|
Bezpośrednią
inspiracją do napisania tego tekstu była przesyłka od Thota, tłumaczenie
tekstu wydanego w niemieckim „Der Spigel” pt.: „PUSTY
TRON” - rzecz o propagandowym, niekiedy całkowicie oderwanym od faktów
historycznych przekazie zawartym w Biblii - chodzi o Stary Testament, będącym
kompensacją skrajnego ucisku, upodlenia narodu żydowskiego przez kolejnych najeźdźców,
w czasach ... grubo przed naszą erą. Ostatnie miesiące, niezależnie od bieżących
wypadków życiowych to również czas mojej refleksji : Jak daleko mi jest do
tzw. współczesnego, tradycyjnego raczej na naszej ziemi, Chrześcijaństwa, i
dlaczego. Z bardziej bliskimi osobami, było to podstawą niejednej polemiki, sporu,
dyskusji. Wróćmy jednak do przesyłki . Zainteresowanym służę tym tłumaczeniem
na polski dokonanym przez THOTA. Nie jest to jakaś sensacja, bo kilka lat temu
pisał już o tym Henryk Kliszko w artykule : Jahve , o
przeciwko Wielkiej Bogini - pokłosie artykułu w "Polityce".
Już po tym zdarzeniu w witrynie Wojciecha Jóźwiaka
TARAKA okazał się artykuł: Poganie,
neopoganie? - odpowiedź na pytania redakcji "Odmrocza"
(10 stycznia 2003)
I
właściwie od tej lektury należało by zacząć czytanie poniżej
zaprezentowanej argumentacji.
Następnie
istotnym dla naszej recepcji tego tematu jest stanowisko niemieckie jakie
reprezentuje THOT. Jego wypowiedź po zapoznaniu się ze zdaniem Wojciecha możemy
poznać w tekście: Co
to znaczy być poganinem? Głos ten może nam wydać się mocno
kontrowersyjny, ale sądzę że wart jest poznania, ze względu na to iż -
przynajmniej dla mnie - znacznie lepiej reprezentuje on Ducha Niemieckiego , niż
oficjalne, a judaszowe w mojej ocenie pitolenie Niemców tzw. Brukselskich.
Z
tekstu Wojciecha przebija wielka ostrożność w traktowaniu tematu obecnie
rozumianego pogaństwa. Jest tam wiele sformułowań, z którymi najzupełniej
się zgadzam np.:
Być
może naszemu pokoleniu nie uda się reinkarnować słowiańskiej etnicznej świadomości
religijnej, podobnie jak nie udało się "Zadrudze" i innym neopoganom
Międzywojnia. Być może jednak kiedyś ten proces zaskoczy. Religia jest związkiem
dwóch stron: ludzi i bogów/duchów. Co możemy zrobić sami, bez tej drugiej
strony, to tylko? nastawić swoje anteny tak, aby ewentualnie usłyszeć ich głos.
Dopóki oni się nie odezwą i nie włączą, to ludzkie przedsięwzięcie będzie
sztuczne lub niepełne. Czy warto to robić, starać się o zaistnienie na? nowo
etnicznej religijnej świadomości? - tak, bo wyobrażam sobie, że wtedy nasze
życie stałoby się pełniejsze, bogatsze i nabrałoby sensu.
Również
godna uwagi jest wstrzemięźliwość Wojciecha w przeciwstawianiu naszego
rodzimego pogaństwa rodzimemu chrześcijaństwu. W odróżnieniu
od krajów Zachodniej Europy nie mamy aż tak piekielnych doświadczeń w
stylu
Epoki Stosów, ucisku przez kler, panoszenia się jakiś tam Inkwizytorów, czy
krwawego zwalczania Sekt i Herezji. Trochę innego zdania dr Babel [patrz : Czarownice
pogańskich światów ]ze względu na doświadczenia ziemi świętokrzyskiej,
ale mimo wszystko skala daleko inna, a obecnie w odróżnieniu od uważanego za mydłkowate
Mazowsza (z tamtejszego punktu widzenia), jest to kraina Skrajnego Kultu
Maryjnego.
Oczywiście
w deklaracjach 'tych świątobliwych' niejeden stos by rozpalili... ale
rodzimy ludek patrzy na cos takiego spode łba, i ma na to taka oto odpowiedz:
„No dobra Stasiu - pogadałeś sobie na Ambonie?, to teraz, choć na
kielicha, a ci przejdzie. "
Teraz
będzie trochę z przymrużeniem oka, ale na rzeczy - i jest to moja odpowiedź
na Argumentację Niemiecką - w dużej części zresztą zasadną:
Polacy
o tyle Są Chrześcijanami, o ile Chrześcijaństwo jest POLSKIE, albo, jeśli
ktoś nie chce być nacjonalista - rodzime. O tyle są za Watykanem, o ile w
Watykanie "siedzi" Polak, i czy się to komuś podoba czy nie, to ja jako RODMAN -
z formy życia poganin stwierdzam: jest to jeden z najmocniejszych
reprezentantów Ducha Naszej Ziemi, jakich ona wydala. Ma swoja drogę,
idzie nią , i nie ma ŻADNEGO powodu by zwracał uwagę ma ujadanie tzw.
europejskiej sfory [czyli potocznie zwanej "brukselką"], która
nie robi nic poza smęceniem ze najlepiej jakby
msze
mogli odprawiać pederaści i lesbijki, a aborcja i klonowanie to postęp.
Przypomnę : niemieccy nacjonaliści w stylu Thota, czy pana Bedermana - są
przeciwni np. ... skolonizowaniu Polski przez biurokratycznego raka w Brukseli, którym
niby żądzą Niemcy, a tak naprawdę wielka międzynarodowa, do cna
skorumpowana Oligarchia , może tylko mówiąca po niemiecku.
Tak
więc Nasz Papież mierzy w Tysiąclecia i wie, co robi... nawet z "tą swoja"
Maryja - czyli kultem Matki Chrystusa .
Zgadzam
się w pełni z Wojciechem Jóźwiakiem, że na naszym gruncie przeciwstawianie Pogaństwa
i Chrześcijaństwa w sposobach Życia może być grubą pomyłką.
Oczywiście
formalnie jest to sprzeczne. Do tego jeszcze wrócę. Ale my musimy sobie
odpowiedzieć na pytanie, czym się objawia tzw. Polskie Chrześcijaństwo. Po
pierwsze, jak już kiedyś pisałem przyjęte było czysto koniunkturalnie,
raczej z przyczyn dyplomatycznych, niz. duchowej potrzeby. Do XVI w. właściwie,
jeśli chodzi o sposoby funkcjonowania ograniczało się do dworskiej i
magnackiej kamaryli. Lud i szlachta mimo "okolicznościowych chorągiewek"
robili swoje i żyli "po swojemu". Właściwie duchowieństwo miało
prestiż o tyle, o ile do czegoś się
przydawało
konkretnie - a wiec gdy zakładało szkoły, nauka pisania, znajomość łaciny
etc. W tekście PUSTY TRON Thot koncentruje się na Biblii jako instrumencie żydowskiego
panowania. Faktem jest bowiem jak słusznie pisze , że
zbiór przypowieści
pewnego niewielkiego plemienia pasterskiego stał się z nie do końca jasnej
przyczyny wykładnią życia (przynajmniej formalnie) miliardów ludzi.
No właśnie.
Ale jeśli ktoś w pojmowaniu swym bliski jest interpretacji pogańskiej
ten rozumie że tylko Bogowie mogli nadać siłę tego przekazu. Trzeba też rozumieć na czym polega
jego recepcja np. u nas. Czytając co poniektórych
naszych Interpretatorów sprzed setek lat , można się dowiedzieć , że
oczywiście: Jak wiadomo Jezus....jest Bogiem,.... bo znad Wisły Pochodzi.
Opowieści
o tych Samuelach i Izajaszach są tak odlegle, że po prostu i dziś, choć
czytane (przynajmniej przez część kleru) z racji tego by Kościół miał
jakiś punkt odniesienia, w ogóle nie maja żadnego znaczenia w sferze przekazu.
W Polskim Chrześcijaństwie Najważniejsze jest bowiem... Uczestnictwo we
Mszy, która w
większości
można przekimać, bo i najczęsciej i tak nic się nie dzieje, oraz KAZANIE, tu z
drzemki można się obudzić o tyle o ile poruszane są sprawy Najistotniejszej
Wagi. A co to znaczy ? No właśnie - jest taki uniwersalny Portal
Przekazu, czyli twierdzenie o Roli Ducha Świętego w Głoszeniu Prawdy. I to
twierdzenie na gruncie rodzimym otwiera całkowicie niczym nieograniczone źródło
PRAWD TU I TERAZ. To już w ogóle nie ma tak wiele wspólnego z sama
Biblia, a znacznie
bardziej z Sytuacja z jaką spotykają się Wyznawcy, czyli Ci, którzy trafiają
pod "strzechy kościołów". U Pogan zwałoby się to samo - Głosem
Bogów.
Wojciech
słusznie pisze ze Pogaństwo to przede wszystko Sposoby Życia, Sposoby
Funkcjonowania. Do tego też jeszcze wrócę. Ale faktem jest że podobnie jak
na Ziemi są strefy negatywnej mocy ( Czarnobyl, Auschwitz, poligony doświadczalne,
zresztą nie tylko ludzka ręka preparowane) są i miejsca mocy pozytywnej. W
takich miejscach ludzie
się
w pradawnych czasach zbierali by po prostu świętować, lub wchodzić w kontakt
z Bogami.
I
to jest sprawa fundamentalna. Jaki charakter maja spotkania w takich miejscach szczególnych.
W specyfice Słowiańskiej musiano obywać się bez potrzeby Inicjacyjnego
Kontaktu z Sacrum, poprzestając na biesiadowaniu. W
specyfice
Germańskiej szybko okryto właściwości wielu roślin i grzybów,
i wkroczyć na drogę poszukiwać Złotego Runa, czyli WIEDZY i z nią
płynącej specyficznie pojmowanej Mocy. Do tego dodano traumatyczne doświadczenia
psychofizyczne, jako drogi inicjacyjne. Jak słusznie zauważa w swoim majlu dr
Bąbel już po rozbracie Germanów z Chrześcijaństwem przez ostatnie 200 lat,
aktywne poszukiwanie Sacrum właściwe jest właśnie temu plemieniu - do 1945r.
To nasze tradycje
jakoś podzieliło. Inicjacja wiele zmienia. Spowodowało to że Germanie już
pierwotnie wprzęgli w Chrześcijaństwo Moce, które nadały mu
niespotykana dotąd sprężystość ale i ekspansywność. Właściwie, gdy
rozstali się z tą wiarą - a było to z końcem epoki procesów Czarownic,
i Bastylią to i ekspansja terytorialna Chrześcijaństwa właściwie
się załamała.
Dużo
by o tym pisać. Ale Słowianie nie poszli ta droga (można być temu rad, bądź
też nad tym ubolewać ale tak jest), po prostu
pozostali zwolennikami treści życia, a nie
jego formy. Raczej
uczuć,
niż reguł gry.
Wracając
do Sprawy Świętych Miejsc. Kościół jednak szybko się w tym połapał -
ludzie zbierali się ZAWSZE w tych samych miejscach, i
jak wszędzie zaczął stawiać swoje budowle - kościoły właśnie tam - w tych tak czy inaczej
uświęconych
energia kosmiczna i przez bajania, opowieści świętych gajach. A ludzie ? Ludzie
się
dalej schodzili i modlili po swojemu, bo tej łaciny nikt i tak nie rozumiał,
bo zresztą i po co? Dlatego u nas najważniejszy element tego
co
można nazwać żywym Chrześcijaństwem to samo udanie się do Miejsca Świętego
(miejsca Mocy) i KAZANIE, w „którym ten, co nic nie musi robić , ani siać
, ani orać" mówi o sprawach
ważnych dla danej społeczności.
No
właśnie.
Wróćmy do naszego kręgu. Po okresie względnego oświecenia
przez
"europejskie chrześcijaństwo" jak i wszędzie Kościół zaczął domagać
się i u nas "należnych praw" etc. I co się stało? Natknął się na
tak silna reakcje antyklerykalizmu, że takiej jak w "Polszczę nigdzie
chyba nie było” ( otwarta i akceptowalna pogarda dla klechów), czyli jak w (klimacie)
opowieści o Kargulach i Pawlakach: Jezus jest
o tyle Naszym Bogiem (tzw. Katolickiej Polski) i ile stoi po Naszej
Stronie. A jak wiadomo zawsze Stoi, bo nie przeciw się swojej Matce....
Częstochowskiej - ma się rozumieć. Zresztą Chrześcijaństwo było żywe
szczególnie na kresach, (bo empirycznie potwierdzane), gdzie
przez
kilka wieków trzeba było się tłuc z Mahometanami, którzy bynajmniej
nie bronili swojej Mekki pod Krakowem. Czasami się bowiem zapomina że każda wiara, nawet najbardziej niewiarygodna, ma
UZASADNIENIE
EMPIRYCZNE, i tak należy patrzeć na Polski Katolicyzm - który wypalił się w
swej współczesnej postaci w ciągłych wojnach - od czasów permanentnych
wojen wschodnich.
I
tak to wygląda moim zdaniem.
W
każdym razie po epoce Baroku, jak i wszędzie mogło ono sczeznąć z wiatrem
zapomnienia. Ale zabory, potem hitlerowska okupacja, i postachanowski
komunizm, który na początku miął oczywiście swoje 5 minut
dziejowej misji odbudowy, i wyrównywania krzywd społecznych, - akcje
te wkręciły się w działania, które ewidentnie miały zniszczyć
nasza
tożsamość plemienna, jakkolwiek by ona nie była przejrzysta. I tu
rola Kościoła znad Wisły okazała się szczególna. To lub tamto może nam
się nie podobać. Tego lub tamtego możemy nie podzielać, ale w
chwili,
gdy nadchodzi czas próby - jak i obecnie wobec tej parszywej globalizacji - ochrona
tożsamości plemiennej jest najważniejszej wagi, i na ta tożsamość
w jakiś sposób składa się Ludowa Wiara, czyli dziś można nazwać
Wiara Społeczna w Swoiście rozumiany nasze Chrześcijaństwo.
O
ile wiec Wojciech pisze wywarzony tekst, by też może nie dawać pożywki "poszukiwaczom
sekt" działającym zza węgla - czyli komórek badających, czy
nie Kler nie ma konkurencji, o tyle te akurat wystąpienie Thota może
być odczytywane [niestety] jako antypolskie - przez tych , którzy odczytają
go bez należytego dystansu, i świadomości że każdy ma prawo być
nacjonalistą swego narodu.
Sam nie wiem jeszcze, jakie
zając
stanowisko [pogaństwo/chrześcijaństwo], bo to zależy od rozwoju wypadków
dziejowych, ale jeśli
Europeizacje będzie można nazwać "spoganieniem" małego formatu - typu
konsumpcyjny styl życia - to mnie już nie będzie
z tym po drodze, bo i również np. nie mam chęci rozmawiać z nikim w jego
języku
np. angielskim, jeśli on nie zna polskiego. I szus. Jeśli będę
do tego zmuszony, tzn., ze BĘDĘ DO TEGO ZMUSZONY, to oznacza że prędzej
czy później zrodzi się antyglobalistyczna we mnie reakcja w oparciu
o cokolwiek. Podobnie jak w innych ludziach. "A my jak wiadomo nawet
Belzebuba mamy swojego, i wiemy jak jego rady sięgać, w kreciej robocie"
Na takie lub inne wyznanie wiary trzeba spojrzeć jak na
świadectwa empiryczne, a nie tylko na deklaracje. Czy w Polsce nie mamy
do czynienia z Aborcjami? Mamy, są jak wszędzie w krajach Zachodnich.
Czy społeczny sposób życia przesiąknięty tą ogłupiająca konsumpcja
czymś się rożni od reszty? Nie. Ale jeśli jakieś zjawisko zostanie
rozpoznane jako ZAGROŻENIE, będzie się poszukiwać RÓŻNICUJĄCYCH
punków odniesień. Społecznie takim myślę że będzie Katolicyzm. Drogi
aktywnego poszukiwania Sarcum na gruncie rodzimym jak pisze dr Bąbel jakby z
natury rzeczy skazane są na peryferyzację , marginalizację. Natomiast ludzie
w swej masie - po prostu chcą żyć i mieć święty spokój. OK.
Przez
ów punkt odniesienia rozumiem zwrócenie się do tych, którzy po prostu żyją z
kultywowania
Wartości - bo są np. opłacani przez lud, czyli polski kler.
Nic innego nie maja do roboty, tylko strzec czy wszystko jest mniej
więcej OK.
Mogę
na to utyskiwać, ale to i tak nic nie da. Nasze społeczeństwo w swych
sposobach życia jest jednak Matriarchalne do gruntu (brak chęci na świadome
procesy inicjacyjne , które oczywiście wymagają oddania energii,
krwi w poszukiwaniu Złotego Runa) a w związku z tym nie ocknie się póki cos
ENERGETYCZNIE, a Nie FORMALNIE nie dotknie go do żywego.
Teraz
wróćmy do sprawy formalnej i mojego stanowiska Subiektywnego.
Wojciech
J. stawia bowiem słabą tezę, którą słusznie chyba mocno atakuje THOT ze
swojego punktu widzenia - o tym że Poganinem się raczej bywa.
Czy
Poganinem się bywa?
Można
o tym napisać rzeczywiście elaborat naukowy. W moim
pojęciu jest to kwestia DEKLARACJI. Można się zadeklarować jako POLSKI
KATOLIK - czyli ten, który uznaje autorytet Papieża i Polskiego Kleru
Katolickiego, Można się zadeklarować jako CHRZEŚCIJANIN, czyli ten,
który świadomie będzie szukał OPRAWCY, aby umrzeć z jego ręki,
mocą
swej miłości i naśladując przykład Jezusa, i czynem swym Odmienić Mu
dusze, czyli uzmysłowić bezwartościowość racji w imię, których dokonał
on mordu. Nawiasem pisząc od razu się spotkałem z taką interpretacją
"na miękko" , że to Chrystus oddał życie byśmy my właśnie
tego nie musieli robić. No właśnie , czyli to baaardzo swoiska
interpretacja. On zginał by już wszyscy mogli "pluć łapać i po dupie
się drapać" , a manna sama wprost do ust nam zleci z nieba ;-))))
Można się zadeklarować jako BADACZ BIBLII, czyli ten
,
który obznajomiomy jest całkowicie z tą było nie było żydowską lektura
- czego na pewno nie można napisać o większości Polskich Katolików
- bo im to nie jest po prostu potrzebne, ale na Zachodzie jest
wielu takich specjalistów.
Ale
jak się zadeklarować jako POGANIN?
Nie
ma tu współczesnej przecież reguły inicjacyjnej. Można
w sposób słaby - jako ten... który nie jest Chrześcijaninem, a żyje?
Można
w sposób MOCNY, czyli z Reguła Inicjacji, czyli ten, który Samodzielnie i w
pełni Świadomie znalazł drogi dostępu do Sacrum, i potrafi odczytywać jego
znaki w Sobie i nie potrzebny mu do tego ani Kler, ani Biblia,
ani
Autorytety ani Reguły Społeczne. ( Pogaństwo jest bowiem u Indoeuropejczyków
ahierarchiczne). Tu chodzi o prowadzenie Inicjacji.
Czyli świadoma Konfrontacja Ze sfera Sacrum, aby Ona Przemówiła
w Nas Swoja Mocą. Zresztą, co wcale nie przeszkadza by doznać
objawienia Chrystusowego. Ale faktem jest że Tradycje Religii Monoteicznych
TEGO ZABRANIAJĄ jak zrywania jabłka z Raju. Thot jest wielkim apologetą Pogaństwa
i ma ku temu powody, ale on zdaje się rozumie je w sposób słaby, czyli
raczej historycznie, a nie jako Realną Drogę kontaktu z Sacrum.
Jest
bowiem dość prosty a archetypowy i aktualny od tysiącleci prosty schemat inicjacyjny, ludów Germańskich - o
którym
pisze się w Eddzie - chodzi o powieszenie na drzewie Odyna [patrz : Opowieści
Odyniczne
Rzecz
wcale nie jakąś zabójcza, choć na pewno nieprzyjemna. Z gwarancja
ze po 7 dniach wróci każdy innym, niż. tam poszedł. Do wykonania
w każdej chwili. Ilu jednak Niemców , których tradycja ta dotyczy bezpośrednio
obecnie ma go zaliczonych?... zaliczają
za to kolejne MEKKI Świat Zachodniego czyli Super, Hipermarkety więc ich
deklaracje o Pogaństwie mają tak słaby charakter, jak powiedzmy Polskie o
Chrześcijaństwie. Muzułmanie natomiast o swych przekonaniach mówią już w
sposób MOCNY. I tą różnicę widać.
Wracając
do Kleru Katolickiego - Oczywiście w swej Fortecy Obronnej (tego lub taktego
nie wolno) po pierwsze bronią interesów
swojej warstwy kapłańskiej, która przecież trzeba utrzymywać,
ale z drugiej strony stanowią filtr, aby zbyt dużo tych, którzy
Mocy Sacrum nie potrafili odczytać, i przeklinają teraz swoje nieszczęście,
nie załapali się w strefę przekleństwa przez Sacrum np. narkomanie,
alkoholizm, poczucie winy , złamane życie etc.. Aby Mocy tej sprostać
pomagają
na pewno praktyki energetyczne, oczywiście takie, jakie są tradycja
szamańska, ale nie tylko, może być to uprawianie jakiegoś sportu
wyczynowego, sztuki walki, czy praca, etc.. Chodzi o wzmocnienie
mechanizmów energetycznych ciała. Tym niemniej nikt nie ma gwarancji że
takiej konfrontacji sprosta. To jak z esesmańską praktyką położenia
odbezpieczonego granatu na swoim hełmie - gdy człowiek się bał i ręce mu drżały
nie potrafił łagodnie go położyć i zamiast lekkiego ogłuszenia hukiem, miał
okaleczone nogi i koniec pieśni z wojaczką.
Oczywiście
tradycja Chrześcijańska, aby być żywa, również musi dowiercać
się do Sacrum, ale u nas podobnie jak i przed wiekami w epoce
Lelum Polelum nie ma takiego prądu ku temu. Kler nie dąży do OBJAWIANIA,
i w czasach spokojnych, koncentruje się na... opiece społecznej
nad biednymi. I OK. I właściwie to aby żyć .... czeka na napastnika.
2.
A teraz napisze, co mi się nie podoba w deklaracjach Thota:
W
pogaństwie, w jego wnętrzu zamieszkuje "arystokratyczny ideał życia",
chrześcijaństwo przeciwstawia temu "tego najbiedniejszego z biednych".
"Błogosławieni są ci biedni......", z takim stawianiem sprawy
poganin się nie godzi.
Twierdzenie
to jest tak kosmicznie na wyrost że mogło powstać tylko tam za Odrą .
Takie roszczenie do arystokratycznego charakteru takiej lub
innej postawy... nazywam osadzaniem swoich myśli w niezmiernie
pojemnej,
bo dotyczy to wszystkich, nas również Jaskini Ludzkiej Fantasmagorii , o czym
pisał już I. Kant. Niby, dlaczego pogaństwo samo w sobie miałoby być arystokratycznym,
i niby, kiedy było to widoczne? Przypominać to tylko
może
o niczym nieusprawiedliwionej czasami np. niemieckiej bucie - z twierdzeniami o tzw.
wyższości cywilizacyjnej, na która każdy Słowianin obznajomiony ze
swym sacrum parsknie śmiechem.
Aha, by nie było nieporozumień
przy dalszej leksturze- sam naturalnie
jestem, zawsze byłem i to od pokoleń prostym robotnikiem.
Zacznijmy
jednak od podstaw. Czyli co znaczy np. Szlachectwo, Szlachetność, Rycerskość.
Z
jednej strony na pewno dotyczy tych, którzy zrozumieli Tajemnice Życia
i Śmierci i gotowi są Świadomie ponieść Śmierć w imię tego, co
wierzą.
OK. Od pospólstwa rożni ich POSTAWA w Sytuacji skrajnej. Chłop /czyli owe
przeciwieństwo arystokracji/ ma
zawsze prawo krzyczeć " PANIE PAMIŁUJ" i zmieni każdą flagę, każdą
wiarę,
każda narodowość, aby tylko zachować SWOJE ZASOBY ŻYCIOWE. I dlatego
jest Chłopem. W Czasie wojen nieindustrialnych np. nigdy nie zabijało
się chłopów, a raczej przepędzało jak bydło. Wojny toczyli miedzy
sobą wyłącznie CI, CO MIELI, ŚWIADOMOŚĆ CZYM JEST ŚMIERĆ - akceptowali ją, i
dlaczego
jest ona POCZĄTKIEM, o taka lub inna barwę flagi. Dla Chłopów
była to Pańska Dur nota i mieli prawo w sumie tak sądzić.
Przy
przesunięciu
granic np. na skutek starcia wojennego, chłopom bardziej zależało na wysokości daniny,
niż na
tym, komu ją trzeba uiszczać.
Szlachetność,
to bowiem ODWAGA w OBLICZY SKRAJNEGO NIEBEZPIECZEŃSTWA, Wobec
Śmierci. To Wierność Słowom, w chwili zagrożenia życia, zasobów energetycznych.
etc. Tak wiec Chłop zostawał Szlachetnym, mocą SWEGO CZYNU,
czyli w skrajnym niebezpieczeństwie zamiast kulić ogon, zrobił cos,
na co już nikt nie liczył. Przekroczył własna ograniczoność związana
ze prostym biologicznym STRACHEM. Czyli tym co określało jego byt i postawę w
każdej relacji ze światem zewnętrznym.
Kto
znalazł drogę do SENSU takiego uczynku, ten prawdopodobnie, (ale tylko
prawdopodobnie) przekaże Istotę tego rozumienia, czyli Alchemie MOCY
kolejnym pokoleniom. I stad szlachectwo mogło być dziedziczone. Ale
zawsze musiało się to wyrażać CZYNEM. Zawsze się przecież można zeszmacić
i znowu stać się prostym ćwokiem - który idzie wyłącznie DROGA ŻYCIA, łamiąc
każdą regułę, łamiąc każde słowo. Nic nie ujmując oczywiście bytowi chłopskiemu, który
obecnie
jest panującym w całym świecie ZACHODNIM / u nas też/ w obliczu wyrżnięcia
populacji bohaterów w swoim czasie, czyli z filozofia - jak
tu zrobić sobie milo i nic się nie wysilić.
OK.
Bycie
rycerzem to gotowość do prowadzenia WOJEN INICJACYJNYCH, a wiec tylko
z silniejszym przeciwnikiem i narażania w nich swojego życia.
Nie
mam tu na myśli obecnego Globalnego Bestialstwa w Stylu USRAELA, z
samolotami wypełnionymi gnojami - którzy z wysokości dzięsiątków kilometrów
zabijają bezbronnych jednym naciśnięciem klawisza na pulpicie.
Wiec
nie wiem na ile ten przekaz -szlachetności - jest dziś aktualny - rozejrzyjmy się wokół.
Trudno
go dostrzec poza samobójcami z HAMASU.
Najczęściej
jednak samo zapatrzenie się w FORME, prowadziło do degeneracji, czyli
kultywowania WZORU, za którym już nie stał ŻADEN CZYN. Czyli właśnie
Arystokratyzacja. Ta jest już forma czysta. Jako taka jest ona bytem ...
WAMPIRZYM,
który żąda Energii, nie dając żadnego świadectwa. Przenosi wyłącznie,
WZÓR. Nic wiec dziwnego że społeczeństwo traci cierpliwość i
co jakiś czas tnie w pień te ludzkie kartki papieru. Właściwie ten wzór
jednak zawsze przetrwa, jeśli Arystokracja umie ginąc z GODNOŚCIĄ, jeśli
nie da się poniżyć do STRACHU I LĘKU.
Oczywiście
dla mnie i Bastylia, i rok 1917 były dziejowo i energetycznie
procesami USPRAWIEDLIWIONYMI. Ale urok GODNEJ ŚMIERCI takiej
klasy pozostaje i tekście z Berlina te zauroczenie zdaje się emanować.
Krotko
pisząc Chłopstwo to Energia, Arystokracja to Czysta Reguła Gry /
Forma. Pierwsze to życie,
ale niska świadomość, drugie to czysta świadomość, ale i tchnienie
śmierci. Nikt tu nie jest lepszym. Coś, za coś.
Jak
to się ma do pogaństwa?
Pogaństwo
jawi mi się jako ŻYWE. Jeśli jest Inicjowane, to może być rycerskością.
Ale takim może być i Chrześcijaństwo. Dlatego te wyróżnienie
niczego nie oddaje.
Natomiast
kwestia czy INICJACJI TAK, CZY NIE jest o wiele bardziej fundamentalna,
i wiąże się jakoś z żydowskim zakazem zrywania jabłka wiedzy,
z czym zrywa dopiero Chrystus, dokładnie wiedząc - dzięki objawieniom na
pustyni, co chce zrobić,
jak chce zrobić i wrabiając w to żydowskich oprawców i ten cały
Rzym.
Czy
Inicjowani zyskują jakąś przewagę?
To
jak ze wszystkim cos zyskują coś trąca. Zdobywają wiedze, ale trąca radość
życia. Dlatego chłopskiego szczęścia, żaden Ten, który Wie, nie zrozumie,
i żaden nie będzie miął do niego dostępu.
Jednak
w pełni zgadzam się z teza THOTA :
"Dla
niego wzorem jest odpowiedzialny za swoje czyny człowiek, dążący do
wiedzy, zawierzający swojej sile, sprawny i rozważny. Do występujących
w życiu konfliktów podchodzi "na luzie", jego etyka opiera
się na zachowaniu własnej godności i wykazywanie szacunku dla równo
urodzonych a nie jak w chrześcijaństwie na jakimś " pierworodnym grzechu”,
który pierwsi ludzie rzekomo ściągnęli na siebie, przez to że dążyli
do wiedzy i dla tego są w chrzescijaństwie" untermenschen".
I
dalej
Pogańska
etyka opiera się też na afirmowaniu ciała, dążeniu do zdrowia, piękna oraz
harmonii ducha z ciałem. To ostatnie nie jest jak w chrześcijaństwie tylko
"grzesznym naczyniem" dla duszy, która według tej religii odłącza
się od ciała i może trafić do nieba lub zostać wtrącona do piekła. Dusza
i ciało są dla poganina jak dwie strony jednego medalu. Dalszymi punktami pogańskiej
etyki to: czczenie swoich przodków, rozpoznanie różnorodności ludzkich ras,
ścisłe związanie z naturą, czczenie matki Ziemi, zamiast sprowadzania jej do
"padołu płaczu", jak czyni to chrześcijaństwo. Inaczej wygląda też
sprawa przedstawienia sobie Boga, względnie Bogów. Judeo-chrześcijanie
stworzyli sobie Boga, który "nie jest z tego Świata". On egzystuje
poza nim. "Ich" Bóg stworzył ten Świat - twierdzą - i nawet nie myślą
tego udowodnić. Do tego należy dodać - jak uczą - jest niedostępny dla
ludzi, stoi poza "dobrym" i "złym" i tym samym przedstawia
sobą to absolutne. To znaczy, to "absolutnie dobre i prawdziwe".
Wynika z tego, że to wszystko, czym nie jest i czego nie przedstawia, jest
"złem" i "nieprawdziwe". Takie stanowisko może już
niejednego poganina zaprowadzić na barykady. W pogaństwie nie ma żadnego
"absolutyzmu", ono wie o tym od zawsze i to w swoim postępowaniu
uwzględnia, poganin nie zna rozdziału jego Bogów od spraw tego Świata,
przeciwnie, Świat według niego jest zapełniony bogami.
Ale
wynika to ze ŚWIADOMOŚCI STANU RZECZY."
3.
Jednak inny fragment:
"Najniebezpieczniejsze
w chrześcijaństwie a bardziej jeszcze w judaizmie
jest, ze uzurpowała sobie ta religia, a właściwie zagarnęła dla
siebie na własność absolutna prawdę, uznała się za "wybrance" i dlatego
jest rzekomo w posiadaniu moralnego prawa a nawet uważa za moralny
obowiązek (prawo?) dokonywać z mesjanistyczna gorliwością "nawróceń",
co jakby nie było, kosztowało życie milionów ludzi, za co nie
zostali sprawcy tej hekatomby pociągnięci do odpowiedzialności. Spora
liczba miejsc w Biblii potwierdza postępowanie "wybrańców" chrześcijańsko-
żydowskich (p.n. Deuteronomium 12,2-3; 13,7-10; 13,15-17;
20,17; Łukasz 19,27). Należy to całkiem spokojnie przeczytać,
żeby zrozumieć ta cala pychę i zarozumiałość w dyskryminowaniu
inaczej myślących, oraz straszliwe wobec nich postępowanie
judeo-chrzescijan."
Zwrócić
warto jednak uwagę że taką energia wypełnił chrześcijaństwo udział w
nim
Germanów, czyli może tych z przerostem Inicjacji. Jak wiemy u Słowian
doktrynalizm nigdy żywy nie jest - i jeśli go gdzieś historycznie dostrzegamy
to raczej jako skutek Obcych Narośli, i nawet w dawnych Sowietach mamy
do dziś dzień. "Szamanów sprzed tysiącleci".
Ale
i tego zarzutu Germanom bym silnie nie stawiał. Musimy pamiętać. WIARA
W COKOLWIEK MA PODŁOŻE EMPIRYCZNE. Jeśli dziś np. Wojciech chce utrzymać
wiarę w Naukę, to to, co z NAUKI tej pozostaje Trwała
Wartością
przyrostowa to JEJ ZASTOSOWANIE TECHNICZNE i NIC WIECEJ.
Cała
reszta dotycząca POZNANIA ŚWIATA, weszła już w takie rejestry od 15- 20 lat
lat ze przypomina nic innego jak całkowicie bezwartościową
SCHOLASTYKĘ sprzed wieków, tyle ze w innych rejestrach posługiwania
się językiem. Jakie ma to, bowiem obecnie znaczenie, poza reklamą kolejnej
pasty do zębów, udowadniającej naukowość różowego koloru szczoteczki ?
Znaczenie nauki tu i teraz.
Twierdze
ze od dziesięcioleci ŻADNEGO. Wiedzy tej, nawet podzielonej na
dziedziny - nie są już w stanie
pojąc
sami zainteresowani, co więcej nikt już w stanie nie jest jej pojąc,
i stanowi tylko MITYCZNY ZBIÓR GIGANTYCZNEJ LITERATURY, której nikt
nie jest w stanie w całości przeczytać, wobec czego wysiłki już się
nawet nie kumulują, ale przecinają, idą równolegle, a wszelkie odkrycia
typu tych nagrodzonych Noblem to jedno wielkie mydlenie oczu, bo
już i tak nie wiadomo, o co w tym chodzi. Co więcej jak wszystko, co we
Wszechświecie można rozpatrywać W KATEGORIACH RÓWNOWAGI SIŁ KOSMICZNYCH,
to i ten ideał napędzający Naukę, czyli technologizacja ma
swój drugi koniec, wiec poza kataklizmami ekologicznymi, również upadkiem
Rycerskości, czyli wypełnienie śmiercionośnych monstrów, czyli Samolotów
i Lotniskowców nieinicjowalnymi Gnojami, którzy nawet nie
wiedza,
co robią.
Jakie
wiec jest podłoże Empiryczne Szaleństw Chrześcijańskiej Europy?
A więc i
uzasadnionej krytyki tego nurtu ludzkiego myślenia.
ERGOT,
czyli Sporysz, globalne zatrucie zboża grzybami sporyszowymi, z których
potem wypreparowało LSD. [Albert Hoffman], Ludzie przez wieki, chodzili na
kwasie, Matkę Boska i świętych mieli na wyciągniecie ręki, Czarownice
łatały z kominów itd. I nie były to ŻADNE ZŁUDZENIA. Tak wtedy
wyglądał ich świat. Amplituda Leku, Przemocy, Władzy i Niewolnictwa realnego
i duchowego była tak monstrualna, ze krew lała się beczkami,
wojny, co chwila i krok, głód i nędza powszechne, bogactwo kujące
w oczy śmierć na wyciągniecie dłoni, mężczyźni ginęli jak muchy w permanentnych wojnach, kobiet było zbyt dużo - a podobnie jak dzieci były
chronione, dostawały szału w niespełnionej miłości, no to wymyślono czarownictwo, by znaleźć pretekst ku
stabilizacji
demograficznej (eksterminacja starych kobiet) i koniec ... STOSY, PŁOMIENIE tortury
(to też sprawa
działania sporyszu, który znieczula członki - poprzez martwice,) Szalem CZAROWNIC
zajęła
się zaś Belladonna, czyli Wilcza Jagoda.
To
też temat na osobny artykuł.
Jak
to się ma do Chrześcijaństwa? Ano tak, że tam gdzie zboże było suche,
a wiec np. w Polsce, tak żarliwej i Objawionej wiary w stylu Joanny d'Arc, i
wszystkich HEXEN - co to gotowe były raczej na stos niż
wyprzeć się siebie, może nie było, ale i skutki negatywne też znacznie
mniejsze.
Jak
wiemy i Rzym szczerzł skutek ołowianych naczyń. A i my obecnie żyjemy
w epoce szaleństwa pestycydowego i ogólnie chemicznego zatrucia środowiska: alergie i choroby są
SPOŁECZNĄ
NORMA. Za to wojowanie nam jakby przeszło - też czysta chemia
- czyli nadmiar estrogenów zawartych w paszach zwierzęcych.
[Trzeba
by jeszcze tym gównem uszczęśliwić Muzułmanów i ziemia już bezboleśnie
pogrąży się w Ekologicznej Samozagładzie i Ludzki Gatunek zejdzie
z Areny dziejowej.]
4.
"Z tej racji pogaństwo ma prawo określać się za tolerancyjne, w przeciwieństwie
do chrześcijaństwa, które w trakcie misjonowania "wykosiło"
z tej Planety całe narody włącznie z ich kulturą."
Jak
się Germanie przestali "wtrancać" do chrześcijaństwa to i stało się
ono znacznie bardziej Tolerancyjne... patrz: Papież z Polski
5.
"W religii germańskiej, (bo nią była), przepotężna władza Boga nie prowadziła
do bezwzględnego podporządkowania jego wyznawcy, bo on sam posiada
napięte poczucie mocy,..”, to, oraz zwycięstwa, które odniósł z wrogami
i życie pełne niespodzianek, które musiał przezwyciężyć,- daje mu
te moc ze wierzy w siebie. Poza tym, 27). posiada to, co niema żaden
Chrześcijanin
czy Żyd,- kompletnie czyste sumienie!”
To
jest akurat dość istotny fragment. Formalnie jego autor ma rację. Jednak jak
wiadomo realnie idealizm prowadzi ku autorytaryzmowi,
a religijność judaistyczna do całkowitej dekonstrukcji
Autorytetu opartego na Mocy. To też kwestia Równowagi sil.
W
innym z listów piszę:
Cześć
Bogdanie
Poruszyłeś
temat, który od kilku tygodni zajmuje również i moją uwagę.
Dzięki E. po kilkunastoletniej przerwie Biblia znajduje się w moim
otoczeniu, czyli w moim domu. Jednak nijak nie mogę zmusić się do jej
lektury, choć w wolnej chwili pochłaniam północne opowieści... Tobie
znane jako sagi. Z czego to może wynikać? Przecież w dzieciństwie
wychowywany byłem "zgodnie z tradycyjnym kanonem katolickim"
byłem harcerzem, ministrantem, etc. (choć ostatecznie z E. nie
doszliśmy do porozumienia)
Na
studiach jeszcze już w okresie separacji od tradycji z zapartym tchem
czytałem Mistrza Ekharta, czy Tertuliana, i dziś pewnie ich przekaz
miąłby do mnie dostęp, natomiast ta żydowska historiozofia, od której
niby wszystko się zaczęło, z jakiegoś niejasnego powodu mnie odstręcza.
Ale w świecie Ram i Punktów odniesień trzeba może wreszcie się jakoś
odnaleźć. Pomyślałem wiec ze na Biblie można spojrzeć inaczej - nie
jako na opowieść o jakiejś tam prawdzie, ale jako na zbiór przypowieści...
które zwracają, chcą nie chcąc uwagę na Sprawy istotne,
wobec których w powodzi codzienności, raz na jakiś czas warto przyjąć
jakieś stanowisko. Zgodziłem się wiec "ze zgadzam się" na
czytanie w chwili, gdy nadejdzie na to czas... w razie, czego
będzie
się, o co spierać.
Co
mi bowiem kołkiem staje w takim rozumieniu Sacrum (Boskości), a co napisane
jest w Biblii.
Przede
wszystkim Bóg jako upostaciowieni jakiegoś Imperium, które ma konkurentów
(innych Bogów), który ma swoje interesy - Panowanie nad światem,
z którym się można kłócić, z którym można wchodzić w jakieś rozliczenia,
którego można tak, czy inaczej przerabiać na swoje kopyto. Bóg, który żywi
się ludzkim strachem, który jest wielkim wyrzutem sumienia. Co to w ogóle jest?
Dla
mnie niepojęte.
Do
tego ta manichejska idea Dobra i Zła. To jest dopiero kuriozum. Właśnie
przypominam sobie taka stara już grę komputerowa DUNGEON KEEPER
- Strażnik Podziemi. Jest więc sobie taki Strażnik, (czyli Zły) w
podziemnych czeluściach, wraz z rolami skrzatami i całą banda urwipołciów
i pilnuje sobie swego złota i diamentów. Aż tu nagle
zwalają
mu się zwykli rabusie i złodzieje, no, ale jako ci "Dobrzy" nazywają
się... Odkrywcami, Poszukiwaczami Przygód, Misjonarzami, co tylko
chcesz. Różnią się od Strażnika tylko tym ze są "Złotouści", czyli
plugastwo potrafią nazwać cnota. Niegodziwość bohaterstwem. No nieważne. W
każdym razie w dupie mają jakiegoś tam Strażnika, bo chcą złota. Temu wiec puszczają
nerwy
- broni swego. Ci wiec natychmiast stają się męczennikami, ofiarami
przemocy, ofiarami terroru, co tylko chcesz... wiec zaraz zwala
się do podziemnej krainy cala Armia DOBRYCH... by wyzwolić spod ucisku,
etc., etc....
Jak
się łatwo zorientować... siedliskiem takiego "hochsztaplerstwa" (?) ... może być
Biblia... Bo tam jest napisane. "Na początku było słowo" -
więc bij,
morduj gwałć, ale ładniej to nazywaj... wiec się to nazywa...: wycinanie
kąkolu, wyrywaniem chwastów, walka z pogaństwem, co tylko chcesz...
aby nastała Światłość IZRAELA, czyli ZBAWIENIE NA ZIEMI. Jak nikczemna może
być to idea świadczy choćby fakt, że przejął ja i Komunizm i Liberalizm
i Faszyzm.
Inaczej
rzecz się ma z Nowym Testamentem, który żadnych takich Głupot nikomu
nie stwarza, i Zbawienie lokuje w świecie duchowym, a tu nacisk kładzie
na Świadectwo Miłości... czyli oddaj innemu Swoja energie, by
swoja
ofiara odmienić mu dusze.
I
to akurat działa... i jest to jedna z najcnotliwszych postaw. Ale jej
świadectwa... są doprawdy nieliczne... i nie muszą mięć związku, z
taka lub inna religia. Faktem
jest ze Chrystus wnosi Nowa Jakość... i zrywa on z żydostwem jako
takim.
Czy
jest jednak Bogiem?
Oczywiście...
Ale
co to znaczy...
I
tu musimy wrócić - może już gdzieś o tym pisałem... do Teorii Boskości
wg RODMANA;-))) pewnie ktoś już to napisał, ale nie przypominam
sobie.
Bóg
kryje się w Mocy... Z
Mocy powstaje znaczenie Słowa... Moc
bierze się z przekraczania własnych ograniczoności...
Z
ofiary energetycznej... na która nie jesteśmy skazani, a czynimy ją Mocą
Własnej Decyzji... i wolnego Wyboru.... Aby Słowo wyposażyć w Moc, trzeba
"popuścić" swojej krwi. czyli dokonać wyrzeczeń
z energii nam dostępnej. Trzeba po prostu pchać energie w świat.
Hipotecznie
odsuńmy tą tezę. Popatrzmy na świat ludzkich znaczeń i symboli,
CZYSTO REALNIE. Wtedy wszystkie słowa, ale to Wszystkie, łącznie z naukami o
tym rozprawiającymi, to jedynie łagodne lub czasami wściekłe ujadanie sfory
psów w ludzkiej postaci. Liczyłby się tylko ładunek energetyczny w nich
przenoszony, warkot, czy skomlenie, czyli jakim tonem kto do nas mówi. Ale od
pewnej chwili dziejowej - jak się przypuszcza od poznania świata Sakralnego
poprzez związki roślinne i zwierzęce, człowiek nauczył się oglądać Świat
Bogów, a Ci dali mu możność całkowitego panowania nad światem energii w
nim. Doświadczył tego każdy , kto choć raz zetknął się z np.
Halucynogenami. Nastąpiła zmiana struktury w mózgu, i od tej chwili nigdy już
nie było jak dawniej, a zaczęło się nowe.
Bóg
jest tam gdzie Słowa Maja znaczenie... Maja
znaczenie, gdy Wypowiadane są w Mocy. Gdy
przemawiają do Innych ...
objawiając im Prawdę, której może nie byli świadomi, bądź, na co nie zwracali
uwagi.
Bóg
jest tam gdzie są słowa, korę zmieniają rzeczywistość. A wiec oczywiście
Jezus Chrystus był Bogiem... Bogiem Miłości... Ale są również
inni Bogowie... np. Germański Hitler był Bogiem Wojny. Powiedział swoim
ludziom
Prawdę, wyzwolił z plugawego poniżenia, zaprowadził ku Zwycięstwom,
o których nigdy wcześniej nie śmieli marzyć... i Ci szczęśliwsi,
znaleźli śmierć w Chwale Spełnienia... Ci, co przeżyli, musieli
przełknąć gorycz Przeznaczenia, czyli RANGAROK, aby świat odrodził
się w nowej Postaci. I tak się stało. Wojownicy zrobili swoje.
Bóg
przemawiał tez ustami Lenina, gdy ten pogardzanym i wyszydzonym (od wieków kulących
się pod carskim batogiem, w lęku przed
kułakami i burżujami) , wskazał
drogę, z której Rosja do tej pory jest dumna i wspomina jako światło
swej zasłużonej krwią Wielkości. To, dlatego dzięki tej idei, w której było
coś z Boskiej Sprawiedliwości Dziejowej, Sowiety
nawet jako okupanci jawili się wielu, jako wyzwoliciele z jarzma nie tylko
hitlerowskiego. To jest właśnie to, co dało im
przewagę, nad zagonami Adolfa. Mieli jakiś sensowny pomyśl na pokój.
Natomiast Fuhrer miał wyłącznie bardzo dobry pomyśl na
heroiczna wojnę.
Bóg
jest więc tam gdzie rodzą się idee, takie lub inne. Można go zobaczyć,
gdy ludzie mówią... „Ooooo Święta Prawda" częściej lub rzadszej.
Bóg jest tam gdzie Wypowiedziane Słowa prowadza do CZYNU.
Mocy
słow. -ich znaczenia, to że jedne maja sens, a inne nie... nie da się
zrozumieć bez sakralnej ich otoczki.
żadna
semantyka, żadna lingwistyka, żadna logika nie pomoże.
Ta
teoria jest w sumie prosta. Są słowa, które maja znaczenie, i takie, które
dziś nie maja już żadnego. Co czujemy, gdy ktoś
mówi dziś "jakobin” , czy uzmysławiamy sobie jakie kiedyś wywoływało
przerażenie? A dziś nic, rozmyślamy o jakiejś epoce sprzed
stuleci. Natomiast co czujemy obecnie, gdy, ktoś dziś mówi "interesuje się
tobą
FBI", albo "agencja bezpieczeństwa wewnętrznego" , " śledzą
twoje kroki agenci" ? Czy
w słowach tych jest moc Boska, czy wręcz przeciwnie.
Czy
sowa te jak zaklęcia niosą wyzwolenie energii czy jej paraliż, czyli strach i
lek? Jaka
jest moc dziś w określeniach faszysta, komunista, burżuj, liberał? Co to
znaczy? Jak je odczytujemy w sobie? Problem
w tym ze Bóg - tak jak ja to pojmuję to Energia, która można wypełnić słowa, które porwą ludzi
do działania. OK., Ale są również słowa, które
ludzi
sparaliżują, spętają strachem, odbiorą mowę. Takie słowa niszczą. Co więcej
to mogą być TE SAME, SŁOWA, ale użyte w innych
czasach. Co znaczy słowo KOMUNISTA w 1905 r., kiedy każdy komunista, to prawie
samobójca porywający się z motyka na słonce.
Co to słowo znaczy w 1953 r. i co np. dziś. Zmienia się energia, Bóg wpiera
tych, którzy z krwi własnej, a nie tych, którzy
krwi żądają... choćby nazywali się nawet bogobojnymi chrześcijanami z lat
1618- 1648 - czyli jednego z kumulacji procesów
Czarownic i religijnych rzezi wojny 30-letniej.
Biblia
sprawę ta mota niesamowicie, i to dla mnie jest istota żydostwa - gładkie
gadki (skoro liczy się tylko słowo - aby
ładnie
mówić), a za tym niszczący jad. Co właśnie rozwścieczyło Niemcy w latach
20 i 30-tych.
Nad
ta sprawa wypadnie się kiedyś dłużej zastanowić.
Czy
zatem Bóg to zmienna Dynamizująca? Niekoniecznie. W czasach chaosu
może się kryć tam gdzie mogą trwać Przekazy tysiącletnich archetypów.
Przesądza tylko jedno, co ma znaczenie, co znaczenie miało,
lub mieć dopiero może, czyli kanał Aktywności nas jako ludzi, czy
po prostu wszelkiego stworzenia.
Zastanowienie
się nad znaczeniami Słów jest czymś fascynującym... A to że
słowa potrafią porwać tysiące lub miliony do czynu, nie da się zrozumieć
inaczej jak właśnie tym... wprowadzają Boska Przemianę. Na taką skalę
trzeba bowiem operować na symbolach, tu żaden warkot, ani skomlenie nie pomoże.
Co by przez
to nie zrozumieć.
I
już....
Zastanawianie
się nad kwestiami teologicznymi, politeizm, czy monoteizm,
to zjawiska całkowicie wtórne, może nawet zupełnie czcze gadanie,
z którego nic nie wynika, poza tym, co zwykle, ze takim lub innym
chcemy skuć mordę, bo interesuje nas ich złoto.
Wracając
do Biblii i tekstu PUSTY TRON - Nie
sadze by przykłady Archeologiczne mogły o czymś przesądzać.
O tym że każdy przekaz trzeba przecedzać przez sito własnych
doświadczeń wie chyba każdy.
Czy
wiec Biblia jest jakąś sprawa uniwersalna? Myślę, że to przesąd. Jak słusznie
piszesz kiedyś THOT jest to żydowska historiozofia, podobnie jak Tora
... i tyle... Stary Testament mało kto u nas nawet przeglądał. W
Polsce na ten przykład mówienie że przekaz jest żywy jest podobnym przesądem... Do końca XVI wieku mówienie o chrześcijańskiej Polsce
poza
dworska i magnacka kamaryla (nie w deklaracjach, ale w sposobach życia)
jest gruba przesadą. Potem możemy poznać głownie tradycyjny polski antyklerykalizm
i niechęć dla wszelkiej maści darmozjadów. Dopiero zabory
faktycznie to zmieniły, gdy Kościół może nie był jakąś tam silna
ostoja Chrześcijaństwa, czyli Miłości aż do Świadectwa wobec Śmierci
(
ten ideał jest straszliwie odległy od faktycznych ludzkich motywatorów) -
poza kontekstem mężczyzny i kobiety, co ze chrześcijaństwem nie ma i tak
nic wspólnego, bo jest znacznie bardziej pierwotne ,
ale ostoja tożsamości narodowej, języka. Okupacja i komunizm
postachanowski to pogłębiły. Wobec powszechnego w taki czas ogówiania świata
...
Kościół Katolicki, jako jeden z nielicznych mówi o sprawach Istotnych
w przestrzeni setek, czy tysięcy lat, a nie o tym, kogo i co by
tu sprzedać by własna kieszeń napełnić.
Zresztą,
czym tak naprawdę jest CHRZEŚCIJAŃSTWO, poza tym całkowicie prawie
nieziszczalnym Przekazaniu o Miłości do Oprawców, o ich poszukiwaniu,
o stawaniu z nimi twarzą w twarz, by przenieśli wyznawcom
śmierć w imię Chrystusa, trudno byłoby w porządku
Społecznym przesądzić. Czy
ma to jakiś związek z tym, co niby odkrywają teraz Archeologowie? Wątpię.
Nie ma to żadnego znaczenia. Żydowskie przekazy samym swoim
typem narracji rzadko wykraczają poza żydowski krąg kulturowy gdzie
naturalnie stanowią trwałe fundamenty. W kręgu Aryjskim liczą się tylko czyny
tu i teraz, orz bajania, bajki i rodzinne opowieści, o tym kto komu itd.
Wracając
do sprawy Sumienia, no i oczywiście Wyrzutów Sumienia, związanych z
chrześcijańskim pojęciem Grzechu. To jest temat na oddzielną dyskusje,
ale skąd się w ogóle bierze poczucie Winy? Z niegodziwości.
Czyli
nie sprostaniu zobowiązaniom. I po co się było zobowiązywać? Po drugie, po co Stawiać Nierealne Zadania.
Ale ci co celują w szukaniu Grzechów, najczęściej rozwijają całkowicie
abstrakcyjne pojęcia DOBRA, oby ich tylko na to było stać, bo właśnie za
takie niezrealizowane ciągoty można zostać Przeklętym - przez własnego
Boga. Niestety z
tego
typu postawami, spotkamy się nagminnie, i to jest związane z brakiem
Inicjacji właśnie. Czyli funkcjonowaniu o zewnętrzne mniemania co jest dobre
, a co złe bez wewnętrznego kręgosłupa, a nie z taka lub inna religia. Faktem jest
jednak
ze judaizm, z Poczucia Wyrzutów Sumienia... UCZYNIŁ ŻRODŁO MOCY.
I to jest przedziwne, ale i niezwykle interesujące. WYRZUTY SUMIENIA
wobec Żydów są narzędziem ekspansji tego Narodu. Cała strategia
to umiejętność takiego się wmanewrowania, aby znalazł się jakiś
frajer Oprawca, którego z Mocy można w ten sposób oskrobać.
To
jeden z Argumentów
Inny
to sprawa tzw. Spowiedzi... czyli jak to jest, że możemy Odpowiedzialność
za czyny przysłonić się... Słowami przekazującymi energię plugawego w
naszych oczach czynu!
Inny
to wyrazy podległości....
Otóż
faktem jest że dla mnie przyjmowanie komunii, czyli ciała pańskiego, na kolanach... jest empirycznym dowodem skrajnego
oddania,
by nie napisać tego inaczej. No nie wiem, skrajnym symbolem poddaństwa,
miłości, ale nie do Jezusa, bo w Piśmie Świętym o tym nie ma mowy ale, do
KOŚCIOŁA I KLERU. Jeśli spojrzeć na ten Akt empirycznie, symbolikę zamieniając w
energie, to łatwo zrozumieć, o co mi chodzi.
I
choć i w Polsce Kościół już wyczuwa, ze obecnie nie stać go na przyjmowanie
takiej
ofiary i dopuszczalne są postawy stojące, bo niczym sobie w tej chwili nie zasłużył na taka miłość, to jednak może być to miara
Trwałości
Archetypu Katolickiego w naszym narodzie, bo takie postawy są
przecież normą, i niech lepiej nikt na to ręki nie podnosi, bo się
może
przejechać.
6.
".
Tak zresztą było wszędzie - wszędzie w świecie religie etniczne nie tworzą
specjalnych kościołów, lecz są po prostu częścią sposobu życia pewnego
ludu." I o nic więcej nie chodzi! Slowianie-poganie swoja religie
mieli (maja?) która - z pewnością - niczym szczególnym od germańskiej
się nie różniła. To, co występuje w religii północnych ludów
(aryjczyków) wspólnie, to przede wszystkim ścisły związek z natura.
A ta na północy Europy była i jest jedna. Pisze tez Jóźwiak:
"Orientacja
na naród, etniczna kulturę i rodzima ziemie nie musi tez oznaczać
nacjonalizmu." Ale oznacza! I nie widzę w tym nic złego. Obrona
dziedzictwa własnych pokoleń jest niezbywalnym prawem każdego wolnego
człowieka, którym chce jeszcze być i wyrazem czci dla dokonań przodków.”
Tu
się z Bogdanem w całej rozciągłości zgadzam. W ostatnim mail'u porusza
on kwestie, mojej względnej przychylności dla tradycji Północnej.
Tak jest. Ale ma to swoje... empiryczne granice. Wszystko jest
OK., dopóki nie usłyszę języka niemieckiego w swoim otoczeniu. Po
prostu automatycznie uruchamiają się we mnie wszystkie symptomy podejrzliwości
i nieufności. No, ale ogólnie rzecz biorąc zobaczymy co
przyniesie przyszłość. W ogóle nie jest to proste.
8.
Potem jest fragment historiozoficzny, do którego ogólnie nie mam zastrzeżeń.
Potem
jest jednak:
"To,
co zaleca względnie proponuje Jóźwiak; chodzenie do kościoła, uprawianie
magii, branie udział w "przedstawieniach" artystycznych sugerujących
jakieś pogańskie obrzędy nie jest nawet "ersatz'em"poganstwa,
tylko może być jakąś forma buntu -
zdezorientowanych
dzisiaj - niektórych młodych ludzi, co jednoznacznie
wyżej wyłuszczyłem. Pogaństwo to filozofia postępowania,
religia
kształtująca czyste charaktery, nawiązująca do tradycji praojców
i pramatek żyjących tysiące lat przed uświęceniem i
wykreowaniem
uniwersalnego boga przez pustynne plemię wagabundów, narzuconego
siła i wbrew woli tym "Nordmenschen"."
To
już może być uznane za CZYSTĄ PROPAGANDĘ. Oczywiście można rozumieć
narodowe interesy Autora, ale bez przesady. Po pierwsze Ocenianie czyichś działań
czy są ersatzem czy nie z punktu widzenia człowieka całkowicie z zewnątrz ... naraża
na lekceważenie takich opinii i osłabia całą wymowę interesującej zresztą
wypowiedzi , po drugie nie sądzę by ktokolwiek
z nas może mówić z sensem o pozachrześcijańskim Pogaństwie,
póki BOGOWIE przez Niego nie przemówią, a to dość ryzykowne
jest zawsze, bo można nie skończyć jak Odyn, czy Jezus,
czyli
Prorok, ale jako pacjent szpitala psychiatrycznego, a po 3 niech
każdy rozlicza się ze swoich czynów. Faktem jest że po wojnie rolę Proroków
przejęli Herosi Młodzieżowych Kontestacji (dzięki zresztą narkotykom , i
koszty tego też były duże- ale ta epoka , jak i energia ją wypełniająca już
minęła)
9.
Kwestia grzechu pierworodnego jest faktyczna specyficznie judaistyczna
i argumentacja THOTA jest ogólnie słuszna. Nasi katolicy się
jednak tym w ogóle nie przejmują. Nawet się nie używa tego pojęcia.
Ogólnie pojmowanie grzechu jest tu takie jak zły, niegodny uczynek,
przestępstwo, za które kara jest... wyrzut sumienia. Tutaj oczywiście
jest ta cala historia z ograniczonością ludzkiego bytu, w co
religie etniczne w ogóle się nie motały. Sacrum to Moc, a nie
upokorzenie.
Oczywiście I Twoja krytyka tez Biblijnych o podporządkowaniu
wszelkiego stworzenia... panowaniu ludzkiemu i interesom
człowieka, jest tez w pełni uzasadniona. Odpowiedzialność za
Ziemie jako taka, stan równowagi ekologicznej, jest właściwe religiom
etnicznym - pogańskim. Ale w tym kontekście jesteś bardziej
słowiański
niz. germański.
No
dobrze, jakie konkluzje:
Wg
mnie Chrześcijaństwo musiało nadejść w chwili, gdy religie Starej tradycji
same znalazły się na skraju jakiejś energetycznej przepaści. Podobnie
jak z Inkami. Coś było tam takiego, co spowodowało, że nie przeszły
one do świadomej konspiracji. Być może nie ma, co szukać problemu
tam gdzie jakoś wcale go nie było. W każdym razie u nas.
Wszystko
wg mnie pozostaje w stanie równowagi, wiec jeśli Chrześcijaństwo
byłoby takie jak piszesz to u nas... stanęłoby wobec ściany
podskórnej nienawiści... (a w konspiracji jesteśmy tak dobrzy jak
Jugosłowianie) A tak nie jest.
Swoja
droga upadek tradycji judaistycznych, czyli tez Biblijnych na Zachodzie,
czyli rożnych skrajnych sekt, poreformistycznych wiąże się z tym że Pazerność Globalistycznego USRAELA na zasoby ziemskie
i energie mu
służące,
jest już dalece przesadzona. I ta ścieżka śmierdzi już trupem.
Dziś
rzeczywiście stoimy przed pytaniem, jaka Tradycje Sobą ożywiać. Ja wobec
poważnej recesji relacji społecznych Czasu Społecznego w ten czas czyli rok
2003 - obecnie zbliżam
się ku protestantyzmowi, jako ogólnie religijności przez prace,
i religii minimalistycznej, bo może każde inne rozdmuchanie jest
po prostu obecnie nieprawdziwe (dla mnie). Czy jednak jest to jedyna już droga
o tym przekonają nas nasze kolejne kroki, ku niezbadanej przecież przyszłości.
A
pomyśleć że był taki kiedyś film - Kosmos 2000 - już mieliśmy zasiedlać
inne planety, czy nawet galaktyki, a zajęliśmy się konsumowaniem zasobów
ziemskich , wyzyskiem biedaków i organizacją Globalnego Więzienia opartego na Strachu przed globalną
kontrolą. Co za czasy...
Z
poważaniem
RODMAN
|