|
Najważniejszym
elementem wszystkich wojennych wtajemniczeń Indoeuropejczyków było
uzyskanie magicznej siły, która ciało czyniła odporne na ból,
wysokie i niskie temperatury, dawała wielką moc fizyczną, niwelowała
strach przed śmiercią i zapewniała nieśmiertelność. Zewnętrznym
objawem tej siły było zjawisko świetlne - łuna otaczająca głowę i
ramiona walczącego herosa, wewnętrznym - uczucie wielkiego gorąca, żaru,
kumulacji energii. Jednym z efektów owych praktyk było doświadczenie
religijne - mistyczne spotkanie z wewnętrznym światłem (Jaźnią).
"Do
granic śmierci doszedłem i progów Prozerpiny dotknąłem, a wróciłem
przez bezdnie wszystkich żywiołów. W głębokiej nocy widziałem słońce
ślepiącym blaskiem jaśniejące, patrzyłem w oczy potęgom piekielnym
i niebieskim potęgom i do stóp ich czołem uderzyłem. Usłyszałeś
tedy, ale choć-eś usłyszał, trzeba, abyś nie rozumiał".
Ten
unikatowy w piśmiennictwie starożytnym opis umieścił w swojej powieści
Metamorfozy czyli złoty osioł Apulejusz (Aulus Lucius) z Madury
(Afryka rzymska), urodzony w 129 r. n.e. Lucjusz, bohater owej powieści
zamieniony przez czarownice w osła (= motyw wędrówki dusz), po wielu
przygodach odzyskuje swą ludzką postać i zostaje wtajemniczony w
niezwykłe misteria. Kulminacyjnym punktem tego typu obrzędów było
nagłe objawienie świętych przedmiotów, pojawiających się w ostrym
świetle (epopteia), "wśród oślepiającego ognia". W
najsłynniejszych misteriach, które odbywały się w Eleuzis w Grecji,
oznajmiano w takiej chwili, że oto "dostojna Brimo (Potężna)
powiła świętego syna imieniem Brimos (Potężny)", co oznaczało
powtórne narodziny wtajemniczonego, utożsamionego z unieśmiertelnionym
przez Demeter Demofonem.
W
misteriach starożytnych (Zeusa na Krecie, Dionizosa, Kabirów, Korybantów
itd.) chodziło o klasyczną ideę inicjacji - "powtórnego
narodzenia przez śmierć", a więc o doświadczenie traumatyczne.
Misteria owiane były mgłą tajemnicy, za ujawnienie ich treści
profanowi groziła śmierć. W Eleuzis w okresie dwóch tysięcy lat
trwania owych rytuałów wtajemniczeni zostali w nie członkowie niemalże
całej greckiej elity, pisarze i filozofowie, później zaś liczni
Rzymianie.
Apulejusz
z Madury pobierał nauki w Kartaginie i w Atenach. Był filozofem gustującym
w doktrynach neoplatońskich zmieszanych z elementami myśli Pitagorasa.
Ciekawy świata i rzeczy ukrytych, w trakcie swych podróży po Grecji i
Wschodzie, został wtajemniczony w rozmaite misteria. W powieści Metamorfozy
umieścił dość szczegółowy opis tych ceremonii, a także jako
jedyny z pisarzy starożytnych ujawnił ( w sposób symboliczny) najgłębszy
sens wtajemniczeń - spotkanie z wewnętrznym światłem, dzięki któremu
dokonuje się całkowita przemiana osobowości mista, a on sam uzyskuje
zbawienie i nieśmiertelność.
Co
to oznacza? Czy dziś jesteśmy w stanie zrozumieć w pełni wstrząsającą
starożytnymi ludźmi głębię tego religijnego doświadczenia?
Od
wielu lat szereg amerykańskich uczonych i lekarzy prowadzi badania nad
doznaniami z pogranicza śmierci, tzw. NDE (ang. near death
experience). Pisali o nich m.in. Raymond Moody (autor słynnych książek
Życie po życiu, W stronę światła), Carol Zaleski (Otherworld
Journeys), M. Morse i P. Parry (Przemienieni w światło, Bliżej
światła). Utworzono nawet specjalny program badawczy pt.
"Studia w Seatle" i powstało “Międzynarodowe
Stowarzyszenie do Badań nad Doznaniami z Pogranicza Śmierci" (International
Association of Near Death Studies, w skrócie IANDS). Jak wynika z
dotychczasowych badań, umierający ludzie doświadczają szeregu
powtarzalnych wrażeń takich jak: uświadomienie sobie własnej śmierci,
spokoju i braku poczucia bólu, przeglądu całego swojego życia oraz
niechęci do powrotu do życia. Najczęstszym jest jednak przeżycie
tzw. OBE (out of body experience), czyli przebywania poza ciałem
oraz wrażenie przechodzenia przez tunel. Wiele osób ma doznania
spotkania ludzi przy końcu tunelu oraz spotkania ze Świetlistą Istotą,
którą utożsamiają z Bogiem, Jezusem, Allahem lub Buddą. Interesujące
jest również to, że doświadczenie NDE powoduje całkowitą zmianę
osobowości u pacjenta. Ujawniają się u niego również nieznane
uprzednio zdolności paranormalne - telepatia, prekognicja, wieszcze sny
itp. Ci, którzy doświadczyli NDE stali się osobnikami bardzo zrównoważonymi,
spokojnymi, kochającymi życie, pracowitymi i co najważniejsze - całkowicie
utracili lęk przed śmiercią. Doznania owe mają uzdrawiającą moc.
Dla
naszych rozważań istotne jest doświadczenie wewnętrznego światła.
Jest ono uniwersalne i dotyczy całego gatunku Homo sapiens sapiens,
bez względu na rasę, płeć, wiek, uwarunkowania kulturowe czy też
wyznawaną religię. Czytając relacje ludzi, którzy powrócili do życia
po przebyciu etapu śmierci klinicznej, nie sposób nie zwrócić uwagi
na analogiczny do starożytnych inicjacji sens tego przeżycia, jego
charakter.
Inicjowani,
tak jak Apulejuszowy bohater Lucjusz, byli poddawani wstępnym ćwiczeniom
i przygotowaniom, np. dziesięciodniowemu ścisłemu postowi. Często w
grę wchodziły także inne praktyki wyczerpujące ciało adepta -
biczowanie, umartwianie ciała itp. , a także medytacje. Badanie efektów
tych ćwiczeń prowadzone w amerykańskich laboratoriach (patrz: R.
Master, J. Houston, The Varieties of Psychedelic Experience, New
York 1966), wykazały, że wywołują one zmiany w składzie chemicznym
ciała. Te zaś są przyczyną zmian stanu psychicznego, co ma
podstawowe znaczenie w wywoływaniu przeżyć religijnych. Post powoduje
niedostatek witamin i związków cukrowych, co z kolei doprowadza do
obniżenia selektywnej funkcji mózgu poprzez zaburzenie odbioru sygnałów
z otoczenia. Biczowanie wyzwala histaminę, adrenalinę i toksyczne
produkty rozkładu białka, które działają w sposób halucynogenny -
analogicznie jak narkotyki. Następuje wówczas odwarunkowanie
orientacji w rzeczywistości i rutynowych kategorii lingwistycznych, za
pomocą których myślimy i które stanowią tzw. filtr percepcyjny.
System wartości dominujący w poprzednim życiu ulega
"zawieszeniu". Doświadczenie mistyczne ujawnia się w takich
przypadkach w przeżyciu poczucia jedności i stapiania się z
rzeczywistością ponadnaturalną oraz utratą poczucia czasoprzestrzeni
i własnego “ja”. Najistotniejszym elementem doświadczenia
mistycznego jest spotkanie ze światłem wewnętrznym. Zanim zajmiemy się
relacjami z przeszłych epok sięgnijmy po te, które dotyczą ludzi nam
współczesnym. Przytoczmy je za R.E.L. Mastersem i J. Houstonem.
"Wokół
mnie i przeze mnie przepływało Światło, miriady rozproszonych
drobniutkich kryształów, które kłębiły się w rozżarzonych do białości
obłokach. To Światło przeniosło mnie w jakąś Ekstazę poza ekstazą..."
(kobieta, lat 49).
Mężczyzna,
lat 52, mówił o "białym, świetlistym ogniu". Kobieta, lat
około 60, stała się "rozproszonym światłem, które ukształtowało
się w coś błyszczącego, sypiącego iskrami, wibrującego - potem to
wybuchło - wyrzuciło z siebie oślepiające promienie - każdy z nich
mienił się mnóstwem barw, złotą, purpurową, szmaragdową, rubinową
- i każdy promień naładowany był prądem - emitując błyszczące Światło
- to była ekstaza, przestało istnieć poczucie mojej własnej tożsamości.
Odczucie czasoprzestrzeni znikło. Tylko świadomość Bytu".
Przykłady
można mnożyć, ale ich sens jest w gruncie rzeczy taki sam.
"Ja" rozpływa się w jakimś nieskończonym bycie. Procesowi
temu prawie zawsze towarzyszy wrażenie podmiotu, "jakby porwał go
strumień nadprzyrodzonego światła".
Relacje
takie odnotowywujemy we wszystkich systemach religijnych. I to od wielu
tysięcy lat. Sądzę, że z tego typu doznaniami należy wiązać
zabytki z epoki kamienia określane jako dowody istnienia tzw. kultu słońca.
Miedziane, złote, bursztynowe i kościane tarczki - amulety i pektorały
znajdowane w bogato wyposażonych grobach świadczą, że pochowani w
nich ludzie (zazwyczaj szamani lub przywódcy rodowi, plemienni)
przeszli przez głębokie inicjacyjne doświadczenie spotkania z wewnętrznym
światłem. Sądzę także, iż występujący sporadycznie na terenach
Europy w środkowej i młodszej epoce kamienia obrządek ciałopalenia,
który nabrał ogromnego znaczenia i popularności w epoce brązu i trwał
w niektórych rejonach naszego kontynentu aż do chwili zwycięstwa
chrześcijaństwa - również miał istotny związek z tymi mistycznymi
przeżyciami.
Przypatrzmy
się, jak to zjawisko manifestowało się w religiach Egiptu i Eurazji.
W
starożytności nad Nilem wierzono, że zmarły po śmierci staje się
Ozyrysem, a więc bogiem. Ozyrys był natomiast "nocnym słońcem"
w zaświatach. Wedle Księgi Anduat jego ciało było zarazem ciałem
boga słońca - Re. A ten ostatni przewoził na swojej niebiańskiej
barce dusze zmarłych w zaświaty. Sam zaś był wielkim zmarłym, który
codziennie umierał, aby rankiem następnego dnia zmartwychwstać.
W
scenie Sądu Zmarłych znajdującej się w ramessydzkim grobowcu
Nechtamona (nr 341) widnieje figura uskrzydlonego "anioła"
otoczona jaśniejszymi smugami, które sugerują
"promieniowanie" bijące od bóstwa. Prawdziwa postać boga ma
niewyraźne kontury opromienione oślepiającym blaskiem.
W
wyniku skomplikowanych rytuałów koronacyjnych faraonowie stawali się
bogami. Za takich w każdym bądź razie ich uważano. I, rzecz ciekawa,
utożsamiano ich z bogiem słońca Re. Dla przykładu, Ramzes II jest
"wizerunkiem Re, który oświeca świat tak jak tarcza słoneczna".
Merenptah jest "słońcem ludzkości, które odpędza ciemności od
Egiptu". Czytając tego typu tytulaturę, natrętnie przypomina się
określenie, jakiego używano w stosunku do władcy Francji Ludwika XIV
- "króla - słońce" lub też, jeszcze tak niedawno,
wypisywane czołobitne teksty pod adresem generalissimusa Stalina -
"słońca ludzkości". Te skojarzenia są jednak mylące, gdyż,
jak już o tym pisaliśmy poprzednio, w głębokiej przeszłości istniały
królewskie ryty inicjacyjne.
Inicjowany
Lucjusz z powieści Apulejusza, po przeżyciu doświadczenia wewnętrznego
światła, o świcie następnego dnia został ubrany po nabożeństwie w
12 świętych sukien kapłańskich (= symbol 12 miesięcy). W rękę włożono
mu płonącą pochodnię, a na głowę wieniec z jasnych liści
palmowych. I kiedy tak stał "ustrojony niby posąg słońca,
odsunięto nagle zasłony" i ukazał się oczom zgromadzonego tłumu
wiernych, którzy przez trzy dni obchodzili uroczystości "urodzin
wtajemniczonego". Lucjuszowi utożsamionemu z Heliosem, bogiem słońca
oddawano cześć. Czy jemu? A może, co jest znacznie bardziej
prawdopodobne, mistycznemu światłu, które się w nim objawiło?
W
starożytnym Egipcie, jak twierdzą rzeczoznawcy, wielka rewolucja
religijna, jaką zainicjował faraon Echnaton (zm. ok. 1358 r. p.n.e.),
była próbą przekształcenia henoteizmu w monoteizm. Ciemna kraina bóstw
zmarłych (Ozyrysa i Sokarisa) została włączona w świetlisty krąg
boga słońca – Atona, a następnie wręcz wyrugowana z wizji świata.
Sens krótkotrwałej rewolty określił zwięźle i trafnie egiptolog
Erik Hornung słowami: "Nie było boga poza Atonem, a Echnaton był
jego prorokiem". Czy prorok ów doświadczył spotkania z
mistycznym światłem? Tego nie można wykluczyć zważywszy na wrażliwy,
neurasteniczny charakter władcy i jego osobiste zaangażowanie w sprawę
religijnej reformy. "Śpisz, dzięki czemu się budzisz; umierasz,
dzięki czemu żyjesz", powiadają Teksty Piramid. Wedle
nauk Hermesa Trismegiostosa (II - III w. n.e.), jeśli człowiek nauczy
się patrzeć na siebie jako na uczynionego z życia i światła - powróci
do życia.
W
irańskiej religii Zaratustry, mającej swe prapoczątki w okresie
neolitu, mówi się o bezwzględnej walce Dobra i Zła, Światła i
Ciemności. W Persji ukuto termin farr (pers. "blask,
wspaniałość, chwała"; awest. xvarenah - "sława,
wielkość, blask, charyzma"). Była to sakralna, charyzmatyczna właściwość,
którą bogowie mogli obdarzać śmiertelników, głównie władców. Farr
miał uzdrawiającą, dobroczynną moc, która czyniła człowieka potężnym,
niezwyciężonym i bogatym. Moc ta ukryta była w głębinach wód
"morza" Wourukasza (awest. "O Szerokich Zatokach").
Mogła opuścić człowieka odlatując od niego w postaci ptaka waregna
(sokoła?). Przedstawiano ją również w postaci złotego barana, co ma
swoje analogie do Złotego Runa z mitów greckich i kultu runa u Hetytów.
Bóg
Ahura Mazda posiadał farr w najwyższym stopniu. "Płomień"
wystrzeliwał również z czoła boga słońca Mitry. Jako słoneczne światło
emanował z głów władców. Wedle podań irańskich matka przed
urodzeniem Zaratustry otrzymała jego farr. "Przez trzy noce
ściany domu wyglądały, jakby były z ognia" (Zatsparama
5). Prorok ów miał zostać spłodzony przez rodziców, gdy zażyli
haomę (święty halucynogenny napój) zmieszaną z krowim mlekiem.
Narodzone dziecko miało promieniować niezwykłym światłem. Haoma,
jak twierdzono, była bogata w xvarenah, ognisty, świetlisty
fluid, ożywiający i spermatyczny. Była ona napojem nieśmiertelności,
który kapłani wypijali podczas ceremonii. Stan maga można było
uzyskać przede wszystkim poprzez ofiarę z haomy.
Istniało
przekonanie, że xvarenahem obdarzony jest każdy człowiek, a w
dniu ostatecznej odnowy i przemiany "wielkie światło wydające się
emanować z ciał, będzie ciągle na tej ziemi" (Zatsparama).
Błyszczący nad świętą górą farr ma być zapowiedzią
pojawienia się Saoszjanta, odkupiciela cudownie zrodzonego z nasienia
Zaratustry. Dodajmy na koniec, że "Jima Błyszczący Król"
czyli Dżamszid, miał być mądrym, sprawiedliwym władcą, żyjącym w
złotym wieku Irańczyków. Jednakże stracił xvarenah ze względu
na swą pychę i zginął przecięty na dwoje. Ów Pierwszy Król głosił
kłamstwa i dlatego, wedle mitów perskich, utracił nieśmiertelność.
W
całym świecie starożytnym istniało przekonanie, że kto doświadczył
bezpośredniego kontaktu z bóstwem (= wewnętrznym mistycznym światłem),
ten jest zbawiony i nieśmiertelny, a więc równy bogom.
"Ja
sam także leżałem bez zmysłów na pobojowisku i doświadczyłem w
tym stanie niezwykłych myśli i widzeń” - zwierzył się swemu
białemu rozmówcy, S.M. Berretowi ostatni wielki wojownik Dzikiego
Zachodu, szaman wojenny Chiricahua Apaczów, Geronimo (Gokhlayeh,
"Ten, Który Ziewa", 1828 - 1909). Jednakże nie chcąc
zdradzić treści tych doznań przedstawicielowi wrogiej rasy, dodał:
"lecz były one zbyt mgliste, bym mógł je opowiedzieć".
Ciężko
ranni wojownicy, wyczerpani walką, głodni i nieprzytomni, cierpiący i
wzywający w malignie swych bogów oraz członków rodziny (zazwyczaj
matkę), od tysięcy lat doświadczali wstrząsających wizji, będących
ich najgłębszym przeżyciem. W zależności od kultury oraz dominującego
w danej społeczności systemu wartości, treści owe były ujawniane
innym ludziom. Zasadniczo był to przekaz sekretny, gdyż przeżycia
traumatyczne miały charakter inicjacyjny. Uniwersalność tych głębokich
doświadczeń religijnych, wspólnych także z efektami uzyskiwanymi w
trakcie praktyk szamańskich, niejednokrotnie była źródłem nowych
doktryn i religii. Modelowy wręcz przykład pochodzi z Indii.
Wiele
tekstów Upaniszad okresu Brahmanów (800 - 600 p.n.e.), mówi o
tym, że nie kapłani, lecz przedstawiciele kasty wojowników (kszatriów)
udzielają religijnych pouczeń. Zdaniem wybitnego znawcy filozofii
indyjskiej, Ericha Frauwallnera, było to widocznie zgodnie ze stanem
rzeczy, gdyż bramini zajmujący się głównie przekazem tekstów, nie
byliby w stanie wymyśleć czegoś, co nie miałoby oparcia w
rzeczywistości. "Ponieważ - twierdził ten uczony - spekulacja
filozoficzna z epoki Upaniszad nie była [...], bynajmniej znana
w kręgach kapłańskich, stosujących ceremoniał ofiarny, lecz dopiero
pośrednio przeniknęła ona do mistyki ofiarnej, tedy nie jest rzeczą
całkowicie nieprawdopodobną to, iż jej twórcy wywodzą się po części
z kasty wojowników".
Wyraz
upaniszad oznaczał "posiedzenie poufne, tajemne".
Hindusi objaśniają ów rzeczownik przez rahasyam (tajemnica),
gdyż nauka ta miała w rzeczywistości charakter ściśle ezoteryczny.
Jak to się stało, że królowie - wojownicy nauczali kapłanów wiedzy
tajemnej, że nastąpiła ewidentna zamiana ról? Najwybitniejszy
przedstawiciel indyjskiej filozofii porównawczej, Sarvepalli
Radhakrishnan, pisał o okresie powstania Upaniszad, że pomimo
pewnych przejawów wyższej etyki i religijności, była to epoka
faryzeuszostwa, w której ludzie bardziej dbali o składanie ofiar, aniżeli
o doskonalenie duszy. Zaistniała więc pilna potrzeba powtórnego wyłożenie
doświadczeń duchowych, których istotne znaczenie zostało zagubione
przez legalistyczne kanony i konwencjonalną pobożność.
Kszatriowie
przeciwstawiając się nadmiernemu rozwielmożnieniu się braminów,
pielęgnowali i rozwijali w ukryciu swą naukę, która stała w
sprzeczności z zasadami oficjalnego kultu kierowanego przez kastę kapłańską.
Wojownicy musieli się liczyć z przeciwnikami bardzo silnymi, przeto
rozprawy swoje odbywali na "posiedzeniach tajemnych" (upaniszad).
Kszatriowie czerpali swą wiedzę z bezpośredniego doświadczenia,
z przeżycia mistycznego na pograniczu śmierci. W tym samym czasie
bramini skupili swą uwagę na rytuale ofiary, na rozbudowywaniu
liturgii. Jej drobiazgowość i niesłychana długotrwałość
celebrowanych uroczystości, były podobnie jak i w innych religiach,
klasycznym "przerostem formy nad treścią", ślepą, ogłupiającą
uczestników obrzędów ścieżką. W powtarzanych skrupulatnie w nieskończoność
gestach ginął cały sens. Wymóg bezbłędnego ich odtwarzania czynił
je całkowicie jałowymi. Jałowymi intelektualnie stawali się również
kapłani. "Religijna odnowa", kładąca nacisk na konieczność
wewnętrznej przemiany w celu uzyskania zbawienia, musiała zatem przyjść
z zewnątrz tej kasty. Twórczy impuls przybył zatem od wojowników.
Właśnie
wtedy w okresie Brahman powstała w Indiach nauka o wędrówce dusz. Jej
najwspanialsze rozwinięcie znajdujemy w świętej księdze Mahabharaty
- Bhagawat Gicie, powstałej w latach 100 p.n.e. - 100 n.e. I to
właśnie nie kto inny, lecz jej bohater, szlachetny wojownik Ardżuna,
zostaje na polu bitwy pouczony przez samego boga Krisznę i doznaje pełnego
oświecenia. Bóg przekazuje mu również naukę o reinkarnacji. Ardżuna
(sansk. ajuna, "biały", "świetlisty"), w końcu
zostaje wzniesiony na Górę Siwy, a owo wniebowstąpienie odbywa się w
nadnaturalnym świetle (Mahabharata VII, 80 i in.).
Już
w Upaniszadach (Bryhadaranjaka I.3, 28) "wewnętrze światło"
(Antar jyotis) oznaczało samą istotę Atmana. Ci, którzy znają
główną ideę Upaniszad, doktrynę o jedności Brahmana i
Atmana, będą nieśmiertelni (IV,4,15; Iśa ll).
Niewtajemniczeni, nierozumni i niewiedzy pełni, po śmierci idą do
demonicznych światów, głuchą ciemnością okrytych. Tam wędrują
ludzie grzeszni - "zabójcy Atmana" (Iśa 3). W Kathaka
(II, 4, 6) mówi się o Atmanie - Brahmanie, którzy się "niegdyś
z wód wyłonił, w kryjówkę serca wszedł" i tam mieszka.
Analogiczny motyw istnieje u Irańczków z xvarenah, o czym już
poprzednio mówiliśmy. Ją również utożsamiano z "wewnętrznym
światłem". Dusza była "światłem chwały".
Już
w Rigwedzie (I,115,1) słońce jest życiem lub Atmanem. Kto pił
somę (halucynogen !) staje się nieśmiertelny, dochodzi do światła
i znajduje bogów (RW VIII, 48, 3). Przypomnijmy, że środki
halucynogenne stosowano także w trakcie misteriów greckich.
A
oto kilka cytatów z Upaniszad, które ilustrują tezę o związku
przeżycia "wewnętrznego światła" z koncepcją Atmana -
Brahmana.
"Światłość,
która świeci z góry z tego nieba, ponad wszystkim, w najwyższych światach,
ponad które nie ma już wyższych, jest w rzeczywistości tą samą światłością,
która świeci we wnętrzu człowieka" (Chandogya Upan.III,
13, 7). "Ta jaśniejąca istota, unosząc się ze swego ciała i sięgając
najwyższej światłości, ukazuje się w swej właściwej postaci. To
Atman. Nieśmiertelny, wolny od strachu. To Brahman. Prawdziwym imieniem
Brahmana jest Prawda" (Chandogya Upan. VIII, 3, 4).
"To jest mój Atman wewnątrz serca będący! Mniejszy niźli
ziarenko ryżu, mniejszy niż ziarenko jęczmienia, niż gorczycy, niż
prosa! - niż ośrodek w ziarnku prosa! - To jest mój Atman wewnątrz
serca będący! Większy niźli ziemia, większy niż przestrzeń
powietrzna, większy niż niebo, większy niż światy! Posiada
wszystkie czyny, wszystkie żądze, wszystkie zapachy, wszystkie smaki,
obejmuje wszechświat, milczący, beztroski! - Oto mój Atman wewnątrz
serca będący, oto Brahman. Z nim się połączę, gdy odejdę stąd"
(Upan.III, 14, 3).
Wierzono,
że po śmierci dusza wznosi się po słonecznych promieniach, dociera
do Słońca, które jest "bramą świata". Brama ta jest
jednak otwarta tylko dla tych, którzy mają wiedzę o charakterze
transcendentalnym i inicjacyjnym. I tylko oni dostępują do pełnego
zjednoczenia z Brahmanem.
Wizja
ta żywo przypomina relacje ludzi nam współczesnych, którzy przeżyli
śmierć kliniczną (efekt tunelu i spotkania ze Światłem). Wręcz
analogiczną ideę "Światłości Głównej" zawiera tybetańska
Księga Umarłych, Bardo - Thos - grol. Jest ona
przewodnikiem dla wszystkich, którzy pragną przejść poza śmierć i
osiągnąć wyzwolenie. Głosi ona m. in.: "Twój umysł - pusta
jasność, nie utworzona z jakiejkolwiek substancji, a także ten twój
umysł trwający w stanie rozedrganej świetlistości - tworzą
nierozerwalną istność; nie zróżnicowana jasność i pustka trwająca
w wielkim snopie światła, nie znająca narodzin ni śmierci - to Budda
Niezmienny Blask". "Gdy rozpoznasz istotę własnego umysłu
jako Buddę, to spoglądanie w głąb umysłu będzie kontemplacją
Buddy".
Podsumujmy.
Wedle wierzeń Hindusów, Brahman jest siłą wcielaną we wszystkie
istoty, przeto mamy ją zawsze przed sobą. To ona tworzy wszystkie światy,
dźwiga je, podtrzymuje i znów wchłania w siebie. Siła ta wieczna,
boska i nieskończona, jest tożsama z Atmanem, to jest z tym, co po
odrzuceniu wszelkiej zewnętrzności znajdujemy w sobie jako własne
“ja”, jako naszą najwewnętrzniejszą, najprawdziwszą
istotę. Brahman to pierwiastek kosmiczny - dusza i jedyna realność
wszechświata. Atman natomiast jest pierwiastkiem psychicznym - duszą i
jedyną realnością w człowieku. Obydwa te pierwiastki to jedno. Ja to
wszechświat. “Tym jesteś ty" (Tat tvam asi). Ty
jesteś tym wszystkim, co widzisz wokół siebie - rośliną, zwierzęciem,
falą na morzu, obłokiem na niebie.
Dopiero
w tym kontekście stają się jasne doktryny celtyckich druidów.
Anhairghin (Amairgen, Aneirin, Neurin, Nerin) jeden z dwu najstarszych,
znanych z imienia przedchrześcijańskich poetów Irlandii, żyjący ok.
6000 r., śpiewał cytowaną już wcześniej przez nas pieśń, w której
znajdujemy zdumiewającą "wyliczankę" : "Jestem wiatrem
na morzu”, falą morza, odgłosem morza, jeleniem o siedmiu
rosochach, bykiem siedmiu walk, sokołem na skale, łzą słońca, najpiękniejszym
z kwiatów, zuchwałym odyńcem, łososiem na jeziorze, jeziorem na równinie
(...), groźną włócznią i wreszcie... "jestem Bogiem rodzącym
ogień w głowie"! Analogiczne wręcz "wyliczanki"
istnieją w poetyckich tekstach Teliesina, walijskiego barda z drugiej
połowy VI w., który należał do klasy druidów. Bez wątpienia źródłem
owych myśli jest głębokie mistyczne doświadczenie "wewnętrznego
światła". Identyfikacja i całkowite utożsamienie się z owym światłem
stanowią podstawę wiary we wcielenie się bogów w istoty ludzkie, królów
i herosów. Światło, blask i świetlistość są boskimi cechami. Mówią
o tym imiona wielu bogów indoeuropejskich, np. celtyckich : Lug
("Błyszczący) i genetycznie związany z nim Finn ("Biały, Płowy"),
Grianainech ("Słonecznolicy"), Ogmos, Belenos, Belenus
("Błyszczący, Najjaśniejszy", bóg słońca i śmierci), mąż
Belsaminy ("Bardzo Błyszcząca") zwany również Viritutis
("Dobroczyńca" lub "Uzdrowiciel"). Hinduski bóg światła
niebiańskiego i ziemskiego, praojciec ludzi nosi imię Wiwaswant
("Błyszczący"). Dodajmy, że to właśnie z niego mieli
starsi boscy bracia wyciosać człowieka. Z kolei Swarga (sansk. svarga,
"wiodący do blasku") to niebiański raj lokalizowany na górze
Meru, miejsce pobytu bogów i ich wybrańców, a także wojowników
poległych w walce ( tylko do czasu ich następnego wcielenia). Wyspa
"Biała" (Leuke, Śwetadwipa i in.) to eufemistyczne określenie
zaświatów. Lia Fail ("Świetlisty Kamień") symbolizował
Irlandię, nazywaną także Mag Fail ("Świetlista Dolina")
lub Inis Fail ("Świetlista Wyspa"). Skirnir ("Jasny, Świetlany,
Lśniący ") to służący, przyjaciel, a zarazem hipostaza
skandynawskiego boga Freja. Porównaj też nazwy świętych gór
polskich takich jak Jasna Góra w Częstochowie oraz Łysogóry (Łyse
od „łyskać, błyskać, lśnieć”). Przykłady można
mnożyć.
Podobne
obserwacje dotyczące doświadczenia przez wojowników "wewnętrznego
światła" można poczynić w przypadku mitraizmu. Mitra w
pierwotnej postaci indoeuropejskiej był wedyjskim bogiem światła, którego
potem utożsamiono z babilońskim Szamaszem i helleńskim Heliosem. Ten
bóg - wojownik był uosobieniem przyjaźni i patronem zawierania umów.
Władał ogniem towarzyszącym Słońcu i co najistotniejsze - wiązano
z nim znaną już nam xvarenah.
Religia
ta pod koniec II w. p.n.e. pojawiła się zapewne w Azji Mniejszej, w
Rzymie natomiast już w 57 r. p.n.e. Najstarsze z około 100 istniejących
nad Tybrem mitreów datowane są na lata 150 - 160 n.e., na czasy
panowania Antonina Piusa. Religia Mitry szczególnie fascynowała żołnierzy,
gdyż poczucie wspólnoty i braterstwa łączyła z elementami
militarnymi. Toteż właśnie legioniści byli w cesarstwie rzymskim głównymi
nosicielami mitraizmu. W pewnym momencie swoich dziejów był on poważnym
konkurentem chrześcijaństwa. Nieprzypadkowo też datę narodzin Jezusa
przeniesiono na dzień 25 grudnia, który był dniem narodzin Mitry jako
Sol Invictus (Słońce Niezwyciężone) i symbolizował zwycięstwo
odniesione przez Słońce nad siłami ciemności.
W
mitraiźmie wiernych obowiązywały misteria, będące typowymi rytami
inicjacyjnymi. Członkowie wspólnoty przechodzili stopniowo przez
siedem stopni wtajemniczenia. Każde z nich nosiło odpowiednią nazwę.
Zwróćmy uwagę na kilka z nich. Nymphus (Narzeczony lub Młody
Małżonek) w czasie misteriów nazywany bywał "młodym światłem".
Miles (Żołnierz, III stopień wtajemniczenia) w trakcie ceremonii
wygłaszał deklarację wiary, swoiste credo: "Mitra jest moją
prawdziwą koroną", co zapewnie było echem starych inicjacji
wojowników indoeuropejskich, o których mówiliśmy już wcześniej.
Czoło Milesa odpowiednio tatuowano.
Heliodromos
(Posłaniec Słońca, VI stopień) występował natomiast w roli Słońca
i przedstawiano go w aureoli z promieniami słońca. Strój jego żywo
przypominał kostium Lucjusza z powieści Apulejusza Metamorfozy
czyli złoty osioł. Lucjusz ów, przypomnijmy, po wtajemniczeniu i
doświadczeniu "wewnętrznego światła" był czczony jako
Helios.
Podobne
zjawiska wystąpiły także w świecie naszych słowiańskich przodków.
Uwagę zwraca bóg Swaróg / Swarożyc, łączony z ogniem i kowalstwem
. Glosa do bułgarskiego zapewne przekładu greckiej kroniki Jana Malali,
zamieszczona w Powieści dorocznej pod rokiem 1114, przyrównywała
Swaroga do Hefajstosa, boga ognia i kowalstwa, a jego syna Dażboga (Dadźboga)
do Heliosa, boga słońca. U Słowian połabskich bóg ten uległ daleko
idącej militaryzacji. Swaróg został utworzony ,,od swaru, swarzy się
ogień na ziemi pożerając, co mu popadnie" (A.Brückner), Swar to
"kłótnia", "gniew", a więc "ogień-kłótnik".
Warto w tym miejscu porównać ową etymologię z germańską dotyczącą
Odina (od ,,furia, wściekłość”). Oznacza to, iż Swaróg jest
bogiem ognia i łączy się z gniewem i wojną. Bliższe geograficznie i
bezpośrednio stykające się ze Słowianami ludy irańskie używały
terminów farr, xwarenah, których znaczenie omówiliśmy powyżej.
"Etymologia irańska - stwierdził S.Urbanczyk - ma jak gdyby więcej
sensu, może to ona jest etymologią właściwą: z irańskiego xvar (czyt.
chwar) - "słońce", xvarnah (czyt. chwarna)-
"blask szczęścia", indyjskie svar -
"blask", "niebo", słońce.” Indyjski
przydomek Indry boskiego wojownika gromowładcy brzmi - svaraj
(drugie a z poziomą kreską i przecinkiem pochylonym w prawo). Dodajmy,
że w gwarze małopolskiej skwar to letni upał. Przypomnijmy również,
że to kowal był u Indoeuropejczyków mistrzem inicjacji wojennych, nic
też dziwnego, że Swaróg uzyskał takie uznanie u Połabian. Rozwój
kultu Swarożyca na Połabiu jako bóstwa wojny może oznaczać, jak
przypuszczał A. Gieysztor, że jedna z właściwości ogniowych -
piorun w sferze atmosferycznej, ogień niszczący w sferze ziemskiej -
mogła była wywołać skojarzenia podobne do tych, które przyświecały
paleniu ognisk, odstraszających wrogie siły nadprzyrodzone.
Nie
negując tego przypuszczenia zwróćmy uwagę na inne elementy związane
z szeroko pojętym ,,etosem wojownika”. Słowiańskie plemię
Wieletów przekształciło się w Luciców, którzy, jak to zaświadcza
to Adam Bremeński (XI w.), występowali również pod mianem “Wilcy”.
Rzecz znamienna, że właśnie na terytorium konfederacji Luciców, do
której należeli Redarzy, była świątynia ich głównego boga -
Swaroga w Redogoszczy. ,,Miasto to ma 9 bram, zewsząd otoczone głębokim
jeziorem; drewniany most umożliwia przejście, dostępne tylko kapłanom
albo proszącym o wyrocznię z tej, jak sądzę, przyczyny, ażeby
zagubione dusze tych, którzy bożkom służą, Styks tym wygodniej
ogarnął dziewięciokrotną falą." (Adam z Bremy, Dzieje Kościoła
hamburskiego, Ks. II, r.21). Skojarzenie z greckim Styksem również
jest nieprzypadkowe.
Thietmar
(Kronika, Ks. VI, rodz.22-25) opisując ok. 1018 r. ową świątynię,
stwierdza, że gród ma kształt trójkąta i prowadzą doń trzy bramy.
Puszcza wokół niego jest ogromna, czczona jako świętość. Dwie
bramy są otwarte, trzecia zaś prowadzi ścieżką do położonego obok
straszliwego jeziora. W grodzie ulokowana jest tylko jedna misternie
zbudowana z drewna i rogów zwierząt świątynia, w której królował
wśród zbrojnych bogów sam Swarożyc, najbardziej czczony. W świątyni
tej ,,znajdują się tam również sztandary [znaki - vexilia],
których nigdzie stąd nie zabierają, chyba że są potrzebne za wyprawę
wojenną i wówczas niosą je piesi wojownicy." W wojennym
pochodzie Luciców poprzedzały właśnie te ,,znaki – bożki”.
Gród Radogoszcz posiadał pierwszeństwo wśród innych. ,,Gdy
[wojownicy] na wojną ruszają, zawsze go pozdrawiają; gdy szczęśliwie
z niej powracają, czczą go należnymi darami i przez losy oraz przez
konia, jak wyżej powiedziano, pilnie badają, jaką stosowną ofiarę
winni kapłani złożyć bogom. Niemy gniew bogów łagodzą ofiarą z
ludzi i z bydła.” We wspomnianym jeziorze wedle legend , miał
przebywać ,,potężny odyniec z pianą, połyskującą na białych kłach,
i na oczach wszystkich tarza się z upodobaniem w kałuży wśród
straszliwych wstrząsów.", kiedy Słowianom groziła długa wojna
domowa.
Świątynia
ta położona była w symbolicznie wyobrażonym Kosmosie, w którym wody
kojarzone są z podziemiami, w nich zaś rządzą moce chtoniczne. Ich
symbolem jest właśnie dzik. Ponieważ tam znajduje się kraina zmarłych,
dzik jako przedstawiciel przodków ostrzega potomków przed
konsekwencjami wojen bratobójczych. Sanktuarium radogoskie utraciło swą
rolę hegemona kultowego w tej części Połabia w drugiej połowie XI
w. na rzecz Arkony ze Świętowitem o podobnych militarnych
kompetencjach. Te funkcje wojenne posiadały doniosłe znaczenie w świadomości
zbiorowej śmiertelnie zagrożonych ludów zachodniosłowiańskich. W
takich sytuacjach zawsze naczelną rolę odgrywają związki wojowników,
mistrzowie technik wojennych i przerażających inicjacji.
W
tym mniej więcej czasie, w średniowieczu, kiedy religijność
Europejczyków znalazła swój wyraz w budowaniu gigantycznych katedr, a
setki tysięcy ludzi wędrowały na krwawe wyprawy krzyżowe, duchowni i
filozofowie przypisywali dużą rolę doświadczeniu mistycznemu. Wtedy
też pojawiły się elitarne zakony rycerskie, "żołnierze
Chrystusa", obrońcy Świętego Grobu. Nic też dziwnego, że na
ten czas przypada pojawienie się legendy o królu Arturze, rycerzach
Okrągłego Stołu i św. Graalu. Pierwsi zapisali je Geoffrey z
Monmouth (zm. 1155), Robert Wace (1100-1175), Chretien de Troys (zm. ok.
1183) i Robert de Borron (ok. 1160). W legendach tych pobrzmiewa echo
starych indoeuropejskich czy też celtyckich wątków (np. magicznego
kociołka obfitości - olli, atrybutu bogów Dagdy i Sucellosa),
połączonych z tradycjami chrześcijańskimi.
Św.
Graal miał być czarą, z której pił Jezus podczas Ostatniej
Wieczerzy. Józef z Arymantei miał z kolei zebrać w nią krew ukrzyżowanego
Chrystusa. Strażnikami Graala byli potomkowie tegoż Józefa, którzy
nosili imię Króla Bogatego Rybaka. Codziennie przez ich pałac
przechodził w świętej procesji orszak młodych ludzi otaczających św.
Graala i krwawiącą włócznię. Graal miał właściwości magiczne i
przynosił dobrodziejstwa całej społeczności. W poszukiwaniu tego
naczynia z Kamaalotu - siedziby króla Logru, Artura wyruszyło stu pięćdziesięciu
rycerzy. Po wielu przygodach cel osiągnęło tylko trzech wybrańców -
Percewal, Bohor (Bors) i Galaad (Galahad). Z nich ten ostatni, najlepszy
z najlepszych, dostąpił zaszczytu zajrzenia do wnętrza Graala. Tam
"ujrzał rzeczy duchowe", "początek i przyczynę
rzeczy", po czym w szczęśliwości umarł, zaś naczynie zostało
porwane do nieba. "I nie było od tej pory człowieka największej
nawet śmiałości, który ważyłby się twierdzić, iż je widział".
W
chrześcijaństwie pojawia się obraz "kielicha błogosławieństwa
i radości" (Ps. 23, 5), w którym Ojcowie Kościoła
poczynając od Orygenesa, widzieli obraz tego wszystkiego, co wiedzie
duszę do świętego zachwycenia, świętości, do ekstatycznego
zjednoczenia z Bogiem. W czasie Ostatniej Wieczerzy Jezus wziął
kielich eucharystyczny i rzekł: "Pijcie z niego wszyscy, bo to
jest moja Krew Przymierza, która na wielu będzie wylana na
odpuszczenie grzechów"(Mt 26.27; Mk 14.23; Łk 22, 17, 20). Starożytni
pisarze kościelni określali wino eucharystyczne lub Eucharystię
mianem "kielicha życia", "duchowym",
"mistycznym", "nieskazitelnym".
Opowieść
o poszukiwaniu św. Graala jest oparta na schemacie inicjacyjnym i
przedstawia przebieg elitarnego mistycznego wtajemniczenia rycerskiego.
Ten specjalny rytuał zabezpieczał i uświęcał rekrutację elity, a
nawet selekcję uprzywilejowanych. Z tego powodu wymagał on od kandydatów
dowodów szczególnej odwagi, zręczności, wiedzy ezoterycznej i wierności.
Wszystkim tym zadaniom sprostał jedynie rycerz Galaad ( w innej wersji
również Percewal). Tylko on mógł uleczyć chromego króla za pomocą
krwi ze świętej włóczni i tym samym spowodować rozkwit jego królestwa,
ponieważ jako jedyny dostąpił do pełnego zjednoczenia z Bogiem.
Tradycja
skojarzyła św. Graala promieniującego oślepiającym blaskiem z
katarami, średniowieczną neomanichejską sektą czcicieli Światła i
wyznawców doktryny reinkarnacji.
Hitlerowscy
ezoterycy z instytutu Deutsches Ahnenerbe (Niemieckie Dziedzictwo)
interesowali się dawnymi inicjacjami wojowników, aby wykorzystać je
do swoich zbrodniczych celów. Wyprawa Standartenfuhrera SS, Schafera do
Tybetu miała zapoznać niemieckich specjalistów od manipulowania
ludzkimi mózgami z tantrycznym rytuałem Kalaczakry, który zapewniał
wojownikowi biorącemu udział w świętej wojnie nieśmiertelność -
zmartwychwstanie w mitycznej krainie Shamballi.
Uwadze
"magów Hitlera" nie uszedł również Graal, co znalazło
swoje odbicie w wydanej w 1933 r. książce Otto Rahna (1904 –
1939 ?) Krucjata przeciw Graalowi. Na tereny Langwedocji
zamieszkałej niegdyś przez katarów udał się nawet sam Himmler,
patron instytutu Ahnenerbe. I, jak to było do przewidzenia,
hitlerowskie poszukiwania Graala okazały się być kompletnie
nieskuteczne, albowiem poszukiwacze ci nie mieli go w sobie. Na świątyni
Apollina w Delfach wiele wieków temu mądrzy Grecy napisali hasło Gnothi
sauthon - "poznaj samego siebie". Słowa te nigdy nie
straciły na swojej aktualności.
A
poza tym jak pisał „brat polski” (arianin) Jan Crell (1590-
1633) w swej słynnej rozprawie „O wolności sumienia”:
„... taka jest natura prawdy – szczególnie boskiej i niosącej
zbawienie – że jeżeli tylko we właściwy sposób jest ukazana i
poparta mocnymi dowodami, łatwiej przenika do duszy skłaniającej się
ku cnocie aniżeli kłamstwo i błąd. Ma ona swoje światło i jakiś
blask przedziwny, którym oświeca tych, co sami dobrowolnie nie zamykają
oczu, i pozyskuje sobie zarówno umysły subtelne, jak i proste, o ile
tylko nie są pozbawione zdrowego rozsądku.”
Doświadczenie
zjednoczenia z Bogiem i "oślepiającego wewnętrznego światła"
nie było wyłącznym przywilejem wojowników. Doświadczali go gnostycy
i wszyscy uduchowieni ludzie minionych tysiącleci. Wielu z nich wierzyło
w reinkarnację.
|