|
Był
to wiek bodajże XVIII. Rzecz działa się na Dzikim Zachodzie , tej części
Ameryki Płn. gdzie rozprzestrzeniało się osadnictwo Białych. Jedna z
kolejnych karawan, złożona z białych farmerów, ich kobiet i
dzieci właśnie dotarła do Swego "Edenu". Rozpoczęło się
"Nowe Życie". Ale początkowa Nadzieja szybko ugrzęzła w
morderczych trudach pionierskiego żywota. Pośród wrogich Indian , którym
siłą odbierano ziemię, w permanentnej walce z przeciwnościami losu ,
fatalnym klimatem, na nieurodzajnej jak piach ziemi, przy braku
dostatecznej ilości słodkiej wody, przyszło żyć Nowym Panom tej
Ziemi . Nietrudno się domyśleć bohaterów naszych szybko też dopadły
choroby, które bez miłosierdzia dziesiątkowały przybyszów - osławione
zarazy i pomór szerzony powszechnym brudem i niedożywieniem
. Rozpoczęła się Agonia.
W
takiej oto chwili przez Ową osadę przejeżdżał przybysz z bogatego
już wschodniego wybrzeża. Ot, poszukiwacz przygód, ulotnego szczęścia,
nomad - przemierzający kraj wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu nici własnego
Losu. Zsiadł ze swego karego konia w naszej legendarnej Osadzie.
I cóż to ukazało się jego oczom ? Obraz nędzy i rozpaczy,
przetykanej ludzkim poczuciem beznadziejności. Ot zwykły ludzki Los.
Przybysz nasz jednak przyglądając się zdarzeniom z boku, jako Obcy
nie miał przecież prawa głosu - po kilku dniach zdecydował się przemówić
do tutejszej starszyzny , której przewodził siwy starzec Goodman. Jego
mowa była prosta.
Rzekł
on:
-
Panowie ! Umiem ja zaradzić waszemu nieszczęściu. Umiem sprawić by
ziemia stała się urodzajną , a spod ziemi trysnęły źródła wody.
Umiem zaradzić przyczynie Waszych trosk, i sądzę że Los Wasz może
się odmienić. Pomyślcie nad tym.
Starcy
podjęli naradę. Niby tak , ratunku trzeba szukać. Ale :
-
Panowie, spójrzcie tylko - Jego oczy są inne niż nasze, jego uśmiech
jest inny niż nasz , jego troski i radości są Odmienne. Czy On ma
Prawdziwe troski ? Czy was to nie niepokoi ? On jest Obcy. A jeśli kłamie
?! Czego On chce ?
-
Czegóż żądasz przybyszu za swą Moc niezwykłą ?
-
Niczego nie żądam, chcę tylko byście POZWOLILI MI ODMIENIĆ WASZ
LOS! Podpiszcie oto Waszą zgodę.
Wielki
Cień siadł na sumieniu Przewodniczącego Rady Starszych. Cóż
robić ? Cóż robić ? Osada zamienia się w zgliszcza, a oto człowiek
który nie tylko wybawi Nas z nędzy , ale uczyni bogatymi. Jego oczy,
choć inne, a błysk w nich niepokojący, to jego Dusza nie kłamie.
PODPISUJĘ
- Nasz Bóg nas opuścił, do Diabła z nim !
I
stało się tak jak obiecywał Przybysz. Klimat się ustatkował ,
ziemia rodziła jak nigdzie na przestrzeni tysięcy mil, a farmerzy
przecierali oczy z zachwytu, wykopując wciąż nowe studnie tryskające
źródlaną wodą. Choroby odeszły , a ludzie zaczęli się
ponownie się śmiać.
Znali swego Wybawcę. Wybawcę ze świata Niezwykłego.
Bo cóż
działo się potem ?
Nie tylko odpędzono Śmierć i Choroby, nie tylko
zapełniono głodne żołądki i wypełniono Krystaliczna Wodą złaknione
usta Ludu. Nie tylko powstawało nowe domostwa ze wspaniałego lokalnego
drewna. Wkrótce ludzie byli już syci i każdy miał kominek we własnej
hacjendzie, a dzieci bawiły się wesoło. Nie tylko, nie tylko to.
Wielki Przybysz ze Wschodu, umożliwił im spełnienie nie tylko pragnień
podstawowych. U jego boku spełniali nie tylko swe marzenia i
pragnienia, ale wszystkie swe emocje i żądze. Wkrótce miasteczko pogrążyło
się w rozpuście, orgiach, permanentnej zabawie. Stało się Miastem Pełnym
Uciech, kolorów i barw , zwiewnych szat i łatwej miłości na oczach
wielu. Miastem cielesnej rozkoszy i ekstazy. A On tylko się Śmiał,
nawet nie korzystał z powszechnego uwielbienia Kobiet i podziwu Mężczyzn
, tylko się uśmiechał swym Innym Uśmiechem. To były już ....
jego Owieczki.

Na
starców Padł Blady STRACH! Już nikt nie chciał ich słuchać,
ich przemądrzałych komunałów, i moralnych gniotów. Ich Strachy nie
robiły już na nikim wrażenia. Byli tylko starymi Durniami, którzy
kiedyś przed laty wywlekli lud swój na zagładę.
Nie, tak być dalej nie mogło.
-
Nie może być Tak, by ludzie byli głusi
na mowę Naszej Wiary i Tradycji, na mowę Naszych ojców. Ten Obcy jest
sługa Szatana ! Musi tak być! Musi ! Jego Świat zgubi nas , zgubi w
oczach Naszego Boga. Musimy z nim skończyć ! - ryczał pośród sobie
podobnych Goodman.
Nadeszła
Noc, o pełni Księżyca, gdy zebrawszy się w tłum Starcy o czarnych
Strojach, w jakich chodzili od zawsze, w jakich chodzili ich ojcowie i
dziadowie, dopadli Maga. Spętali i powlekli Końmi na pole
kukurydzy. Jego krzyk rozdzierał przestrzeń głosem
nienawiści.
-
Nie wiecie Co Czynicie ! NIE WIECIE CO CZYNICIE! A KLĄTWA PADNIE NA WAS
I DZIECI WASZE!!!!
Krzyk ten był straszny, przerażający i potworny. OSADĘ
SPĘTAŁ STRASZLIWY STRACH, jakiego nie znali nigdy, nawet w czasach głodu.
Ich dusze spętał lęk przekazywany od tamtego czasu z pokolenia na
pokolenie. Lęk bez słów i przyczyny. Lęk czysty, sam w sobie. Bo cóż
się stało?
MAGA
UKRZYŻOWANO!!!
Ale krzyczał jeszcze przez 2 dni Krzyczał przeciwko CAŁEMU
ŚWIATU. Krzyczał !
Strach
sięgnął granic obłędu ! Musieli to zrobić ! SPALIĆ GO DO SZCZĘTU,
a kości jego przywalić głęboko pod Ziemią Ogromną Kamienna Płytą.
UCICHŁO!
Ale
czy Czytelniku myślisz że się skończyło ?
Jak sądzisz
?
Nie,
oczywiście że nie !
Pola
rodziły dalej, a bogactwo rosło z każdym rokiem. Ale ludzie już nie
umieli się z niego cieszyć. Stało się narzędziem zawistnej
rywalizacji. Więcej i więcej. Mag dotrzymał swojej części umowy, a
ludzie ? Jak myślisz, kim są owi ludzie ?
UCICHŁO
!
Ale
nie w ich duszach. Paranoiczny odtąd Strach kazał im pamiętać. Pośród
pola kukurydzy postawili w miejscu kaźni STRACHA NA WRÓBLE. Ów
STRACH, jak rytuał odnawiany w kolejnych pokoleniach jako część ich
tradycji, zapomnianej w swej istocie, kazał im pamiętać.
Aż
kiedyś przypadkiem, po 250 latach, po pijanej zabawie , pośród nocy i
pełni Księżyca, dwóch młodych ludzi, dla kawału ciężkim
spychaczem wjechało w pole kukurydzy , aż po horyzont, i
dojechali...... aż na płytę, którą ciężkie gąsienice przedarły
na pół . Księżyc zajrzał do Środka i Kości tchnęły życie w
STRACHA. To już nie był odwieczny Lęk przed Złym ! To już był
REALNY STRACH, nie na wróble, potężny STRACH NA LUDZI!
Nadszedł
czas Zemsty!
Jak
się dalej ta bajka kończy się pewnie domyślacie, dużo w niej krwi i
śmierci w męczarniach Zbiorowej Nieświadomości.
A
STRACH ? A Strach na Wróble znowu Ożył, obleczony Ciałem Ludzkiego
Cierpienia, które kiedyś i jemu zgotowano ? Znów piękny i czarujący
. I cóż robi ? Jak zawsze przemierza Świat wzdłuż i wszerz w
poszukiwaniu Osady, gdzie żyje Kupa Marnych Gnojków, gotowych sprzedać
swą Wiarę dla bezmyślnej wegetacji w Nieswoim Świecie.
A
jaki Morał jest tej przypowieści ?
Nigdy
nie tykajcie Magów, nie tykajcie Czarownic i Świętych, i Pustelników.
Nie tykajcie też zresztą i ludzi . Bo wam się wróci! Wróci nawet po 300
latach, gdy już nikt nie będzie o niczym Pamiętał.
I
wtedy Was zaboli!
Pozdrawiam
RODMAN
(na
podstawie filmu : "Strach na wróble")
|