Przypowieści Rodmana

"Boski Wiatr"

Chwała Kamikadze

w krainie mitu

 

Samuraj - przed ostatnim lotem

W jednym z artykułów pisałem o wrażeniu jakie swego czasu wywarły na mnie lektury z historii 2 wojny światowej – Wojny na Pacyfiku. Fascynacja Kamikadze. 

 

Obecnie na ekranach kin oglądamy film niezwykły – „Ostatni Samuraj” . Żaden obraz nie wywarł na mnie (i nie tylko)  takiego wrażenia – od czasów 1 Matrixa. Jakże odmienny od zakłamanej propagandy o bezmyślnym fanatyzmie japońskiej soldateski, z której wyławiać trzeba było cząstki prawdy. Wrażenie wywarła na nie tyle gra znakomitego skądinąd Toma Cruisa, ile wspaniały zamysł reżyserski powoli przybliżający całkowitą zwykłość tamtych wyborów,  ich naturalność w świecie takim jakiego ramy tworzyła tradycyjna, rycerska  Japonia. 

 

Czy tylko Japonia ?

 

Cofnijmy się do prastarych Germanów: 

 

Wiem, że wisiałem na wiatrem owianym drzewie

Przez dziewięć nocy,

Oszczepem zraniony, Odinowi ofiarowany

Sam samemu sobie. [...]

Chlebem mnie nie karmiono, ni napojem z rogu,

Wypatrywałem ku dołowi,

Przyjąłem runy – wołając przyjąłem,

Spadłem potem stamtąd.

 

(„Pieśń Najwyższego, 137-138)  

 

 

i kolejny fragment :

" Ta specjalna kasta wojowników poświęcała swe życie Odinowi; w razie np. śmiertelnej choroby, która dopadała ich we własnym domu, kazali oni zadawać sobie śmiertelną ranę zwana „ciosem Odina”, aby uniknąć wykluczenia, jako że nie stracili życia w walce , w orszaku boga.

[...]. Zawzięci, wrodzoną swą dzikość sztuką i stosowną porą wspomagają. Ich tarcze są czarne, ciała pomalowane. Do walk wybierają ciemne noce, i już samym groźnym zjawiskiem i marą żałobnego wojska budzą trwogę, ponieważ żaden nieprzyjaciel nie zniesie tego niezwykłego i jakby piekielnego widoku: wszak w każdej bitwie naprzód oczy są zwyciężane. Cechą charakterystyczną tych wojowników było wyzwalanie stanu ekstatycznego w walce, rzucali się do ataku bez zbroi i hełmów. Okazywali się niewrażliwi na broń wroga, nie odczuwając zadawanych im ran.[...] Najdzielniejsi noszą [...] żelazny pierścień , niby więzy, aż zabójstwem nieprzyjaciela od niego się nie uwolnią . Bardzo wielu Chattom dogadza ten wygląd zewnętrzny i już osiwiali nim się wyróżniają, zarówno przez nieprzyjaciół, jak i przez swoich za wzór są stawiani. Oni każdą bitwę rozpoczynają, oni stanowią zawsze pierwszą linię bojową, która przedstawia niezwykły widok. Ale nawet w czasie pokoju ich tryb życia nie przybiera łagodniejszych form. Żaden nie ma ani domu , ani roli, ani o nic się nie troszczy, do kogokolwiek przyjdą , są żywieni, rozrzutni wobec cudzego mienia, gardzący własnym, aż bezsilna starość uczyni ich do tak twardego bohaterstwa niezdatnymi. (Tacyt - „Germania”)  

 

Obrzeża Cesarstwa Rzymskiego. Po jednej stronie wielowiekowe doświadczenie strategiczne , znakomita technologia wojenna, miażdżąca przewaga techniczna - z drugiej strony - stały atak tych, co całkowicie bez szans. Wielowiekowy, stały napór tych co giną tysiącami.

Po co ?

Co takiego jest w przekazie wojowników –

 

Atakuj przeciwnika zawsze najpotężniejszego z możliwych i staw mu czoła tym bardziej stanowczo im twoje szanse są bardziej znikome, na każdy z możliwych sposobów.

 

  Kamikadze – Boski Wiatr

 

Już w trakcie kampanii wrześniowej zdarzył się wypadek gdy ciężko ranny polski pilot, użył swego samolotu jako tarana niszcząc maszynę przeciwnika. Wobec skali zmagań w poważniejszej skali stosowali tą technikę walki w przypadku odniesienia ran , lub uszkodzenia własnego samolotu lotnicy radzieccy w roku 1941, gdy ich maszyny dodatkowo znacznie ustępowały jakościowo lotnictwu niemieckiemu.

 

Czy jednak by to „boski wiatr” ?

 

Były to czyny bohaterskie, ale nie był to „boski wiatr”. 

Czymże on jest ? . 

Czy można go rozpoznać po "niemym oniemieniu" przeciwnika porażonego śmiałością, bezprzykładnym zaangażowaniem, czasami zdawałoby się ślepą ofiarą ?

Przyjętą jako droga do Valhalii. 

Nie, to żaden akt rozpaczy , poświęcenia, ale OŚWIĘCENIA walki, Świętego Kręgu Wojowników, w walce z najpotężniejszym z możliwych przeciwnikiem. Nie jest to rozpacz spowodowana widokiem tysięcy pomordowanych niewinnych istnień, podczas nalotów dywanowych, choć na pewno widok ten czyni taka decyzję wstąpienia do eskadr śmierci wielokrotnie łatwiejszą. 

Potem to już  kolejna fragmentaryzacja czynności. Czynność za czynnością , krok  po kroku. Aż do chwili gdy pruja w ciebie wszystkie działka z burty okrętu wojennego i wiadomo że już nie ma odwrotu, i nie ma już strachu. Jest tylko niema święta śmierć przynosząca wytchnienie braciom , lub siostrom, które przeżyją. Może tylko po to by chwile potem dołączyć do eskadry.

Ale i to nie jest Boskim Wiatrem - Nie głos Rozpaczy. 

"Boski Wiatr" - uniesienie w Sile Własnej Wiary, by śmierć uczynić Zbawieniem. Zbawieniem do Nowego Świata , ktory narodzi się w oniemieniu Starego. 

Śmierć jest Drogą Do Krainy Ostatecznego Wytchnienia od Starego, niosącego plugawą walkę o najprymitywniejsze przetrwanie. W chlewie gdzie koryto obok kału. Gdzie lęk i strach pozbawia życie jakiegokolwiek znaczenia. W chlewie, gdy upodlenie jest już widoczne, nie tylko dla "sfanatyzowanych" potomków rycerskich rodów.

 

Gdzieś tam jest granica, poza która duch człowieczy nie da się już cofnąć. Wiedzieli o tym masy plebejskie pod bastylia, wiedzieli bolszewicy w 1917. Ginęli tysiącami, by duch przemienił świat. I świat się przemienił, choć był to tylko powiew. Powiew zbyt słaby by oczyścić Nowe z plugastwa Starego, które tak szybko oblepiało - jak caryzm Stalina.

 

Nie znali PRAWDZIWEJ potęgi nieskażonego "Boskiego Wiatru". Inni wiedzieli o nim więcej. 

Wiedzieli o nim Wojownicy plemion indiańskich zakładając białe rytualnie przygotowane koszule, których żadne kule nie mogły przeszyć - przynieść bólu i śmierci, ponieważ każdy wojownik jest już istotą nie z tego świata. On już tu nie - żyje. On czeka wyłącznie na swój czas wykonania ostatecznego zadania. 

Oni są dziś nauczycielami ślepców. 

 

Dla pospólstwa ginęli oni setkami, ale w dla tych którzy Wiedzą w boskim sacrum przekraczali bramy niebios.  

 

Japonia.

 Tradycja niezwyciężonych  Wojowników. Zwyciężony wojownik to martwy wojownik. Ten , kto porywa się na walkę staje w ogniu Boskiej Chwały.  Staje wobec swojej śmierci, z zawsze Niepokonanym Przeciwnikiem, Najpotężniejszym z możliwych. 

Ten, który walki nie podejmie, nie jest przeciwnikiem – przenikany jak masło wobec noża. Nie podlega wojennym prawom. Jest poza jej regułami. Warstwa dawnych włościan. Włościańskie prawo to prawo do życia i do przeżycia. Nie podlegają prawom Śmierci – prawom Godności i Honoru. Nie dla nich jest krwawy miecz.

 

Co odczuwali Japońscy rycerze, ciekawi jak każdy świata – gdy misje chrześcijańskie w wieku XVI uprawiając swą wywrotowe ciche matactwa zaczęli przerabiać dumny naród na uległe wobec kast w sukienkach masy niewolnicze, przy pomocy iście szatańskiej magii słowa? Zaskoczenie skutecznością ? Pogardę i wstręt wobec nauk o uniżoności, autorytetach, i majstrowaniu w duszy magią słów?

 

Wyrzucono więc te faktorie na zbity pysk do morza. Na 300 lat zamknęli szczelnie swój świat - prawa do podniesienia miecza przez każdego kogo duchem na to stać , krainę zaś  niewolników i panów usuwając poza własne granice. 

Ulegli w XIX w. Pod obstrzałem artyleryjskim kanonierek.

Odtąd na zawsze już pozostało : 

To nie wojownicy idą na śmierć w boju, to marne kreatury zasłaniając się maszynami wyrzynają setkami tysięcy niczemu nie winnych, niczego nie świadomych potomków dawnych włościan .

Od dawna już wojna to nie jest gra tych, którzy już umarli.

To zmagania z tymi, którzy już dawno stali się niewolnikami własnych maszyn. Lud zaś, pragnący życia w ciszy i spokoju, poza prawami Godności i Honoru zmuszono do gwałtownej inicjacji wobec śmierci. 

Koszty ludzkie były jednak niebotyczne. Ciekawe że kraj o tak ciężkich mitach samurajskich , gdzie walka i śmierć stanowiła istotę ich życia, był tak ludny, i nikomu przez tysiące lat nie przyszły do głowy masowe hekatomby na tych, co nie do walki - co Europa , ziemia Wielkiego Smoka pożerająca Ziemię zna co najmniej o czasu Renesansu.

 

Japonia.

Otworzyła granice. Dumny , niezwyciężony rycerz ustąpił, by uczyć się lub asymilować technologię. Ten huk wystrzałów na osiedla ludzkie musiał być czymś nowym , niepojętym. Jak bogowie coś takiego mogą wesprzeć ? - terror na tych, którzy nie do walki. Ale jednak wsparli , i trudno im było się sprzeciwić.

 Rycerze przyglądali się i poznawali.

Tradycja rycerska pozostała bez zmian. Nowe formy ekspansji zachodu były tak przecież plugawe , a mimo to były skuteczne.

 

Tradycja wciąż nakazywała - stawianie w świętym kręgu boskiej chwały – walki z największych z wszystkich możliwych przeciwników . 

 

Rok 1905 – Japonia stawia czoła gigantycznej w swych rozmiarach Rosji. Zwycięstwa lądowe, wielkie zwycięstwo morskie pod Cuszima , i ... ogromne zdziwienie cara . Maleńki kraik na wysepkach targanych kataklizmami naturalnymi odgryzł ogon smokowi ? 

„Boski Wiatr” z nimi – postawili wszystko na jedną kartę i ... zwyciężyli . Wybuchła rewolucja w Rosji i car był zmuszony prosić o pokój. Pokój honorowy i nie przynoszący hańby pokonanym. 

Potem wojna z Wielkimi Chinami . I tutaj zwycięstwo za zwycięstwem. Ani kroku w tył . Rozkaz brzmi – tylko naprzód. Nie ma jeńców , nie ma rannych. Kto podnosi broń ten walczy w świętym kręgu bogów, albo zwycięstwo, albo śmierć. 

Nie jesteś gotów do walki - nie podnoś miecza. 

Nie zabierzemy ci więcej niż oddawałeś dotychczas.

Kto raz uniósł miecz ten stanął w obliczu Śmierci, która odtąd określa jego istnienie. 

Stanął w Obliczu Przeznaczenia.

Kto raz uniósł miecz ten już jest martwy. Jest tylko kwestia sposobu w jaki umrze. 

 

Nadszedł rok 1941r.

Dla strategów i historyków z geszefciarskich akademii było niepojętym po jakie licho Japonia zabrała się za ten nalot na Hawaje. Co miała w tym za interes ? Przecież nie zamierzała przecież podbijać obu Ameryk. Gdyby rozpoczęła swą ofensywę "promienistą" z pominięciem  ataku na Pearl Harbour , to po pierwsze wcale nie jest powiedziane że USA w ogóle by do wojny przystąpiły - wyraźnie nie było tam nastroju do wyrzynania się na jakiś azjatyckich zadupiach, a po drugie USA musiały by tą wojnę wypowiedzieć . Atak Japonii był skierowany przeciwko koloniom angielskim, francuskim i holenderskim. Tak czy inaczej Japonia mogłaby zacząć tą wojnę jako krucjatę antykolonizacyjną - "Azja dla Azjatów" - co zapewniłoby jej całkiem atrakcyjne oblicze wśród  ludów tubylczych Wschodniej Azji.  

Po części zresztą i tak tak było. 

 

Po co więc było budzić lwa, jeśli nie było ku temu żadnego strategicznego powodu?

 

Tak chcieli Bogowie.

 

Tym niemniej zaszczepka zachodniej myśli rozmazała pierwotny etos Wojownika. Mimo niewyobrażalnego poświęcenia japońskiego żołnierza i ludności cywilnej , wobec monstrualnej masy ognia i stali w wojnie geszefciarzy, Japonia musiała ulec. I tak się stało. 

Gdzie zrobiono błąd ?

Dlaczego czyny oręża najwyższej próby nie wytrąciły Amerykanom broni z rąk i nie zażyczyli sobie pokoju ? Dlaczego podobnie stało się w walką Niemiec o nowe oblicze Europy ? Dlaczego przeciwnik, ochłonął , przekalkulował straty zebrał rezerwy i rozpoczął morderczą walkę na wyniszczenie ?

 

Czego zabrakło ?

"Kwiat wiśni" - latający żywy pocisk. Tonowa bomba z krótkimi skrzydełkami i lotkami sterującymi oraz kabiną dla pilota , zaopatrzona w niewielki silnik odrzutowy . Podczepiona do podwozia bombowca i uniesiona na wysokość 7000 m. a nastepnie zwolniona , spadała wspomagana silnikiem lotem ślizgowym . Jej zasięg wynosił przeszło 20 km. , a maksymalna prędkość w ostatniej fazie lotu sięgała niespełna 1000 km/godz. Szybkość ta chroniła ją przed zestrzeleniem i zapewniała nieprawdopodobną wręcz siłę przebicia. Japońscy konstruktorzy uważali , że celne uderzenie bombą Oka musi zatopić każdy niszczyciel oraz przynajmniej pozbawić zdolności bojowej każdy wiekszy odeń okręt.

 

"Boskiego wiatru"

 

Czy można go było rozpętać, odrzucając w przepaść jakikolwiek kalkulacje geszefciarskich statystyk o różnicach potencjałów ? 

 

Gdy oglądałem "Ostatniego Samuraja" wróciła dawne moje myśli. Co byłoby , gdyby Japonia z miejsca ruszyła do walki na skrzydłach "boskiego wiatru" ? 

Oczywiście wojna z USA musiała dojść do skutku.  Nie tylko dlatego że Amerykanie otwarcie szantażowali małą Japonię, też dlatego że wyraźnie ich się obawiano. Jedyną droga wyjścia poza te przykre uczucie było wypowiedzenie otwartej wojny. 

No i przede wszystkim był to ów najpotężniejszy z możliwych wrogów , którego samo istnienie prowokowało do walki - ponieważ będąc potężnym chełpliwym i pewnym siebie  - mimo kulturowego oczywistego prymitywizmu, traktował inne kultury w niegodny sposób. Tej walki nie można uniknąć. 

Po prostu.

 

Co by zatem się stało gdyby od pierwszych chwil mając znaczną przewagę w powietrzu, pewną przewagę techniczną rozdmuchano "boski wiatr kamikadze" ? Dlaczego tego nie uczyniono ? 

Zwykle by zatopić jakiś okręt przy użyciu metod konwencjonalnych - w najlepszym wypadku -  tracono kilkanaście samolotów , wraz z załogami. Co by się stało stało gdyby w każdej eskadrze były po 3 latające bomby kierowane ludzkimi rękoma, a atak kamikadze traktowany jak pierwsza linia Chattów ? Metodyczny, precyzyjny, beznamiętny. Mówiący wprost - Nasza Walka , jej skala  - czyni ofiarę tą zwykłą.

 

Bardzo prawdopodobne, że w ciągu pierwszego roku wojny cały Pacyfik zostałby wymieciony z okrętów przeciwnika. Ilość strat japońskich byłaby znacznie mniejsza i być może to byłby ów "Boski wiatr". I Amerykanie byliby gotowi do pokoju na nowych warunkach. Być może jednak tak by się nie stało - i USA zeszłoby przede wszystkim do wojny podwodnej, aż do wynalezienia broni atomowej. Tym niemniej wojna na pewno przedłużyłaby się w czasie. 

Dała czas do większej konsolidacji ludów azjatyckich.  

 

Geszefciarskie kunktatorstwo sztabów generalnych dało efekt taki - że gdy podczas "Decydującej Bitwy" już w 1944 r. nie opodal wyspy Saipan flota japońska wypuściła do walki ok. 500 samolotów  z 9 lotniskowców do zniszczenia floty inwazyjnej , wszystkie zostały zerżnięte do morza przez nowe Hellcaty - do celu doleciał 1 ...

 

i tak bogowie odwrócili się plecami.

 

 Bezbronna już flota stała się łatwym łupem jankesów. 

 

Wiatr rozpętano dopiero nad Filipinami. Pod Leyte, potem na Okinawie [ 3 000 lotów kamikadze na zwykłych i przestarzałych maszynach - zatopiono co najmniej 26 okrętów i uszkodzono 164 jednostki ]. Pancernik Yamato (największy okręt na świecie) zabierał paliwo już tylko w jedną stronę. Jak każdy samolot kamikadze. Za późno. Głos rozpaczy, a nie głos radości z siły własnej wiary. Przewaga Amerykanów była już miażdżąca i ogromne były problemy by samoloty w ogóle doleciały do celu. Nie dopłynął i Yamato. Ale próbowano. Prawdopodobnie właśnie kamikadze wywalczyli  Japonii pokój na warunkach jakże innych od tzw. krajów wyzwolonych czy nawet zwycięskich  w Europie jak np. Polska. Mimo oczywistej przecież klęski. Rozwścieczony klęską tygrys może rzucić do walki 80 000 000 fedainów ? 

 

Obserwowaliśmy nalot każdego kamikadze z uczuciem grozy , jakie wywołuje nie tyle zagrożenie osobiste, ile oglądanie jakiegoś potwornego spektaklu, starając obie wyobrazić co myśli  i co przeżywa w tej chwili tamten człowiek - wspomina wiceadmirał E.R.Brown

[Inny marynarz] - jest to widok tak niesamowity, że trudno go opisać. Wyobraź sobie że przyglądasz się człowiekowi , który podrzyna sobie gardło, a ty jesteś tylko widzem . Nie możesz nic zrobić tylko patrzeć i to jeszcze ze świadomością , że ów człowiek odbierając sobie życie wywali w powietrze pół twego okrętu .... być może razem z tobą.  

 

Jeszcze w sierpniu 1945 r. istniał plan [Ketsu-Go] poderwania do ostatniego lotu "wszystkiego co lata w całej Japonii" - 10 000 samolotów do jednego wielkiego ataku kamikadze na flotę inwazyjną w Zatoce Tokijskiej , wspomaganej  samobójczymi łodziami motorowymi [ 2 000 łodzi shinyo ],  łodziami podwodnymi - jak żywe torpedy [ 400 jednostek.] , kilkanaście tysięcy płetwonurków z minami podwodnymi , reszkami wspaniałej niegdyś floty wojennej, teraz poszarpanej ale wciąż gotowej do ostatniej walki. 

Cesarz nie wyraził zgody. Przegrana została wojna, a nie naród.

To była Klęska Samurajów.

Hańba okryła kwiat rycerstwa.

Jakże wielu z nich wsiadało za stery samolotów by rozbić się o pas startowy własnego lotniska. 

Za późno na "boski wiatr".

 

Podobnie walczyli Niemcy nie mogąc sobie poradzić z latającymi fortecami. Tworzono jednostki do taranowania przeciwnika. Skuteczne, ale zbyt mało, zbyt późno. Głos bezsilnej rozpaczy. 

 

"Boski Wiatr" to nie narzędzie  bezsilności. "Boski wiatr" to narzędzie bezprzykładnej wiary w istotę własnego posłannictwa. Zawsze skuteczny, zawsze miej śmiercionośny dla tych, którzy umieją go w sobie wzniecić. 

 

Właściwy tylko tym, którzy rodzą się pośród świata tego jako wojownicy.

 

atak kamikadze na lotniskowiec amerykański_____________________________________________

 

Jak to jest możliwe ? 

 

Jeśli chcesz cos zmienić w świecie takim jak on jest, wiedz jedno - ty już nie żyjesz. Już jesteś martwy, i tylko to przekonanie da ci tą wiarę, która rzeczywiście cokolwiek jest w stanie zmienić.

 

Wszystko inne to tylko udawanie potrzeby takiej przemiany.

 

 

 

 

 


Oto wspomnienia z walk na jednej z setek wysp, których broniła waleczna Japonia, pod koniec wojny w roku 1945, gdzie z nadchodzącej tragedii już każdy zdawał sobie sprawę.

Porównajmy to z opisem walk Germanii ,  z walką Wietnamu o niepodległość w latach 60-tych, i wojną arabskiego Dżihadu.

 

" Dotychczasowy plan polegał na tradycyjnym silnym ufortyfikowaniu plaży [...] Generał Kuribayasi  zdecydowanie się temu przeciwwstawił . Doświadczenia z dotychczasowych walk obronnych japońskich garnizonów na Wyspach Salomona , Nowej Georgii i Nowej Gwinei, a także w końcu na Leyte przekonały go , że taktyka "zniszczenia wroga na plażach" jest absurdem, a żadne najlepsze nawet   umocnienia brzegów wyspy nie oprą się bezpośredniemu ogniowi najcięższej artylerii okrętowej.

Generał zdawał sobie sprawę , iż w Tokio nie oczekują odeń , by obronił wyspę przed amerykańską potęgą . Zadaniem jego było bronić się jak najdłużej  - dać ojczyźnie czas do przygotowania się do ostatecznej rozprawy z wrogiem.

[..] Przekształciwszy Iwo Jimę w twierdze samozagłady, Kuribayasi postanowił uprzedzić rodzinę o swym przeznaczeniu. Pisał do żony w Tokio: "... przykro mi ze zakończę swe życie. Chcę jednak bronić tej wyspy tak długo , jak będzie można  by opóźnić czas , w którym wróg podejmie z niej naloty na Tokio...."

Do syna: "Życie twego ojca jest jak płomyk na wietrze (...) Nie mamy szans przetrwania. Ty musisz stać się teraz głową rodziny i pomagać Matce.... Gdy rozpoczną się naloty na Tokio, będzie to znaczyło, że Iwo Jima została zdobyta przez wroga. Będzie to znaczyło że Twój ojciec nie żyje."

 

Obym padł, jak płatek kwiatu ,

Oby uderzyły we mnie bomby wroga, a jego pociski

Wzięły mnie na cel.

Idę , by nie powrócić

Obracając głowę, widzę górę Fudzi-san w jej majestacie

Oby Jego Cesarska Mość żył tak długo...

(kontradmiral Ichimaru)

 

"Bitwa ma się ku końcowi. Nawet bogowie płakaliby, patrząc na męstwo mych żołnierzy i oficerów (...) Jednakże giną oni jeden po drugim . Żałuję że pozwoliłem wrogowi na zajęcie skrawka terytorium Japonii. Nie mamy już ani amunicji ani wody. Wszyscy , którzy przetrwali, ruszą do generalnego natarcia"

 

Smutny opuszczam świat 

Nie spełniwszy misji,

Jaką powierzyła mi ojczyzna.

Ciało moje nie zgnije na polu bitwy

Dopóki moja dusza nie nasyci się odwetem.

Obym mógł chwycić za broń ,

Choćby w siódmym życiu.

Martwię się losem Japonii,

Który ja czeka.

Gdy wyspę tą porośnie trawa. 

 

18 marca Kuribayasi wyprowadził do ostatniego natarcia pół tysiąca ludzi. Towarzyszył mu admirał Ichimaru czele sześćdziesięciu marynarzy , pozostałych z niespełna czerotysięcznego pułku. [..] Japońskie ostatnie natarcie trwało osiem dni. Coraz to mniejsze grupki Japończyków zapadały w rozpadliny skalne i znikały w podziemnych jaskiniach, by następnej nocy z okrzykiem "banzai" uderzyć w innym miejscu. Nie mieli już amunicji ; broń palna stała się bezużyteczna. Ginący z pragnienia, wychudli , półnadzy, walczyli jak dzikie zwierzęta. Ósmej nocy trzystu pięćdziesięciu żołnierzy spadło znienacka na batalion saperów.

 

/źródła - Andrzej Morozowski - "Tak upadło Imperium"/

 

część 2

 

Patrz również - Archiwum

 KU STRONOM STRYCHOWYM