|
Był
zwyczaj w czasach dawnych, do grobów zmarłych wkładano ich
dobytek, lub znaczące jego części.
Dziś upatruję w tym zwyczaju czegoś o mocy spełniania atawistycznych
archetypów.
Zwyczaj
taki powinien być żywym dzisiaj. Może nie w
postaci gromadzenia do grobów (groby miały by bowiem postać małych
piramid), ile .... np. całopalenia - dobytku ruchomego wraz ze śmiercią właściciela.
Po latach , wędrówki po światach zewnętrznych wracam do domu
rodzinnego. Wróciłem. Samo doświadczenie wędrówki między
kolejnymi miejscami postoju dramatycznie wywołane, w trudach trwałe, kończy się ... zdawało by się u kresu sił.
Ale było ono , na każdym etapie drogą między kolejnymi
odcinkami wyzwolenia. To osobliwe, o tyle że ilekroć zmieniałem
miejsce , z różnych powodów czułem zawsze jakąś ulgę.
Każda przeprowadzka, choć męcząca i kosztowna, niosła z
sobą następujące po sobie selekcje - co jest ważne, co
nie. Co idzie dalej , co jest odrzucane. Co zachowuje
znaczenie, co ze znaczenia jest wypłukiwane.
Komercyjny wynajem dławił
b. mocno. Ciągły, nieprzerwany wysiłek na upust znacznych pieniędzy.
Ten wydatek ograniczał pola finansowego manewru dla innych
przedsięwzięć. I na dłuższą metę niósł z sobą pewien
deficyt. Niezbyt znaczny, ale skłaniający do samoograniczeń.
Warto
było to przeżyć z bardzo wielu powodów - przede
wszystkim rodzinnych , ale też choćby dlatego , by zrozumieć m.in. jak bardzo rzeczy
nas ograniczają. Przed wyjściem z domu do pewnych rzeczy
przywiązywałem zbyt duże znaczenie, na tyle duże, że
obawa o nie wyraźnie wiązała energetycznie. Można
powiedzieć zbyt wiele było przedmiotów magicznych ,
obdarzonych swoją Własną Mocą wobec mnie. Gdy wyjeżdżałem
gdziekolwiek szczególnie z początku myślałem po nich,
wracając, jakby witałem się z nimi. Dziś jest ich znacznie
mniej. Skąd się wzięło to opuszczanie materii , która
nigdy nie była mi przecież nadmiernie bliska ? Nigdy tak
bliska by się o nią szczególnie starać i o nią zabiegać.
Już w chwili tragicznej śmierci ojca miałem świadomość
że materia może stanowić ciężkie obciążenie. Jak niewiele jest rzeczy naprawdę
nam drogich i cennych, jak wiele z nich z
biegiem czasu staje się elementem zwykłego grobowca w którym się
pogrążamy. Grobowca, który wiąże nas z sobą już za życia.
Materia stanowi jednak Dobra "przetrawialne". Są
jeszcze rzeczy stające się Symbolami. Ile takich rzeczy
jesteśmy w stanie z sobą dźwigać? Ile symboli jest źródłem
wyzwolenia ? Kiedy niektóre rzeczy stają się Symbolami o
ponadjednostkowym znaczeniu, i przestają być energią
trawienia ?
Ta wędrówka
- nomadyczna droga między stacjami gdzie rozbija się
osobista przestrzeń jak tipi - przyniosła Adriannę, która żyć będzie
miedzy światami, zawieszona między światami o różnych wartościach.
Między znaczeniem Materii, a drogą Ducha.
Narodziła się w drodze. I jej przeznaczeniem może być
droga, dziś jest nie do odgadnięcia, przystani bowiem na
niej nie ma nigdzie.
Czy domy rodzinne są bowiem czymś innym niż otuliną naszych wspomnień
i mocy energetycznych w których wyrośliśmy ? A jednak złożyć do snu głowę tam można ze spokojem, jak nigdzie
indziej.
Po latach okolica
mego domu rodzinnego obrosła tak trochę kulturą amerykańskich
slumsów. Bycie kryminalistą to dziś dla wielu powód do
dumy. Pójście do kryminału nawet dzieci , traktują już
jak pójście do poważnej szkoły. Stróż "prawa"
, sam o wątpliwej legitymizacji by posiadać władzę moralną
,który grozi karą wiezienia, wydaje się tam śmieszny.
Czasami "Miasto Boga" można by rzec, kultura slumsów
owinięta w antyznaczenia wartości potrafi siać terror, i
nieść dumę wyznawcom. To okolica pełna mocy . Tam świat
ojczysty jak w pigułce. Widać w jak wielkiej defensywie jest
duch Europy.
Ale
okolica i kamienica wypiękniała. Upadek ducha zastępuje
ofensywa materii.
Opuściłem dom pod wpływem okoliczności zewnętrznych. Byłem tam długo,
aż wreszcie Los zdecydował , po prostu jakbym obrócił się na pięcie i w ciągu 2 dni
wszystko się we mnie odmieniło. W ciągu miesiąca zorganizowałem nowe
miejsce zamieszkania, zostawiłem ostatnie pieniądze na czynsz i ...
zniknąłem przyszłość zostawiając losowi. Mieszkania (Lokacje)
zmieniałem wielokrotnie. Były lepsze i gorsze. W każdym zostawiamy
cząstkę siebie , czegoś się też uczymy. Wędrówka uczy
że żyć można bez nadmiaru zabezpieczeń , bo czuwa nad
nami nasze przeznaczenie. Jednak tymczasowość ciągnie
niesamowicie energie. Każe myśleć o rzeczach całkiem
przyziemnych . Pisałem - ten czas to wielka odbudowa Tonala /
pojęcie z Castanedy/ , odbudowa tyleż wyczerpująca co i
pewnie najzupełniej potrzebna. Dla samej równowagi między
materią i konkretem, a duchem i abstrakcją.
Okres wędrówki obfitował w samoograniczanie się. Już pierwsza
wywołała selekcję. Przyszło to po raz pierwszy tak
wyraźnie. Choć i przedtem notowałem okresy Walki o
przestrzeń - anihilacji nadmiarów materii - likwidacje np.
mebli.
Przed
wyjściem : Co jest mi niezbędne, co jest
tylko "zwyczajem". Wyrzuciłem 5 worów do grobowca zbiorowego .
Śmietnik.
Połowa rzeczy poszła ze mną, druga połowa pozostała -
rzucona na pastwę losu. Los nie uronił z nich nic. Czekały
- na kolejne decyzje, na kierunek, na swe przeznaczenie.
Półtora roku temu matka zmarła. Chciała bym jednak tam wrócił. Teraz
wracam. Od 2-3 miesięcy weryfikuję przeszłość. Wraz z
pracą w tamtej przestrzeni - burzeniem pieca , gdy sadza
potrafi trzymać energię dziesięcioleci, remontem,
malowaniem, wielokrotnym czyszczeniem dębowych podłóg.
Praco jako czynność duchowa, praca podczas której wracają
wspomnienia, to co jest ważne, to co nie traci znaczenia, i
to czego już nie ma. Praca, która w takim miejscu tak
przesyconym mocą stanowi medytację.
Czasami
z przerażeniem dociera
do mnie wciąż na nowo z jak wielką energią Kultura Matrialchalna
budowana przez Kobiety skoncentrowana jest na dobrach materialnych. Ile
zdrowia i życia wręcz to kosztowało. Ile realnego wysiłku,
który nie zawsze stawał się symbolem, i tej wielkiej
zapobiegliwości trafiającej z biegiem lat do zdawałoby się
bezwartościowego przemiału. Ile wielkiego poświęcenia ,
codziennego mozołu, który nie zawsze staje się tym czym miał
być. Aż do poziomu gdy ten nadmiar materii wręcz zabija. Ile dramatów i ludzkiej realnej
krwawicy w zmaganiach o Materię gdzie nie mieścił się już
Duch upostaciowiony przez mężczyzn i musiał on wychodzić na zewnątrz.
Aktywności generowanej społecznie w masowym wysiłku, pod
obcymi Archetypami. Generowania Rzeczy, z których każda
jak opowieść .
Nie ma zwyczaju zabierania Materii do grobu.
Może szkoda. Ten pogański zwyczaj, ludzi uczyniłby mądrzejszymi.
Mieli by świadomość że dla kolejnych pokoleń
"nasze zasoby materii" czasami stanowią obciążenie.
Gdy zdobywane z nadmiernym wysiłkiem stają się źródłem
"złej energii" . Stanowią często balast z którymi trzeba się
uporać, a nikłym są wsparciem. Może mniej byłoby tragedii związanych
z chęcią posiadania. Dla każdego starczyło by wiele. Wielu
nieszczęść by uniknięto. A przecież Owe owoce trudu są
dla wielu najoczywistszym
dowodem Miłości. Miłości matriarchalnej . Miłość która
potrafi zabijać, gdy brak przestrzeni by
oddychać. I by tworzyć nowe. choć nie zawsze rzeczy.
Od tygodni spycham
je do grobu. Nie tylko zasoby rodzinne, też
swoje, dawne. Znacznie mniej jest mi potrzebne. Jak
instrumenty muzyczne, które kiedyś dawały tak wiele
satysfakcji . Dziś stanowią tylko ... kubaturę dławiącą
przestrzeń. Idą na społeczne użytkowanie, idą na
przekazanie, idą do ludzi. To dobrze, mogły by przecież iść
do pieca, stawiając jeszcze opór materii podczas pracy nad
ich rozkawałkowaniem , lub na śmietnik, społeczny śmietnik
nie zawsze trwałych potrzeb.
Coraz częściej łapię
się na tym że może w przyszłości zmieściłbym się w plecaku i Adrianną
pod pachą (jeśliby zawartość bibliotek zmieścić w przyszłościowym
notebooku) . A góry zdobyczy zamieniam na
połacie pustych ścian, malowanych na biało by zanomizować CZAS, w
których ocaleje jedynie to co nie mierzy się wartością
rynkową , co stanowi drogę pokoleń - dębowe podłogi -
praca jak medytacja, skrzypiące drzwi w przedwojennych
szafach, jak laska prabaki, którą odkryłem w
uchni, albumy czy książki. I spokój.
Wielki problem to rozmiary "grobowca rzeczy". Zwyczaj ich całopalenia
w wielkim stosie pogrzebowym, byłby uwalniającym. Stosujemy półśrodek - społeczny śmietnik. Czasem tylko coś z rzeczy
szczęśliwie przyda się innym. Segmenty regałów , meble, n-te serwisy
kuchenne, masy ubrań, w których zawsze miano dopiero chodzić, domowych urządzeń w wielorakich wydaniach .
Wszystko to przynosi ulgę gdy tego nie ma. Pamiętam do dziś
jak wielką ulga było się pozbycie przeze mnie kiedyś samochodu. Czasami
go brakuje ? Trzeba płacić. Ale żeby mieć potrzebę posiadania na własność ?
Dlaczego ludzie przywiązują taką wagę do własności, będącej
jakoby pierwotnym motywatorem. Z pradawnej nędzy ?
Zapytano mnie w pracy czy coś kupuję z wyprzedaży ?
Czasami za 20 % wartości . Odpowiedziałem, "nie ... nie chce mi się
nosić".
Grobowce rzeczy mają jeszcze jedno znaczenie. Z biegiem czasu na
starość ludzie mają dziką tendencję do gromadzenia. Nawet oczywistych
dla innych rupieci. Dozorca z błyskiem w oku wypatrzył na górze
kolejnego wyrzucanego wora tarczę rustykalnego zegara bez wskazówek i
mechanizmu. Przyda mu się - założy nowy. Obserwowałem to też mieszkając
na Okrąg. Ludzie starsi widzę to -
wchłaniają stare rzeczy. Może po to by zabrać je do grobu. Może po to.
Może ten zwyczaj powinien być przywrócony, choćby po to by ludziom
uświadomić że to o co zabiegają w społeczeństwie konsumpcyjnym , jest
tylko grobowcem , grobowcem który może warto by zabrali z
sobą zamiast usilnie perswadować sobie i innym że jest
absolutnie niezbędnym , nakręcając spiralę wzajemnej
konkurancji. Był potrzebny im . Czy jednak warto walczyć o
to co mamy zabrać do grobu ? Grobowca rzeczy, który budując
na złej energii nadmiernej koncentracji może stać się
rozpaczą.
Część 2
Pozdrawiam RODMAN
|