W jednym z artykułów
pisałem o wrażeniu jakie swego czasu wywarły na mnie lektury z
historii 2 wojny światowej – Wojny na Pacyfiku. Fascynacja
Kamikadze.
Obecnie na ekranach kin
oglądamy film niezwykły – „Ostatni Samuraj” . Żaden obraz nie
wywarł na mnie (i nie tylko) takiego wrażenia – od
czasów 1 Matrixa. Jakże odmienny od zakłamanej propagandy o
bezmyślnym fanatyzmie japońskiej soldateski, z której wyławiać
trzeba było cząstki prawdy. Wrażenie wywarła na nie tyle gra
znakomitego skądinąd Toma Cruisa, ile wspaniały zamysł
reżyserski powoli przybliżający całkowitą zwykłość tamtych
wyborów, ich naturalność w świecie takim jakiego ramy
tworzyła tradycyjna, rycerska
Japonia.
Czy tylko Japonia
?
Cofnijmy się do prastarych
Germanów:
Wiem, że wisiałem na wiatrem owianym
drzewie
Przez dziewięć nocy,
Oszczepem zraniony, Odinowi
ofiarowany
Sam
samemu sobie. [...]
Chlebem mnie nie karmiono, ni napojem z
rogu,
Wypatrywałem ku dołowi,
Przyjąłem runy – wołając przyjąłem,
Spadłem potem stamtąd.
(„Pieśń Najwyższego,
137-138)
i kolejny fragment
:
" Ta specjalna kasta
wojowników poświęcała swe życie Odinowi; w razie np.
śmiertelnej choroby, która dopadała ich we własnym domu,
kazali oni zadawać sobie śmiertelną ranę zwana „ciosem Odina”,
aby uniknąć wykluczenia, jako że nie stracili życia w walce ,
w orszaku boga.
[...]. Zawzięci, wrodzoną
swą dzikość sztuką i stosowną porą wspomagają. Ich tarcze są
czarne, ciała pomalowane. Do walk wybierają ciemne noce, i już
samym groźnym zjawiskiem i marą żałobnego wojska budzą trwogę,
ponieważ żaden nieprzyjaciel nie zniesie tego niezwykłego i
jakby piekielnego widoku: wszak w każdej bitwie naprzód oczy
są zwyciężane. Cechą charakterystyczną tych wojowników było
wyzwalanie stanu ekstatycznego w walce, rzucali się do ataku
bez zbroi i hełmów. Okazywali się niewrażliwi na broń wroga,
nie odczuwając zadawanych im ran.[...] Najdzielniejsi noszą
[...] żelazny pierścień , niby więzy, aż zabójstwem
nieprzyjaciela od niego się nie uwolnią . Bardzo wielu Chattom
dogadza ten wygląd zewnętrzny i już osiwiali nim się
wyróżniają, zarówno przez nieprzyjaciół, jak i przez swoich za
wzór są stawiani. Oni każdą bitwę rozpoczynają, oni stanowią
zawsze pierwszą linię bojową, która przedstawia niezwykły
widok. Ale nawet w czasie pokoju ich tryb życia nie przybiera
łagodniejszych form. Żaden nie ma ani domu , ani roli, ani o
nic się nie troszczy, do kogokolwiek przyjdą , są żywieni,
rozrzutni wobec cudzego mienia, gardzący własnym, aż bezsilna
starość uczyni ich do tak twardego bohaterstwa niezdatnymi.
(Tacyt - „Germania”)
Obrzeża Cesarstwa
Rzymskiego. Po jednej stronie wielowiekowe doświadczenie
strategiczne , znakomita technologia wojenna, miażdżąca
przewaga techniczna - z drugiej strony - stały atak tych, co
całkowicie bez szans. Wielowiekowy, stały napór tych co giną
tysiącami.
Po co ?
Co takiego jest w
przekazie wojowników –
Atakuj przeciwnika zawsze najpotężniejszego z możliwych
i staw mu czoła tym bardziej stanowczo im twoje szanse są
bardziej znikome, na każdy z możliwych
sposobów.
Kamikadze – Boski
Wiatr
Już w trakcie kampanii
wrześniowej zdarzył się wypadek gdy ciężko ranny polski pilot,
użył swego samolotu jako tarana niszcząc maszynę przeciwnika.
Wobec skali zmagań w poważniejszej skali stosowali tą technikę
walki w przypadku odniesienia ran , lub uszkodzenia własnego
samolotu lotnicy radzieccy w roku 1941, gdy ich maszyny
dodatkowo znacznie ustępowały jakościowo lotnictwu
niemieckiemu.
Czy jednak by to „boski
wiatr” ?
Były to czyny bohaterskie,
ale nie był to „boski wiatr”.
Czymże on jest ?
.
Czy można go rozpoznać po
"niemym oniemieniu" przeciwnika porażonego śmiałością,
bezprzykładnym zaangażowaniem, czasami zdawałoby się ślepą
ofiarą ?
Przyjętą jako droga do
Valhalii.
Nie, to żaden akt rozpaczy
, poświęcenia, ale OŚWIĘCENIA walki, Świętego Kręgu
Wojowników, w walce z najpotężniejszym z możliwych
przeciwnikiem. Nie jest to rozpacz spowodowana widokiem
tysięcy pomordowanych niewinnych istnień, podczas nalotów
dywanowych, choć na pewno widok ten czyni taka decyzję
wstąpienia do eskadr śmierci wielokrotnie
łatwiejszą.
Potem to już kolejna
fragmentaryzacja czynności. Czynność za czynnością ,
krok po kroku. Aż do chwili gdy pruja w ciebie wszystkie
działka z burty okrętu wojennego i wiadomo że już nie ma
odwrotu, i nie ma już strachu. Jest tylko niema święta śmierć
przynosząca wytchnienie braciom , lub siostrom, które
przeżyją. Może tylko po to by chwile potem dołączyć do
eskadry.
Ale i to nie jest Boskim Wiatrem
- Nie głos Rozpaczy.
"Boski Wiatr" - uniesienie w Sile
Własnej Wiary, by śmierć uczynić Zbawieniem. Zbawieniem do
Nowego Świata , ktory narodzi się w oniemieniu
Starego.
Śmierć jest Drogą Do
Krainy Ostatecznego Wytchnienia od Starego, niosącego plugawą
walkę o najprymitywniejsze przetrwanie. W chlewie gdzie koryto
obok kału. Gdzie lęk i strach pozbawia życie jakiegokolwiek
znaczenia. W chlewie, gdy upodlenie jest już widoczne, nie
tylko dla "sfanatyzowanych" potomków rycerskich
rodów.
Gdzieś tam jest granica,
poza która duch człowieczy nie da się już cofnąć. Wiedzieli o
tym masy plebejskie pod bastylia, wiedzieli bolszewicy w 1917.
Ginęli tysiącami, by duch przemienił świat. I świat się
przemienił, choć był to tylko powiew. Powiew zbyt słaby by
oczyścić Nowe z plugastwa Starego, które tak szybko oblepiało
- jak caryzm Stalina.
Nie znali PRAWDZIWEJ potęgi
nieskażonego "Boskiego Wiatru". Inni wiedzieli o nim
więcej.
Wiedzieli o nim Wojownicy
plemion indiańskich zakładając białe rytualnie przygotowane
koszule, których żadne kule nie mogły przeszyć - przynieść
bólu i śmierci, ponieważ każdy wojownik jest już istotą nie z
tego świata. On już tu nie - żyje. On czeka wyłącznie na swój
czas wykonania ostatecznego zadania.
Oni są dziś nauczycielami
ślepców.
Dla pospólstwa ginęli oni
setkami, ale w dla tych którzy Wiedzą w boskim sacrum
przekraczali bramy niebios.
Japonia.
Tradycja
niezwyciężonych Wojowników. Zwyciężony wojownik to
martwy wojownik. Ten , kto porywa się na walkę staje w ogniu
Boskiej Chwały. Staje wobec swojej śmierci, z zawsze
Niepokonanym Przeciwnikiem, Najpotężniejszym z
możliwych.
Ten, który walki nie
podejmie, nie jest przeciwnikiem – przenikany jak masło wobec
noża. Nie podlega wojennym prawom. Jest poza jej regułami.
Warstwa dawnych włościan. Włościańskie prawo to prawo do życia
i do przeżycia. Nie podlegają prawom Śmierci – prawom Godności
i Honoru. Nie dla nich jest krwawy miecz.
Co odczuwali Japońscy
rycerze, ciekawi jak każdy świata – gdy misje chrześcijańskie
w wieku XVI uprawiając swą wywrotowe ciche matactwa zaczęli
przerabiać dumny naród na uległe wobec kast w sukienkach
masy niewolnicze, przy pomocy iście szatańskiej magii słowa?
Zaskoczenie skutecznością ? Pogardę i wstręt wobec nauk o
uniżoności, autorytetach, i majstrowaniu w duszy magią
słów?
Wyrzucono więc te faktorie
na zbity pysk do morza. Na 300 lat zamknęli szczelnie swój
świat - prawa do podniesienia miecza przez każdego kogo duchem
na to stać , krainę zaś niewolników i panów usuwając
poza własne granice.
Ulegli w XIX w. Pod
obstrzałem artyleryjskim kanonierek.
Odtąd na zawsze już
pozostało :
To nie wojownicy idą na
śmierć w boju, to marne kreatury zasłaniając się maszynami
wyrzynają setkami tysięcy niczemu nie winnych, niczego nie
świadomych potomków dawnych włościan .
Od dawna już wojna to nie
jest gra tych, którzy już umarli.
To zmagania z tymi, którzy już
dawno stali się niewolnikami własnych maszyn. Lud zaś,
pragnący życia w ciszy i spokoju, poza prawami Godności i
Honoru zmuszono do gwałtownej inicjacji wobec
śmierci.
Koszty ludzkie były jednak
niebotyczne. Ciekawe że kraj o tak ciężkich mitach
samurajskich , gdzie walka i śmierć stanowiła istotę ich
życia, był tak ludny, i nikomu przez tysiące lat nie przyszły
do głowy masowe hekatomby na tych, co nie do walki - co Europa
, ziemia Wielkiego Smoka pożerająca Ziemię zna co najmniej o
czasu Renesansu.
Japonia.
Otworzyła granice. Dumny ,
niezwyciężony rycerz ustąpił, by uczyć się lub asymilować
technologię. Ten huk wystrzałów na osiedla ludzkie musiał być
czymś nowym , niepojętym. Jak bogowie coś takiego mogą
wesprzeć ? - terror na tych, którzy nie do walki. Ale jednak
wsparli , i trudno im było się sprzeciwić.
Rycerze przyglądali
się i poznawali.
Tradycja rycerska
pozostała bez zmian. Nowe formy ekspansji zachodu były tak
przecież plugawe , a mimo to były skuteczne.
Tradycja wciąż nakazywała
- stawianie w świętym kręgu boskiej chwały – walki z
największych z wszystkich możliwych przeciwników
.
Rok 1905 – Japonia stawia
czoła gigantycznej w swych rozmiarach Rosji. Zwycięstwa
lądowe, wielkie zwycięstwo morskie pod Cuszima , i ... ogromne
zdziwienie cara . Maleńki kraik na wysepkach targanych
kataklizmami naturalnymi odgryzł ogon smokowi
?
„Boski Wiatr” z nimi –
postawili wszystko na jedną kartę i ... zwyciężyli . Wybuchła
rewolucja w Rosji i car był zmuszony prosić o pokój. Pokój
honorowy i nie przynoszący hańby
pokonanym.
Potem wojna z Wielkimi
Chinami . I tutaj zwycięstwo za zwycięstwem. Ani kroku w tył .
Rozkaz brzmi – tylko naprzód. Nie ma jeńców , nie ma rannych.
Kto podnosi broń ten walczy w świętym kręgu bogów, albo
zwycięstwo, albo śmierć.
Nie jesteś gotów do walki
- nie podnoś miecza.
Nie zabierzemy ci więcej
niż oddawałeś dotychczas.
Kto raz uniósł miecz ten
stanął w obliczu Śmierci, która odtąd określa jego
istnienie.
Stanął w Obliczu
Przeznaczenia.
Kto raz uniósł miecz ten
już jest martwy. Jest tylko kwestia sposobu w jaki
umrze.
Nadszedł rok
1941r.
Dla strategów i historyków z
geszefciarskich akademii było niepojętym po jakie licho
Japonia zabrała się za ten nalot na Hawaje. Co miała w tym za
interes ? Przecież nie zamierzała przecież podbijać obu
Ameryk. Gdyby rozpoczęła swą ofensywę "promienistą" z
pominięciem ataku na Pearl Harbour , to po pierwsze
wcale nie jest powiedziane że USA w ogóle by do wojny
przystąpiły - wyraźnie nie było tam nastroju do wyrzynania się
na jakiś azjatyckich zadupiach, a po drugie USA musiały by tą
wojnę wypowiedzieć . Atak Japonii był skierowany przeciwko
koloniom angielskim, francuskim i holenderskim. Tak czy
inaczej Japonia mogłaby zacząć tą wojnę jako krucjatę
antykolonizacyjną - "Azja dla Azjatów" - co zapewniłoby jej
całkiem atrakcyjne oblicze wśród ludów tubylczych
Wschodniej Azji.
Po części zresztą i tak tak
było.
Po co więc było budzić lwa, jeśli
nie było ku temu żadnego strategicznego powodu?
Tak chcieli
Bogowie.
Tym niemniej zaszczepka
zachodniej myśli rozmazała pierwotny etos Wojownika. Mimo
niewyobrażalnego poświęcenia japońskiego żołnierza i ludności
cywilnej , wobec monstrualnej masy ognia i stali w wojnie
geszefciarzy, Japonia musiała ulec. I tak się
stało.
Gdzie zrobiono błąd
?
Dlaczego czyny oręża najwyższej
próby nie wytrąciły Amerykanom broni z rąk i nie zażyczyli
sobie pokoju ? Dlaczego podobnie stało się w walką Niemiec o
nowe oblicze Europy ? Dlaczego przeciwnik, ochłonął ,
przekalkulował straty zebrał rezerwy i rozpoczął morderczą
walkę na wyniszczenie ?
Czego zabrakło ?

"Boskiego
wiatru"
Czy można go było rozpętać,
odrzucając w przepaść jakikolwiek kalkulacje geszefciarskich
statystyk o różnicach potencjałów ?
Gdy oglądałem "Ostatniego
Samuraja" wróciła dawne moje myśli. Co byłoby , gdyby Japonia
z miejsca ruszyła do walki na skrzydłach "boskiego wiatru"
?
Oczywiście wojna z USA musiała
dojść do skutku. Nie tylko dlatego że Amerykanie
otwarcie szantażowali małą Japonię, też dlatego że wyraźnie
ich się obawiano. Jedyną droga wyjścia poza te przykre uczucie
było wypowiedzenie otwartej wojny.
No i przede wszystkim był to ów
najpotężniejszy z możliwych wrogów , którego samo istnienie
prowokowało do walki - ponieważ będąc potężnym chełpliwym i
pewnym siebie - mimo kulturowego oczywistego
prymitywizmu, traktował inne kultury w niegodny sposób. Tej
walki nie można uniknąć.
Po prostu.
Co by zatem się stało gdyby od
pierwszych chwil mając znaczną przewagę w powietrzu, pewną
przewagę techniczną rozdmuchano "boski wiatr kamikadze" ?
Dlaczego tego nie uczyniono ?
Zwykle by zatopić jakiś okręt
przy użyciu metod konwencjonalnych - w najlepszym wypadku
- tracono kilkanaście samolotów , wraz z załogami. Co by
się stało stało gdyby w każdej eskadrze były po 3 latające
bomby kierowane ludzkimi rękoma, a atak kamikadze traktowany
jak pierwsza linia Chattów ? Metodyczny, precyzyjny,
beznamiętny. Mówiący wprost - Nasza Walka , jej skala -
czyni ofiarę tą zwykłą.
Bardzo prawdopodobne, że w ciągu
pierwszego roku wojny cały Pacyfik zostałby wymieciony z
okrętów przeciwnika. Ilość strat japońskich byłaby znacznie
mniejsza i być może to byłby ów "Boski wiatr". I Amerykanie
byliby gotowi do pokoju na nowych warunkach. Być może jednak
tak by się nie stało - i USA zeszłoby przede wszystkim do
wojny podwodnej, aż do wynalezienia broni atomowej. Tym
niemniej wojna na pewno przedłużyłaby się w
czasie.
Dała czas do większej
konsolidacji ludów azjatyckich.
Geszefciarskie kunktatorstwo
sztabów generalnych dało efekt taki - że gdy podczas
"Decydującej Bitwy" już w 1944 r. nie opodal wyspy Saipan
flota japońska wypuściła do walki ok. 500 samolotów z 9
lotniskowców do zniszczenia floty inwazyjnej , wszystkie
zostały zerżnięte do morza przez nowe Hellcaty - do celu
doleciał 1 ...
i
tak bogowie odwrócili się plecami.
Bezbronna już flota stała
się łatwym łupem jankesów.
Wiatr rozpętano
dopiero nad Filipinami. Pod Leyte, potem na Okinawie [ 3 000
lotów kamikadze na zwykłych i przestarzałych maszynach -
zatopiono co najmniej 26 okrętów i uszkodzono 164 jednostki
].
Pancernik Yamato (największy okręt na świecie) zabierał paliwo już tylko w jedną stronę. Jak
każdy samolot kamikadze. Za późno. Głos rozpaczy, a nie głos
radości z siły własnej wiary. Przewaga Amerykanów była już
miażdżąca i ogromne były problemy by samoloty w ogóle
doleciały do celu. Nie dopłynął i Yamato. Ale próbowano.
Prawdopodobnie właśnie kamikadze wywalczyli Japonii
pokój na warunkach jakże innych od tzw. krajów wyzwolonych czy
nawet zwycięskich w Europie jak np. Polska. Mimo
oczywistej przecież klęski. Rozwścieczony klęską tygrys może
rzucić do walki 80 000 000 fedainów ?
Obserwowaliśmy
nalot każdego kamikadze z uczuciem grozy , jakie wywołuje
nie tyle zagrożenie osobiste, ile oglądanie jakiegoś
potwornego spektaklu, starając obie wyobrazić co myśli
i co przeżywa w tej chwili tamten człowiek - wspomina
wiceadmirał E.R.Brown
[Inny
marynarz] - jest to widok tak niesamowity, że trudno go opisać.
Wyobraź sobie że przyglądasz się człowiekowi , który
podrzyna sobie gardło, a ty jesteś tylko widzem . Nie możesz
nic zrobić tylko patrzeć i to jeszcze ze świadomością ,
że ów człowiek odbierając sobie życie wywali w powietrze
pół twego okrętu .... być może razem z tobą.
Jeszcze w
sierpniu 1945 r. istniał plan [Ketsu-Go] poderwania do ostatniego lotu
"wszystkiego co lata w całej Japonii" - 10 000 samolotów do
jednego wielkiego ataku kamikadze na flotę inwazyjną w Zatoce
Tokijskiej , wspomaganej samobójczymi łodziami
motorowymi [ 2 000 łodzi shinyo ], łodziami podwodnymi - jak żywe torpedy
[ 400 jednostek.] , kilkanaście tysięcy płetwonurków z
minami podwodnymi , reszkami wspaniałej niegdyś floty wojennej, teraz poszarpanej
ale wciąż gotowej do ostatniej walki.
Cesarz nie wyraził zgody.
Przegrana została wojna, a nie naród.
To była Klęska
Samurajów.
Hańba okryła kwiat
rycerstwa.
Jakże wielu z nich wsiadało za
stery samolotów by rozbić się o pas startowy własnego
lotniska.
Za późno na "boski
wiatr".
Podobnie walczyli Niemcy nie
mogąc sobie poradzić z latającymi fortecami. Tworzono
jednostki do taranowania przeciwnika. Skuteczne, ale zbyt
mało, zbyt późno. Głos bezsilnej
rozpaczy.
"Boski Wiatr" to nie
narzędzie bezsilności. "Boski wiatr" to narzędzie
bezprzykładnej wiary w istotę własnego posłannictwa. Zawsze
skuteczny, zawsze miej śmiercionośny dla tych, którzy umieją
go w sobie wzniecić.
Właściwy tylko tym, którzy rodzą
się pośród świata tego jako wojownicy.
_____________________________________________
Jak to jest możliwe
?