dopełnienie w sferze transcendentnej , wykorzystywana jest tu zasada równowagi sił implantowana naszej świadomości u zarania jej dziejów. ....... Myśl żywi się nieszczęściem , Kultura jest jego efektem , a wszyscy bogowie zdają się żywić naszym cierpieniem ,...... im głębsze rany tym rozleglejsza przestrzeń transcendencji.
Mając kiepski wózek, nie mamy zbytniego wyjścia , musimy być lepszymi kierowcami, inaczej się po prostu rozpierdolimy na tym torze.
Pamiętajmy jednak o naszym fundamentalnym rozszczepieniu. Sfera transcendencji ma się nijak do całego toru przeszkód, niczego tu nie ułatwia, niczego nie utrudnia ...... Jest dopełnieniem dzięki któremu świadomość może funkcjonować, dzięki któremu po prostu JEST.
Niektórzy nawet mówią że jest całym naszym Człowieczeństwem....... może i tak jeśli terminowi "Człowieczeństwo" przypiszemy jakąś wartość.
Nadchodzi jednak etap gdzie całkiem nieźle radzimy sobie ze szwankującym bolidem, nie grozi już nam wypadnięcie z trasy, co więcej w czasie drogi potrafimy go nawet usprawnić, przede wszystkim nasz pojazd zyskuje lub odzyskuje (utraconą może kiedyś w historii, lub w naszym dzieciństwie) samosterowność. Okręt przestaje być targaną na oceanie kupą drewna, staje się okrętem o sprawnym sterze i sprawnej nawigacji.
Nazwijmy to Przełamaniem linii Losu, przestajemy być przedmiotami w jego rękach , zdeterminowanymi obiektami w sieci zewnętrznych sił, nie wiemy jeszcze o co w tym wszystkim chodzi, ale już zdajemy sobie sprawę że mamy podmiotowy wpływ na bieg zdarzeń.
Cóż mamy do zrobienia ?
Można odpowiedzieć że usprawniając nasz pojazd i odzyskując nad nim kontrolę, pierwsza rzecz którą pragniemy to wreszcie mknąć wydłuż toru już bez żadnych zgrzytów , w pełni komfortowo i w pełni szczęścia , cała "nauka jazdy" miała przecież temu właśnie służyć....... tak , możemy tak odpowiedzieć ........ ale chyba tylko krótko, przez chwilę - trwającą kilka miesięcy lat. Niełatwo jest przecież nasycić się.....
nie oglądanym "przez wieki szczęściem".
Potem jednak przychodzi kolejne objawienie....... przecież wcale nie chodzi o to by przez ten tor tak po prostu bez śladu, bezgłośnie i bezpiecznie przemknąć . W "poprzednim wcieleniu" nauczyliśmy się już obywać bez poczucia bezpieczeństwa, jak i bez wielu innych rzeczy , umiemy i bez tego prowadzić ten pojazd. Poprzednie "ofiary" lub "wyrzeczenia" z wyroków Losu, owe rany zadane Istnieniu teraz stają się źródłami naszej Mocy....... rysujmy więc tą cholerną rynnę dalej , rysujmy na ile się da , wyszarpujmy z siebie ile się da ,
niech ta cholera sypie się w drzazgi, nie wiadomo po co i nie wiadomo na co, ale to mamy do zrobienia to nie tylko złamanie linii Losu, ale i jego przekroczenie , przekroczenie w morderczym wysiłku na tyle na ile nas stać, nie dla jakiegoś celu , i w jakimś celu , kierunku - nie jest to istotne - ale dla swej istoty, wyszarpywania kwantów energii z linii życia ,
........ jedynych śladów naszego istnienia, aż sami mocą swej energetycznej ofiary przekroczymy granicę Transcendencji,
rozpierdolimy ściany saneczkowego toru, by ulecieć w Ostateczną
przestrzeń dostępną tylko Bogom, bez potrzeby umieszczania w niej jakichś
bóstw i wzroczni. Niech będzie ona na naszą miarę tak wielka jak ślady naszej krwi , potu, łez na saneczkowym torze naszego Istnienia
RODMAN
|