|
Dzień istotowego przeobrażenia i wyjawiania istotowej głębi zjawisk - wyraźniejszego ich Uświadomienia , po ZWIELOKROTNIENIU! i przedarciu się do świadomości, nowej perspektywy jawienia się zdarzeń . Dzień po śniadaniu zaczęliśmy od eksploracyjnego spaceru po łąkach ; były to wręcz ugorowe dzikie pola pełne ziół wszelakiego rodzaju -
właściwie nie do ogarnięcia , można by je stąd wywozić wagonami . Szybko dałem sobie spokój z ideą zbierania wszystkich ziół , jak np. dziurawca, bławatka. Poprzestałem na poszukiwaniach roślin ściśle związanych z NTD. Tutaj też w tych trawach wyraźniej objawiło się "malkontenctwo" S., Zresztą radosne to były i niegroźne dla reszty ponarzekiwania na muchy, komary,
upał itp. Może tylko z czasem mogło mu to przysłaniać szansę jakiegoś oderwania od Miasta, choćby na tą krótką chwilę , dla złapania innego oddechu. Może kiedyś do tego dojdzie, a może uzna, że
nie-miasto to tylko dla niego ciężar . Miał jednak ogromny wpływ na przebieg tej wyprawy , ot takie dobre oswojenie z nowymi bodźcami i przestrzeniami nowego środowiska . Starałem się ograniczać zasięg wahań i niepokojów E. i S. w tym nowym otoczeniu . Sam też jako tako radziłem sobie z moją alergią na te wszystkie pyłki kwitnących właśnie traw i krzewów . Ratował mnie KTTN . Nie udało się zlokalizować
Belladonny, jednak myślę, że ona musi gdzieś tutaj rosnąć . Wreszcie dotarliśmy do tzw. Kolonii w tym spacerze - by się poopalać . Był to moment , gdy z dotychczasowej powłoki chmur , która towarzyszyła nam od początku
- wyjrzało słońce . Wydaje się, że każdemu z nas jest ono potrzebne , to dobra energia . Szczególnie też mnie. "Zalegliśmy" - S. i E. pod oddalonym lekko stogiem, my po zbiorze serdecznika przy zwalonym konarze . Ułożyłem się na tej kłodzie drewna , gdzie wyraźnie mniej byłem niepokojony przez owady . Było to wspaniałe roztopienie się w nieczynności i oderwaniu się od wszelkich potrzeb . [ w tej chwili , gdy to piszę znowu jest pochmurno , ale jakoś mi już to nie przeszkadza, czasami pada ] Po 15 min. dowiedziałem się od El. , że E. i S. .......zgłodnieli i chcą iść na obiad . No cóż , zdziwiło mnie to , ale jakoś nie zdenerwowało
(przecież dopiero co jedliśmy) , niech idą - do domu trafią przecież bez problemów . Zostaliśmy sami wśród tych łanów różnorodnego ziela , między niebem a ziemią , z tym wspaniałym słońcem /.../ Pomyślałem że właśnie nadszedł czas ....będzie , co będzie, ale wydawały mi się to optymalne warunki ,spokoju, bezpieczeństwa i sprzyjającej energii do samodzielnego i pozbawionego kontroli odszczepienia własnej świadomości i podjęcia ryzyka tej samotnej podróży w Inną Przestrzeń i Czas . Zresztą wtedy nie do końca dla mnie jasny był stopień rozerwania więzi ze standardowym postrzeganiem Stanu Rzeczy ,właściwym zbiorowości ludzkiej . Tak głęboko się nad tym nie zastanawiałem , wiedziałem tylko, że jest kilka godzin
chyba Pozytywnego Czasu w otoczeniu i miałem poczucie zminimalizowania potencjalnych zagrożeń , jakie mogły by to wejrzenie czynić niebezpiecznym. Oczywiście wszystko w granicach Wyobrażeń . .....a więc
WJAZD [...]- medium znikąd - w tej całej pisanej historii . Chwilę przed ..... złapało mnie wyraźne zdenerwowanie , jakiś taki Próg decyzyjny .....teraz , czy jeszcze nie; TAK-NIE! .....ręce drżały, ale
.....Uspokoiłem się , no to jadę w tą nieznaną przyszłość . Strzałkę
czasu własnymi rękoma przesuwam do przodu. Sama wielkość "tej miotły"
jest tak niewyobrażalnie mała. Właściwie uwzględniając żołądkowe trawienie , straty metaboliczne - łatwo wydaje się, że to "pic na wodę" . Cóż z tego może być aktywnym rozrusznikiem Umysłu? Zresztą obserwując uważnie Świat przez pierwsze 20 min. nie opuszczała mnie myśl , że całość to wielkie złudzenie /..../ Spodziewałem się raczej łagodnego wejścia na Drogę . Tak myśląc o tych złudzeniach, nie wychwyciłem wejścia - już się go nie spodziewałem prawie . Cały czas opalałem się na drewnianym bloku ściętego drzewa.
.....Wahliwość głowy, ...przy zamkniętych powiekach odebrałem to jako autosugestię , może efekt przycieplania słońcem. Teraz myślę, że pierwszym sygnałem z odświata , było wyraźne poczucie zwiększenia się ucisku drewna na moje ciało , łopatki, pośladki , mięśnie nóg . Normalnie byłoby to odebrane, jako dodatkowe ugniatanie. Zrobiłem się ...cięższy! Wyraźny nacisk na całe przylegające do podłoża ciało , dłonie. I to bezwładnościowe kołysanie głowy . Zresztą nie tyle bezwolne , ile niesłychanie dosadne w odczuwaniu. El. się opalała , nie poinformowana o niczym. Nie było to najlepsze rozwiązanie, ale akurat nie przyniosło mi to złych konsekwencji .
Przecież nie zdawałem sobie sprawy ze skali Odszczepienia i rozerwania ciągłości Czasu. Po tej pierwszej chwili, przełożyłem się na brzuch , [jakoś tak zwracając uwagę by nie ulec porażeniu słonecznemu] popatrzyłem na zegarek , ale już nie potrafiłem odczytać z niego
żadnych informacji. Coś takiego , jak informacja o czymś , lub po coś , już nie Istniała ! ....W tej właśnie chwili , gdy obróciłem się na piersi , /co zrobiłem z wyraźna trudnością - aby uwolnić się od tego ucisku , wydawało mi się bowiem, że leżałem tam dosyć długo/ gdy otworzyłem oczy...było już wiadomo TO
JEST! Przekroczone bramy Raju, zerwanie jabłka wiedzy , przekroczenie
Granicy...Z tym ,
że wtedy tak o tym nie myślałem . Zdolność do myślenie, w sensie tego słowa powszechnie używanym - jako zdolność do logicznego wnioskowania - uległa Anihilacji (przynajmniej w warstwie świadomościowej) . Gdybym wtedy tak nawet pomyślał , owa myśl , jej już pierwszy fragment stałby się obiektem ...zwielokrotnionego doznania , ona sama w sobie stała by się tak wielowymiarowa, że nie służyła by żadnej procedurze konsekwencji . Krótko mówiąc myślę, że straciłem wtedy coś , co zwać można dystansem do świata. Stałem się Sam owym Światem, nieoderwalną od niego cząstką! Całkowicie od niego nierozróżnialnym . Znikła Idea Różnicy. Nie chodzi tu nawet o owe przysłowiowe i powszechnie znane zatopienie w perceptywności. Starałem się myśleć i mówić - obie te rzeczy były tu jednak "nienaturalne" i wyraźnie utrudnione. Niezależnie od tego , czy właśnie próbowałem myśleć o tym doświadczaniu siebie lub świata w kategoriach "Umysłu" lub realistycznych "Świata zewnętrznego" , to w zależności od wariantu stawałem się albo przepaścistą myślą [ przy dłuższej koncentracji prowadziło to do "lotniczego pikowania w korkociągu zawiłych pogłębień"
- Z uwagi na groźbę ....wywołania mdłości , zmieniałem wtedy obiekt postrzegania lub koncentracji
] albo stawałem się .....kakofonią lub totalną przestrzenią doznań zmysłowych - przede wszystkim wzrokowych , ale i też niesamowicie silnych, jeśli im poświecić chwilę tej niezwykle skoncentrowanej uwagi , smakowych , węchowych, czuciowych, słuchowych / ciekawa przy tym jest postać słuchanego własnego głosu - słyszanego już przed jego wydobyciem , jakby już w krtani/ Niesłychana też Izolacyjność Dźwiękowa , zwykłe pełne dźwięki wydają się rozpadać na dziesiętne części osobnych sekwencji i poziomów - wszystko to dostępne dopiero teraz percepcji. ŚWIAT ZWIELOKROTNIONY!!!!. Pierwszy fragment tego czasu to obserwacja konara, na którym leżałem , tak z odległości 5-10cm. [ przy tej odległości uzyskałem Wyraźny Obraz!!!] Od razu wydało mi się dziwne, że widzę go jak przez dużą lupę , o kilkunastokrotnym powiększeniu. Wydaje się mi to lepszym oddaniem tego stanu niż analogia do "robaczka" przemierzającego jego przestrzenie. Jedna rzecz jest tu głębiej zastanawiająca - mianowicie permanentny ruch całej postrzeganej przestrzeni , każdej bryły mimo że wzrok zajmuje pozycje stacjonarną . Gdy przypatrywałem się czemuś dłużej niż przez chwilę, to jakby zmuszałem ten obiekt do ruchu . Nie tyle zmieniał on swe położenie względem innych , ale wszystko w nim ulegało przemianie (barwa, formalne struktury jego refleksów) ale i on wobec otoczenia .
Każda rzecz "oddychała" , żyła swoim własnym życiem. Nie ma tez możności uniknięcia tego poczucia ruchu inaczej niż przez ...odwrócenie wzroku . Co nie jest postrzegane Nie istnieje ! [ciekawe świadectwo idealistycznego empiryzmu] ......i znika kwestia Ruch-Bezruch. W takim otoczeniu Zjawiskowości istotna wydaje się pozycja własnej postawy emocjonalnej wobec Niezwykłych Zdarzeń (niespodziewanych i w szczególe nieprzewidywalnych) - kwestia przyjęcia świadectwa np. ruchomej przestrzeni . Tutaj moją się pojawić niebezpieczeństwa owej "jazdy bez trzymanki" . Wypuszczanie się w taka podróż bez zabezpieczenia było dużym ryzykiem - co dopiero jednak teraz mogę stwierdzić . Podróż w Permanentny Wir sekwencji zdarzeń i obrazów , dla niejednego może zakończyć się psychozą lękową . Teraz dopiero rozumiem westchnienie G., gdy z jakąś powagą stwierdził, że w ostrą się wybieram podróż , bez "składaka świadomości" obok, tak potrzebnego na "lękowych wirażach" /.../ Całe doświadczenie to świadome przekroczenie granic Schizofrenii , doświadczenie rozszczepiania świadomości , amnezji pamięci , rozerwania ciągłości Czasu i Stałości wymiarów przestrzeni . Przestrzeń , jak i czas Jest
tak Plastyczna ! Wszystko jest bądź w stałym ruchu , bądź w stanie ruchu potencjalnego . Nie daje się utrzymać żadnego dystansu [ nawet mimo prób odwołania się do "zdrowego rozsądku"] - zanika też możliwość wyprodukowania jakiegokolwiek osądu Sytuacji.
Oto poszukiwanie dystansu - jako środek do nawiązania SENSOWNEJ komunikacji z ludźmi (w tym wypadku El., S., E.) było jedną z kwestii , która jakoś chodziła mi po głowie , ale za cholerę nie udawało mi się jej utrzymać w regule logicznej . Każda sekwencja myśli o Przestrzeni, Czasie, Woli stawała się niesamowitym doznaniem Samym w Sobie i przysłaniała Przyczynę swego wyjawienia Każdy koniec początkowej myśli , był automatycznie początkiem innej drogi , bez żadnej spójności /.../ to zwielokrotnienie stanu zdesterowania świadomości i pierwszy przebarwiony i iskrzący się niezwykłym blaskiem refleks liścia - efekt powiększenia i fantastycznego nasycenia barw, budziło we mnie najczęściej Zdziwienie i ...światło-niechęć [przy maksymalnie słonecznym dniu w środku lata] . Nie mogłem dłużej patrzeć na tą kaskadę barw, a jednocześnie fascynowała mnie ona . Owa ambiwalencja Woli wydaje mi się stanem
charakterystycznym dla tego stanu Odszczepienia . Nie mogąc dłużej patrzeć w intensywny refleks jakiejś barwy i chcąc pewnie uniknąć śrubowej koncentracji często przerzucałem wzrok .Ciekawe - niepokoił mnie kolor żółty , zielony dawał poczucie swobody, a wyraźnie uspokajał i dawał wyraźne poczucie wolności i "słuszności" błękit nieba wraz z tymi szybującymi kłębami chmur, harmonizowanych innym - nowym efektem- geometryzacją . Nie tyle chmury zmieniały swój kształt w proste formy figur, ale stylizowały się w zarysy spotykane w ....bogatej ornamentyce różnych kultur , oparte o wykorzystanie łuku - odcinka koła o różnym promieniu w tych stylizacjach [ np. chmura była obrysowana kilkunastoma wycinkami koła] - dosyć zwarte , często symetryczne i szczegółowe. Postrzeganie zdarzeń jest właściwie nieutrudnione , ale zmienia się formuła przestrzenna obiektów . Wydaje się ,że wszystko w różnych momentach przybiera różny kształt i mimo stacjonarności wzroku może być postrzegane z różnej perspektywy!!! / nawet mnie to nie dziwiło/ Nie jest to jednak kształt przypadkowy . Może być to związane z energetyczną formą utrzymywaną przez dany obiekt , lub energią jaka jestem w stanie w nim dojrzeć . Wydaje się ,że odpowiedniejsza jest w tym przypadku pierwsza realistyczna hipoteza . Otwarte Bramy Percepcji rozumiane są jako rozszerzenie np. wizualizacji. Nie jest tak do końca, "rozjechane" jest dokładnie wszystko , nic nie pozostaje stabilne . Zwielokrotnieniu ulegają tez emocje . Dostrzegli to we mnie wszyscy uznając , że przyjmuję nienaturalnie wyraziste postawy wobec wszystkiego ...tez wobec nich, jak w teatralnej grotesce. Było to dla nich zabawne , ale chyba częściej konsternujące , niepokojące /miałem do końca wrażenie że S. i E. do zmierzchu nie wiedzieli o co chodzi , El. mimo że
już wiedziała , nie wiedziała jak ma na moje zachowanie reagować / Dla mnie zwielokrotnienie oznaczał wywalenie na wierzch głębszych pokładów własnej osobowości [ należy odradzić taki eksperyment tym , którzy w jakiś sytuacjach z Innymi zachowują się sztucznie, w imię tam czegoś, a chcą to zrobić przy Innych] Nie napiszę co ze mnie "wyszło" ,zresztą nic specjalnie zaskakującego , tak jak i nie napiszę co ujrzałem w postaciach El., S. , E., [ przy zmianie form ich
upostaciowienia w moich nieskończenie wielkich źrenicach ], nie napiszę też
co ujrzałem patrząc w ich Oczy, bramę do Duszy. Nie będzie to "ból , dla ludzkości wszakże. .....Owa zawartość własnego Umysłu .....Właśnie UMYSŁ -
być może tu rozstrzygają się losy ludzkiego sensu ! /.../ Dlaczego piszą o tym doświadczeniu , jako o jeździe bez trzymanki ?
Dla niektórych bez wewnętrznego "zharmonizowania się" po nim może skończyć u progu zakładu psychiatrycznego. Nie tyle wewnątrz, ile z poczuciem ,że ocierają się o jego bramy , w stanie Otwartej Psychozy! Ważne jest bowiem wewnętrzne nastawienie do biegu Zdarzeń , Swojego udziału w nich , ich konsekwencji dla siebie , znaczenia dziejących się wokół wypadków , w zwykłym wymiarze dna codziennego , w drodze swego życia.
Co znaczy dla nas udział w takim przekroczeniu ? W trakcie doświadczenie wszystko tylko ulega niesamowitemu zwielokrotnieniu . Gdy się człowiek czegoś niejasno lęka , to lęk ten już w formie Realnego Strachu urośnie do Gigantycznych Rozmiarów, gdy coś go wprawia w stan zaciekawienia , czy zakłopotania, to uczucia te rozrastają się do takich rozmiarów , że sama ich wielkość budzi śmiech , w drugim wypadku zaniepokojenie. Śmiałem się ze skali własnego zaciekawienia efektem np. rozerwania ciągłości czasoprzestrzennej , by zaraz potem skoncentrować się na .....dojmującym uczuciu napięcia mięśnia twarzy , co zaraz wydało mi się taka przesadą ,że cała moja odbiorczość przesuwała się w pracę tego mięśnia / swoją droga właśnie wtedy to robiłem "dziwne miny", które niepokoiły El./ Zaraz potem otwierałem oczy i patrzyłem w niebo i jego Totalna Przestrzeń Wolności i Bezpieczeństwa [ trochę to tak , doświadczyć można Stanu Rzeczy takiego z jakim mielibyśmy do czynienia jako ...schizofrenicy, gdyby kiedyś zdarzyło by nam się zahaczyć taką wrażliwość].
/.../ W konkretach- gdy leżałem na konarze i przyglądałem się zieleni i kształtom traw postrzeganie nabrało charakteru dynamicznego . Nie poruszając się wyraźnie krążyłem wśród tych traw "jak np. mała muszka" . Nie traci się nieświadomego(!!!) wyczucia odległości , ale perspektywa staje się znacznie głębsza [ jakby mieć dostęp do wewnętrznego
ZOOMu] Zmieniane się płaszczyzny odbiorczości wrażeń . Zdałem sobie
"niemyślnie" sprawę , że jazda jest ostra i aby uniknąć niebezpieczeństwa "złego
obrotu zdarzeń" to przede wszystkim trzeba zejść z projekcji słonecznej . Nie połapałbym się bowiem, kiedy właściwie spaliłbym się na "raka". W takim działaniu, w tym stanie względnej niemyślnosci , rozjechania suportów obiektywnej stałości tego co nas otacza,
wydaje się wyjawiać owa strukturalna istota jednostkowej , naszej tożsamości . Nie jest jej podstawa Wola , nie jest nią Świadomość jako taka , nie jest nią zwartość Instynktów , czy Emocji , raczej jest to pewna wewnętrzna, mniej lub bardziej silna Energetyczna Forma zwana Wewnętrzną Mocą . Występuje ona bez korelacji z jej świadomościowymi
znaczeniami zakleszczonymi w Pojęciach . Nie można jej jednak przypisać ani Istnienia , ani osadzenia w
tzw, podświadomości , losie, mistycznej więzi z Bóstwem itd. Wszystko to są czysto pojęciowe , relatywne, Pewne i /lub/ Wątpliwe produkty ludzkiej świadomości . W tej Odmiennej Przestrzeni
nawet taka nazwa jak Energia wydaje się tu absurdem , wszystko to jest ty tylko ideologiczną / wyłącznie werbalną/ dyrdymałą . W każdym razie było jasnym ,że jestem bardziej właśnie Takim jakim Jestem , tego dnia , niż kiedy indziej . Natomiast mniej przekonujące byłoby stwierdzenie , że jestem opanowany przez "obce Siły" np. środka , co dla innych może być właściwe .
/.../Z jakimś dużym oporem zsunąłem się z pnia . Może trwało to zwykłą ilość czasu , ale wtedy wydawało się to jakimś wielkim przedsięwzięciem . Każdy ruch ciała, w jego fragmentach wydawał się zajmować odrębny interwał czasowy /...Postrzeganie ogranicza się wyłącznie do tej strefy, w której koncentruje się uwaga . Ta siła koncentracji jest gigantyczna . Normalna w zwykłym Czasie wydaje się wobec tego niezwykle rozproszona na odbiór synchroniczny wielu bodźców zewnętrznych , natomiast tamta kumuluje się punktowo . Pamiętam jeszcze ten szybujący , malejący i powiększający w różnej perspektywie parasol nieopodal wbity w ziemię . Za każdym razem inny . Cała reszta , poza punktem koncentracji znika, NIE MA . Nie ma też tego poczucia ,że mimo wszystko jest. Każde otwarcie oczu na ten sam obiekt wydaje się jego nowym odkryciem . Nie ma tego , czego się nie postrzega!, a to co się postrzega też nie wydaje się obciążane taką właściwością jak Istnienie, bo tym co się odbiera ...się właśnie JEST! / trochę tez tak jakby świat oglądany był przez lunetę , ale i obraz w niej był zarazem ....okiem obserwatora , a standardy zarówno lupy , jak i obrazu wciąż ulegały przemianie./
/..../ Przez długi czas, już siedząc na ziemi , nie mogłem sobie znaleźć miejsca . Każdy ruch wywoływał potężne, jakby niewspółmierne doznanie czuciowe , co jakoś mnie od niego odstręczała - potem zaś dziwiło mnie to odstręczanie. Stąd owe wahadłowe przytulanie się i oddalanie od El. Z jednej strony jakaś potrzeba bezpieczeństwa realizowana wtulaniem , a drugiej ta niechęć do jakiegokolwiek ucisku - w ciągu kilku sekund stała zmiana preferencji . Właściwie to i mnie "nienaturalna" wydawała się wszelka Stałość , stąd te rozkołysanie . Z wielkim trudem, jakby przygotowując się do odkrycia nowego pasma wrażeń - wydobyłem z
siebie... Słowa [przedtem wyraźnie koncentrując się na ....własnej jamie gębowej] Poprosiłem El. by odprowadziła mnie ze słońca- Zapytała z niedowierzaniem, czy źle się czuję? ...nie było co modzić...
powiedziałem o Istotnej Zmianie Śwuadomości. Właściwie nie była złą , może tylko za to że zdecydowałem się na tą jazdę sam . Może trochę zaniepokojona , z tym pytaniem "Co ma teraz robić?". Swoja drogą zdaję sobie dziś wyraźnie sprawę że wielu ludzi , właśnie El, S. , E., K., R., Bl., mM., takie doświadczenie
może silnie rozłożyć psychicznie Stosunkowo pożytecznie wykorzystałby to Wł., J. z Otr, H., Ge., Aa., Ar. /... / Powiedziałem El. że się "wyłączam" , i niech dba o to , by nic w ciągu godziny złego się mi nie stało . Biedactwo, nie wiedziała, czy ma cos robić, czy wręcz przeciwnie . Teraz wiem, że chodziło mi o to, by
może nic z zewnątrz nie wywołało u mnie poczucia zagrożenia, co mogłoby przesadzić o wartości tego doświadczenia /.../ Cała Ekspedycja Mojego Umysłu w Świat Zwielokrotniony w włączonymi receptorami indolopochodnymi [raczej z poszerzeniem światła ich bramek] swój dobry przebieg i ci istotniejsze swój dobry koniec w dużym stopniu zawdzięcza otoczeniu tych przyjaciół wśród których i zwykle czuje się dobrze . Dziś może lepiej rozumiem , jak bardzo
Są dla mnie ważni i jak ważna była ich obecność w ciągu tych 6 godz. {Bez stresów i bólów przeżyłem najazd ciągnika, burzę, ulewę i drogę do domu} Nie narazili mnie na wpływa żadnych złych energii. Byłem im za to ...zwielokrotnienie wdzięczny / przy grze z dyskiem/ Było to dla nich niepokojące /???/ Co ciekawe, teraz myślę, że w czasie tej drogi lepiej jest raczej ...nic nie mówić . Widząc jednak w nich ten niepokój początkowo starałem się ich uspokajać słowami , ulegały one jednak "jakiejś transformacji" i wychodziła z tego może jakaś drażniąca groteskowość , co ich chyba bardziej niepokoiło / nie rozumieli takiej teatralności bycia/ W S. Wywołało to może poczucie zagrożenia / na ganku/
/.../ El. podprowadziła mnie pod drzewo "Kontaktowałem" w tym czasie na tyle by np. poprosić El. o baczne zwrócenie uwagi na rozłożone rzeczy , by ich nie pogubić . Ja mogłem skoncentrować się tylko na Jakiejś Rzeczy! ,ale niemożliwością dla mnie było ujrzenie ich wszystkich i ocena czy za mną nie leży ich drugie tyle , lub że nie ma ich wcale. W ten sposób mogłem przerzucać wzrok z butów na okulary, potem na książki, na spodnie....i mógłbym to robić tak w kółko cały czas, już na początku gubiąc .....przyczynę zwracania na nie uwagi . Tak wylądowałem w cieniu , po drzewem . Potem El. przeniosła tam wszystkie rzeczy , czego czasu i momentu nawet nie zauważyłem , ot po prostu znalazły się pod drzewem!. Już później miałem wyraźne kłopoty, ze świadomym ubieraniem się . Widziałem but, widziałem okulary, ale nie chwytałem całego procesu ubierania . Utrzymać się na nogach było wyraźnie trudno, szczególnie w chwili, gdy zwracałem na to uwagę ....Wyraźne też jest to zerwanie sensownej komunikacji z Innymi / to właśnie przyprawiało mnie o chwilowy dyskomfort/ , może trwać to całą wieczność . Właściwie nie ma takiej logiki zdarzeń , która by przemawiała tam za jakimś ukończeniem tej podróży . Co więcej sama potrzeba jej zakończenie staje się kwestia wielce wątpliwą . W tamtym wymiarze rzeczywistość stając się inną, nie staje się przez to mniej realną czy też mniej prawdziwą Przesycenie barw, zmiany wymiarów obiektów , niezwykłe falowanie wszystkiego wokół np. niesamowity widok falujących łanów łąkowego ziela . Swoją drogą poprawie ulega zdolność widzenia jako taka.
/.../ Jeszcze tam na łące zwróciłem uwagę na powiększenie głębi trójwymiarowej przestrzeni np. powiększenie głębokości i wymiarów zegarka ,widok jego pulsującej tarczy , czy widok własnej skóry na przedramieniu o fenomenalnej wyrazistości każdego włoska , widok porów skóry otwierających się i zamykających w falowej metamorfozie przeistoczeń , jak "meksykańska fala " na stadionie. Stroszenie się i opadanie włosków- i znowu jak pod lupą z filtrem o zwiększonej , aż do granic wytrzymałości wzroku kontrastowości i pobłysku .
/.../ Jeszcze pod drzewem pojawili się S. i E. ....z kanapkami i napojem dla nas / wiem , że była to butelka 1l. żółtego napoju/ El. ich czymś zajęła . Kilkakrotnie przejeżdżał obok traktor z osprzętem . Huk przy tym dla mnie był taki , jakby samolot odrzutowy lądował na mojej głowie . Tutaj tez zbliżająca się fala przywalającego dźwięku niejednego pozbawić może spokoju . Warto wtedy ....odwrócić swoja uwagę [unikając uczucia jakby gąsienice wjeżdżały na czaszkę] Chłopi nam się przyglądali , ale obyło się bez ich interwencji w naszą i MOJĄ sytuację. Jeszcze niezwykłe kłopoty z jakimś ułożeniem się . Gdzieś tam starałem się sobie zapewnić komfort - w przeżywaniu tego dziwnego czasu- przede wszystkim oddechu , ale przyjmowałem przy tych próbach ...tak nienaturalna pozycję , że wydawało mi się że klatę mam jakąś przytłaczaną
, więc się wciąż wierciłem El. zapytała czy się chce czegoś napić . Nie byłem pewien , ale chyba tak I tak dostał mi się
ten Bulgoczący z przełyku monstrualnie żółty płyn - pamiętam , jak naturalnie poprosiłem El. o coś ....mniej żółtego do picia . Ta żółć mnie śmieszyła . Gdzieś tak jakoś chroniłem się przed spodziewanym udarem może , pijąc tego niesamowita ilość . Powrotnej drogi przez łąki [ zgodziłem się w jakiejś chwili z El.- czego uzyskanie wcale nie było proste - że jest mi zimno i podjąłem się tej niebotycznej wyprawy do domu ] nie pamiętam zbyt dobrze . Starałem się wyraźnie skoncentrować na ...pozytywnej percepcji , a więc patrzyłem na horyzont nieba , horyzont traw . Jakoś jasnym dla mnie było, że dopóki idziemy nic złego mi się stać nie może [ wtedy też ruch wokół jest naturalniejszy] - a po doświadczeniu na froncie pracy mogę iść droga choćby cały dzień . Była to dobra intuicja. Ruch był bowiem naturą przedstawiających się obrazów , a droga na nogach jakąś skanalizowaną i bezpieczniejszą formą tej Podróży / skoro nie mogłem usiedzieć w miejscu/ W uniesieniu mogłem El. wypowiedzieć tylko to słowo ZWIELOKROTNIENIE. WSZYSTKO inne wydawało się nieopisywalne . Daleko przed sobą chwytałem czasami pomniejszone figurki S. i E. .....Starałem się przede wszystkim skoncentrować swoją uwagę na czasoprzestrzennej obserwacji . Potem nadszedł deszcz . Było to już na szosie . El. wskazała mi na ziela, których poszukiwaliśmy wcześniej . Teraz wydało mi się to całkowicie nieistotne [ faktem jest , że w czasie tej podróży uświadamiałem sobie Bezsens Badań NTD, ich poronioną okrężność ] . Szedłem po chodniku, którego kostki , były ........olbrzymie , a cały chodnik wyginał się w łukowe sklepienie. Przerwy między kostkami stawały się wielkimi przepaściami , co było nawet ciekawe i niegroźne . Wyraźnie starałem się by nic nie wydało mi się groźne, nawet robaki, które na łące chodziły po mnie [co odczuwałem z dosadna wyrazistością ] przyjmowałem z rozczuleniem . Ot twory godne nieśpiesznego strącenia . /.../ W drodze na moja prośbę usiedliśmy na ławeczce , akurat przy "bozi" i powiedziałem sprawnie to co chodziło mi po głowie " El. , jak to zrobić , aby widzieć świat w jednakowy sposób?" Bez tego niemożliwe jest przecież podstawowe nawet porozumienie . Różnice w postrzeganiu tu zwielokrotnione dzieliły nas barierą całkowitej niekomunikatywności [ pomijając już fakt koncentracji w wymiarze łączącym wyłącznie podmiot z całą przestrzenią rzeczywistości , nieprzekraczalna staje się bariera ku uchwyceniu Stanu Rzeczy postrzeganych inaczej przez Innych. To, co by nas świadomie łączyło , niech to będzie choćby Język, wypruwany jest z postulowanego znaczenia, przestaje być Mediatorem] Stąd sugestia ,że i w wymiarze zwykłym wszelki sens , znaczenie , kontakt, porozumienie, idee wspólnoty etc. to chybione złudzenia Rozszczepionego naszego Umysłu.
Cała Podróż jest bowiem przemiana ilościową w rzeczywistości, a nie jakościową . Nie ma w niej niczego od podstaw nowego , może poza poczuciem oczywistego wtedy rozerwania wszelkiej więzi międzyludzkiej -przekroczenie schizofreniczne .
Lądując w domu , całkowicie przemoczony po ulewie- postanowiłem jeszcze nie udawać się spać. Nie chciałem przespać takich właśnie chwil tylko za cenę powrotu relacji współrozumienia . Zresztą to wcale nie było takie pewne, niepewność ta nie była jednak żadnym problemem . Wcale nie było dla mnie jasnym , czy będę chciał wrócić do świata standardowych wymiarów. To było jeszcze otwartą kwestią . Aktualnym problemem była niemożność
utworzenia zwartego w Czasie ciągu logicznego . Jakby kwintesencja i upostaciowienie przypadkowości, choć nie wydawało się to przypadkowe. Nie było problemu przypadkowości....
/.../Ten deszcz w trakcie tej drogi....Cóż za przyjemność , ciepła lawa /dosłownie/ zalewająca oczy, głowę , ciało. Cos fenomenalnego [ nie wiem nawet kiedy przemokły wszystkie książki, co potem w wyolbrzymionej postaci mnie jednak zaniepokoiło - jak to się mogło stać , że książki są Mokre!?] I ten ciąg , nadjeżdżających samochodów z przeciwka . Potężny ryk motorów . Mimo iż wyraźnie najeżdżały jakby na mnie , nie czułem żadnego zagrożenia jakoś wiedząc jednak, że ominą mnie o te 2 m. obok . Były gigantyczne i niesamowicie kolorowe . Inaczej bowiem postrzega się jednolite tła , inaczej obiekty kolorowe- przypominały wielkie plastikowe zabawki! Podobnie jak z traktorami, było to bardziej ciekawe niż niepokojące.....
/.../ Następny dzień.....Wstałem wcześniej . Pierwszy dzień pogody "na żyletę". Można będzie podchwycić trochę słońca przed zanurzeniem się w cień kamienic. Będziemy wracać ok. 16.00. Zdążyłem już wyrzucić wszystkie zioła na osłoneczniony płot. Niech się przesuszą , bo grozi im
zgnicie.....trzeba też by zmniejszyły swą objętość - wtedy jest szansa zabrania ich ze sobą . Trzeba jeszcze upchać w plecaku magnetofon. .....Siedzę właśnie przy naszym "placu pod ognisko" Nawet się wyspałem . Tej nocy spaliśmy na dole - rzeczywiście prawie nie dociera tam to pieprzone wycie TIRów.....Rano nie najlepiej się myśli.....rozespanie...skończy się też zaraz tusz w długopisie, ale coś jeszcze chcę utrwalić z tamtych zdarzeń.
.....ZWIELOKROTNIENIE...ma ono jednak cechy selektywne. Nie zawsze jest to zwielokrotnienie w wielkość , np. samochody, chodnik, drzewa, czy opisywane rzeczy małych rozmiarów wydawały się znacznie powiększone, podczas gdy figurki S. i E. w każdej perspektywie były pomniejszone. Przemiennie była postrzegana El. Nie jest to kwestia halucynacji. Słowo to w żaden sposób mi nie współgra z całością doświadczenia. Nie jest tak , że widzi się coś nowego, inne obiekty, Widzi się to co zwykle , ale w wielce odmienny sposób - Inny jest Obraz Stanu Rzeczy . Co więcej - nie da się powiedzieć , że jest to postrzeganie nienaturalne . pewne wymiary postrzega się w sposób pełniejszy, inne ulegają pomniejszeniu, lub zanikowi [ to co nie weszło w pole percepcji] , inne jeszcze w trakcie takiego doświadczenia ulegają wyjawieniu.
Są to wymiary , a nie obiekty, czy fakty....Przynajmniej przy tym medium, i
takiej jego ilości. Widzi się to co jest , ale w pewien ściśle określony sposób zmodyfikowane. W przypadku osób może być to mnożnik np. Osobowości, a ogólnie mnożnik posiadanej wewnętrznej energii. W czasie tych 6-8 godz. wyraźniej objawiły się mi niewychwytywalne do tej pory przeze mnie cechy Istoty otaczających mnie przyjaciół [ także i ja im objawiłem się w sposób odmienny pewnie] Czy można nazwać kwintesencja jestestwa? Nie to za dużo powiedziane, raczej jeden z możliwych wymiarów . Być może jest ich nieskończona ilość, ale na pewno nie jeden . Może to zresztą tylko inna esencja , ale ograniczona do subiektywnego, w tym wypadku mojego postrzegania? [otwarcia odmiennych kanałów przekaźnikowych] Jest to też może dotarcie do jakiegoś wnętrza zjawisk zewnętrznych Przebieg doświadczenia , jak i każdego innego ma charakter relacyjny.....Trudno przecież pisać o tym , co ujrzałem . Niech zostanie to tajemnicą mojego Umysłu. Ogólnie wszystkim potrzebna jest jakaś opieka, Opieka Dobrej Energii, której jakąś cząstkę każdy w sobie nosi .
/.../Pamiętam to przejście przez szosę do domu [ poprzedniego przejścia na drugą stronę ulicy nie pamiętam bo akurat zajęty byłem forma czasoprzestrzeni , no i byłem prowadzony przez El. ] Nadjeżdżały samochody. Wyraźnie zmieniała się mi perspektywa, a byłem już wtedy sam! Zmiana ta jednak nie była jakoś groźna , mimo że miałbym niemałe kłopoty z określeniem odległości między obiektami. Jakimś innym zmysłem , a nie wzrokiem- byłem pewien ze są one w oddaleniu. Wtedy, gdy zaczął już padać deszcz, nalegałem by El. schroniła się pod parasolem - sam nie załapałem że służy do ochrony przed deszczem , ale zwróciła mi na to uwagę! Chłonąłem...tą rozkosz spływającej po mnie wody- Poprosiłem by pobiegła do domu. Faktem jest że w domu dziwiłem się , dlaczego.....jestem mokry? , a już zupełnie nie mogłem pojąć dlaczego "uwodnione" są książki . Poszedłem na górę się przebrać...w zasadzie działałem poprawnie, chociaż zaraz wszystko wycinane było z pamięci np. zastanawiałem się zaraz potem , po co zmieniłem spodnie?...Przecież właśnie te miały służyć mi w podróży powrotnej. I dlaczego te drugie są mokre? Zdziwiłem się tez gdy zaraz potem już nie wiedziałem po co znalazłem się na górze i dlaczego już korzystam z wyjazdowej koszuli [ dotychczasowe ubranie było jak z jeziora, a miałem tylko 2 zmiany ubrań] Moje odłączenie od zwyczajnych wymiarów dopiero w domu dotarło do S. i E. i podziałało na nich piorunująco / albo było to tylko moje odczucie /. Źle się wyraźnie czuli . Z ogromna niepewnością w trójkę zorganizowali resztę dnia , o co ich prosiłem. Trochę im może tego nie ułatwiałem , mimo że się starałem tak jakoś . Wszystkie czynności wywoływały we mnie śmiech.......wydawały się tak nieważne. Zrobiono mi jednak kanapki - no i normalnie nie mogłem przełknąć nawet jednej z nich - Kęs stawał się wielka gulą zapychającą w przełyku . Niesamowity był tez widok ogromnych , regularnych porów w kromce chleba [tak więc zamiast jeść zacząłem je obserwować] /../ teraz sprawdziłem....zwykle są właśnie nieregularne b mocno. Wtedy wyglądały tak samo jak spodnia strona kapelusza grzyba "Żagiew Morwowa" , Co więcej geometryczne układy tych porów , falowo się przemieszczały w obrębie zewnętrznej formy . Przełknięcie kęsa tej kromki stawało się nie lada sztuka dla woli ....i to odczuwanie całego przewodu pokarmowego , przez który ten kęs przechodził . ......Ta chwila przy stole była najbardziej mętna , gdy wszyscy milczeli i nie wiedziano co robić dalej / podobno El. próbowała nawiązać jakąś neutralna rozmowę ze S. i E. , ale ja im wciąż przerywałem niezrozumiałymi dla nich stwierdzeniami - mnie zaś porażała błahość ich słów - jakoś czułem , że chcę im zdać ta relacje z "objawienia istoty rzeczy!?!?" - oczywiście było to niespójne, zaczynałem zdanie i już w połowie przychodziło mi do głowy coś zupełnie innego, po czy początek szedł w niepamięć. Wyglądało to więc tak . że wciąż im tylko przerywałem . Wreszcie pomyślano o plażowym różowym dysku S. Decyzyjność tej chwili wydawała mi się nieporadna , jednak w czasie gdy ja nie mogłem wydobyć z siebie żadnego ciągu zdaniowego, bez popadania w ..zachwyt, zakłopotanie, nad jakimś wyrazem tego zaczętego dopiero ciągu- potrafili dobrze zorganizować ten czas już bez awarii. Czułem się w tym dobrze i uniknęliśmy wielu potencjalnych
"zgrzytów między światami", które mógłbym wyprodukować . W "kółko" grało mi się niespodziewanie sprawnie [ lepiej niż dzień wcześniej - może to skutek selektywnej koncentracji] Skupiała też w przerwach "po kolejce" feeria barw o niesamowitym nasyceniu .....zieleni roślinnej , "płonącego" różową barwą dysku, lazuru nieba,
niezwykle bogatej rzeźbie tynku na domostwie, białych i szarych chmur . W którymś momencie pojawiła się kwestia uproszczenia punktacji - właśnie w chwili , gdy poczułem przesyt grą . El. coś o tym wspomniała -wyraźnie łącząc świadomość wszystkich w sobie - może przez wyrazisty odbiór wewnętrznych stanów wszystkich - Wtedy to oczywiście mi do głowy nie przyszło. Od razu jednak Sprawa Punktacji wydała się mi zadaniem nie ....do rozstrzygnięcia . Nic jednak nie mówiłem . I rzeczywiście po krótkiej chwili tą grę ukończyliśmy /.../ W tym czasie , gdy docierała do mnie informacja o "głębszych warstwach osobowości" osób mnie otaczających [subiektywna]- podczas gry jakoś tak uważnie obserwowałem ich ruchy przy każdym rzucie - byłem podobno nienaturalnie serdeczny wobec nich - podobnie jak wcześniej, zaraz po powrocie z łąk , gdy siedzieliśmy na werandzie - właśnie - ta wyolbrzymiona chęć zapewnienia im poczucia bezpieczeństwa .
Inny epizod - z moimi myślami o potrzebie powrotu / choć na chwilę/ - tak na próbę- do świata widzianego ich oczyma . W tym myśleniu - a zastanawiałem się już na łące, pod drzewem - dawała się zauważyć swoista wahadłowość biegunowych myśli.....gdy myślałem już w jakiś sposób o tym....zaraz konstatacja ta wydawała mi się zbyt radykalna ; i z równym zaciekawieniem gotów byłbym przyjąć kontr tezę ,która wcześniej wywołała cały problem . Oczywiście póki ona nie stała się zbyt dominująca. Dotyczyło to np. konsekwencji podjęcia się całego tego doświadczenia . Jedną z jak najbardziej możliwych było ukończenie go w Szpitalu psychiatrycznym z objawami niewygaszonej Schizofrenii , potrzeby lub braku potrzeby powrotu do systemu pracy , łączności , czy też niełączności z
domem-matką [ gdy przyjdzie zaliczyć Szpital - jak zmieni mi się zwykły wymiar?] , odrzucenia , czy też rozwijania NTD [ tutaj z biegiem czasu skłaniałem się ku zachowaniu większego dystansu do szybkiego jej rozwijania] , potrzebie wygaszającego snu, czy też wręcz przeciwnie , jego odpychania [ jako motywowanego strachem]- bo czego nie zobaczę właśnie w takiej chwili , tego mogę już nie ujrzeć w ogóle. ....Gdzieś jednak z każdą godzina zacząłem zdawać sobie sprawę , że mózgownica już nie zejdzie z tych szaleńczych obrotów i właściwie wcale nie było dla mnie niewątpliwym , czy kiedykolwiek zasnę. .......i czy tego rzeczywiście chcę! To swoiste napięcie wewnętrzne - zostać przy fascynującej , boskiej , ale jednak samotnej schizofrenii, czy też powrócić do wspólnoty moich przyjaciół w świat spłaszczony, stonowany, niemyślny, i tak beznadziejnie szary. Pozostać w zespoleniu z całą otaczającą mnie przestrzenia a poza Logosem. czy znów odszczepić swoją świadomość ratując Ludzki sens????
/..../ Jeszcze ta głębia trójwymiarowości - co więcej obrazy wcześniej dwuwymiarowe , np. obrazek "matki boskiej" stawały się trójwymiarowe - stąd moja próba ujęcia w dłonie jej korony [ choć zdawałem sobie sprawę z niezwykłości postrzegania] Swoją drogą nie czułem z tego obrazka żadnej energii . Podkreśla to subiektywny odbiór stanów rzeczy w tym czasie , dla większości populacji byłoby bowiem inaczej . Błędna jest hipoteza , że Podróż ma w swej istocie charakter mistyczny . Jest ona taka , jakim jest w innej- niż zwykła - perspektywie , człowiek , który się jej podjął . Ważne są obiekty wokół niego i jego relacja do nich , całe otoczenie. Odcinana jest więź logistyczna , uwypukleniu ulega behawioralny charakter relacji z otoczeniem. .
/..../ Z czasem chciałem już wracać , Nie była to jakaś decyzja woli lub umysłu , raczej przeobrażenie wewnętrznej energii. Wtedy bowiem każda myśl wydawała mi się równie dobra. Jedynie przez chwilę jeszcze przy kłodzie drewna próbowałem się jakoś otrząsnąć z tej logicznej nieporadności, gdy mieliśmy przejść pod drzewo, a ja się wciąż nie mogłem zdecydować kiedy. . Wszystko mogło być tak , lub tak. Żadnego myślenia , w znaczeniu budowania konsekwentnych ciągów logicznych , choć samo zachowanie jakkolwiek mocno niezborne przypadkowym i nietrafnym nie było. Nie było żadnej kwestii, poza tymi na które zwracałem uwagę, a gdy to uczyniłem , przestawały być kwestią. stawały się doznaniem....
/..../Od El. dowiedziałem się ,ze tego dnia S. miejscami był na mnie wściekły, coś nawet wspominał o rozejściu się dróg. Tego tamtego dnia nie wyłapałem ......myślę ,że mu przejdzie.
/.../ Tamtego dnia mieliśmy jeszcze ognisko. Wiem ,ze bez problemów udało się S. je rozpalić - rajskie / to właśnie wydaje się odpowiednim tylko słowem/ refleksy tego płomienia , dosadność niezwykłej estetyki barw, niesamowita rozdzielczość szczegółów , powiększone i przepiękne otaczające go cegły - To właśnie ów piękny świat, jak z dziecięcych filmów nowej generacji o Raju. Zwielokrotnienie przestrzennej głębi pniaków pod ławką . Nawet i robale były przeogromne i tak tłuste, połyskliwe, ale wcale nie odrażające. Nie
wahalbym się brać je po prostu w ręce ,ale wtedy nie było ku temu kontekstu /.../Właśnie z biegiem czasu, przy ognisku zacząłem już jako tako kontaktować z regułą logiczną i pamięcią, choć jeszcze długo pozostały ze mną efekty percepcyjne Tamtego wymiaru , a najdłużej utrzymywała się powiększona perceptywność Energii wysyłanej przez Innych i całe otoczenie. Dotyczyło to np. wypowiedzi , które padały przy ognisku . Dopiero wtedy zorientowałem się, że najlepszą formą współdoświadczenia tego Czasu jest ..milczenie. Byłem wtedy znacznie mniej niepokojący . Inne są rozumienia padających słów , znaczenia czynów niż te, których bym się wtedy spodziewał . Przez ten brak dystansu do wszystkiego co otacza i do siebie przede wszystkim nie można dobrze ocenić jak dane słowa mogą być ocenione przez Innych , a wtedy są one tylko Doznaniami , nie mają znaczenia! podczas gdy zwykle mają i stąd te ogromy artefaktów i nieporozumień . Nie mogłem sobie przypomnieć jak rzeczywistość może wyglądać poza podróżą . Niejasno już zdawałem sobie sprawę kiedy może nadejść jej kres - po zaśnięciu- więcej więc patrzyłem i słuchałem . To co słyszałem wydawało mi się monstrualnie niedorzeczne, a to co widziałem , zwykle określone by było jako deformacja postrzegania . Dla mnie takim nie było .
Ocuciła mnie też trochę ogniskowa kawa i herbata - wtedy chyba poczułem, że i S. chce się mną zaopiekować , gdy jestem w tak dziwnym stanie -już się nie lękał . Pamiętam że jednym z pierwszych, już kontaktowych
moich zdań było "Chciałbym wam cos powiedzieć, ale myślę , że jeszcze nie mam dystansu do tego o czym chcę wam powiedzieć , a co się wydarza. [ lub nie wiem czy go mam] , a więc nie mogę wam powiedzieć" Nie wiedziałem też za bardzo , jak wcześniej uspokoić ich przed czymś [ moim zachowaniem] bez popadania w groteskowe przejaskrawiania swoich reakcji.
/.../Do tego ta odbiorczość nie wypowiedzianych przez nikogo myśli - nie są to myśli w formie pojęć ,są to raczej pewne energetyczne formy , które za moment w ustach Innych znajdą swe spełnienie . Nie za bardzo się nad tym koncentrowałem . jakoś było dla mnie jasnym, ze najbezpieczniejsza dla naszych relacji forma tego czasu będzie taka ,jeśli skoncentruję się głownie na postrzeganiu zjawisk - tej feerii nowych barw i niezwykłych form [ wtedy już bez elementu ruchu , zanikał on w czasie drogi z łąki do domu] Nikomu to nie zaszkodzi, a nie byłem w stanie ocenić konsekwencji czynów wobec innych więc ich zaniechałem /.../ W ogóle nie odczuwałem głodu / brak też tego nienaturalnego i w sumie szkodliwego dla organizmu nadmiernego łaknienia , który towarzyszył mi ostatnio w Mieście/ Zbyt dobrze się odżywialiśmy wcześniej bym miał z tym problemy Po ognisku zdołałem się jeszcze wykąpać - w miarę już załapywałem logiczny ciąg czynności - przestawały być one tak bardzo rozerwane i niekoherentne. Wszystko powoli znowu zaczynało być sensowne lub niesensowne S. myślał , że całość jest efektem użycia jakiejś wzmocnionej Trawy. Oj, żeby zdawał sobie sprawę , jak niełatwo było utrzymać taka równowagę zewnętrzną , aby tak mogło mu się tylko wydawać . W zasadzie zaprzeczyłem wszelkim jego przypuszczeniom- wiedziałem, że znajdę zadowalające wyjaśnienie, ale dopiero wtedy , gdy zajarzą się standardowe wiązania międzyneuronowe w mózgu. ....Może więc niech lepiej myśli że jest to szybki efekt naszych poszukiwań wśród pól i łąk. . W łóżku przy El. już zacząłem jako tako wiązać zdania, ale wciąż ulatywała mi główna myśl , która miała być w nich zawarta. Natomiast przejeżdżające TIRy grzmiały jak przelatujące Airbusy /.../ No i objawił się problem wyciszenia przeciążonego już umysłu i zaśnięcia . Gdy bodźce zewnętrzne przestały docierać , w zasadzie wszystkie efekty zmienionej percepcji wyblakły . Była to już godz. 20.30 /8 godz. podróży/, ale wyraźnie czułem , że
mam wywalone wszystkie klapki w niektórych receptorach mózgu. To zjawisko pozwoliło odkryć nowe przestrzenie ludzkiej świadomości m.in. ujrzeć na deskach podłogi odrywający się od niej przezroczysty całun geometrycznej ornamentyki , poruszania się przestrzeni między deskami , gdy jakaś powłoka na stabilnej brązowej barwie po niej spływała . Ciekawe, i wszystko to co zostało tu w sposób mniej lub bardziej pełny zapisane . Nocą jednak wyraźniej uzmysłowiłem sobie alternatywę - albo fantastyczna psychoza , albo istnienie wśród ludzi , z całym tego brzemieniem. Do powrotu przygotowaniem było przymkniecie tych wszystkich bramek . A sen jednak nie chciał nadchodzić - trwało to zawieszenie między światami ok.3-4 godz. El. już spała , a ja zdawałem sobie sprawę , że jeśli obudzę się dnia następnego z tą wyostrzoną perceptywnością , to w ogóle powrót może być utrudniony . Wciąż tez chodziło mi po głowie, czy jakimś swoim zachowaniem nie zraziłem ich do siebie , ale nie pamiętałem nic poza tym na co zwróciłem w ciągu tych wszystkich godzin uwagę [ te klapki mogłyby się równie dobrze nie zamknąć nigdy- w skrajnych indywidualnych przypadkach tak przecież bywa] Chciałem poprosić El. o Bellargot
wracający mocny i głęboki sen , ale nie chciałem jej za bardzo niepokoić budząc ze snu -
propozycją kolejnego walnięciem w swoją czaszkę "sterownika
neuronalnego" ....A sen nie nadchodził .....W mózgu aż huczało od kosmicznych obrotów ...aż przyszedł mi do głowy
KTTN- który i tak należało wziąć . Walnąłem potężny łyk ......i wszystko zaczęło się uciszać ........ZASNĄŁEM.
|